Żywe lalki. Nowa fala seksizmu – relacja

15 kwietnia w Instytucje Badań Literackich PAN w Warszawie odbyło się feminarium „Żywe lalki. Nowa fala seksizmu”. Spotkanie poprowadziła dr Agnieszka Mrozik, a w dyskusji udział wzięły: Katarzyna Bratkowska, dr Ewa Majewska, Hanna Samson oraz Katarzyna Szaniawska. Punktem wyjścia do rozmowy była wydana nakładem wydawnictwa Czarna Owca książka Natashy Walter „Żywe lalki. Powrót seksizmu”.

Spotkanie rozpoczęło się od przybliżenia głównych tez książki oraz perspektywy Walter.

Punktem wyjścia dla autorki jest rozczarowanie rzeczywistością brytyjską, która wchłonęła hasła feministyczne, w tym hasło wolności seksualnej, ale później stopniowo przystąpiła do konserwatywnego ich przetwarzania, które skutkuje coraz większą opresją i represją wobec kobiet – mówiła Agnieszka Mrozik. Autorka, Natasha Walter – publicystka, aktywistka feministyczna, współzałożycielka organizacji „Women for Refugee Women” – wydała w 1998 roku książkę „The New Feminism”, o której w książce „Żywe lalki” pisze, że była optymistycznym podsumowaniem tego, co wydarzyło się w Wielkiej Brytanii w latach 90. Otóż Walter uznała, że dzięki zdobyczom feminizmu w latach 90. rzeczywistość brytyjska zmieniła się. Coraz więcej kobiet zajmowało wysokie stanowiska publiczne, poprawiała się sytuacja ofiar przemocy – m.in. powstało stosowne ustawodawstwo, poprawiała się także sytuacja kobiet na rynku pracy, m.in. wprowadzono płace minimalne, na których, jak pisze Walter, skorzystały przede wszystkim kobiety. Z czasem zaczęto także zwracać uwagę na to, że za wychowanie dzieci odpowiadają oboje rodzice. Sztandarowym przykładem był premier Tony Blair, który wziął urlop ojcowski. Autorka miała nadzieję, że ten feminizm, który miał liczne osiągnięcia w latach 90., stanie się wreszcie poważnym aktorem debaty publicznej i że wreszcie będzie taki moment, żeby zająć się ekonomią, polityką czy kwestiami społecznymi, natomiast takie sprawy jak wygląd, sprawność i przyjemność seksualna, upodobania seksualne, to, jak ludzie się ubierają i z kim się spotykają, nie będzie już musiało być częścią debaty publicznej i przestanie być kluczowe w ocenie jednostek i całych grup społecznych. Niestety tak się nie stało. Rzeczywistość pierwszej dekady XXI wieku pokazała, że seksizm nie zginął, że powraca i że żyjemy w kulturze hiperseksualnej, pornograficznej, w której zwłaszcza kobiety poddawane są ciągłemu oglądowi i ocenie. Kłopot polega też na tym, że to tradycyjne postrzeganie kobiet przez pryzmat ich ciała, wyglądu, urody i seksualności tym razem ubrane jest w retorykę wolnego wyboru i ta retoryka ma tłumić wszelką krytykę i protest. Jeżeli ktoś chce skrytykować takie podejście i taki stosunek do kobiet w kulturze, naraża się na argument, że przecież kobiety same tego chcą, same walczyły o wolność seksualną, więc teraz jakakolwiek próba piętnowania, krytykowania jest nieuprawniona. Argument wolności wyboru jest argumentem zamykającym dyskusję. Szczególnie feminizm jest na cenzurowanym, ponieważ po wojnach pornograficznych przełomu lat 70. i 80. feministki zaplątały się w dyskusję o przyjemności seksualnej i wolności seksualnej z jednej strony, a z drugiej strony o przemocy wobec kobiet jako związanej z rozpowszechnianymi obrazami pornograficznymi. Książka Walter składa się z dwóch części. W pierwszej autorka zajmuje się kwestią seksualizacji kobiet w kulturze zachodniej, śledzi rozkwit klubów ze striptizem, kursów tańca na rurze i innych aktywności, w których biorą udział przeciętne Brytyjki. Pokazuje, że to, co uchodzi za zabawne i przyjemne w kulturze, często może być formą represji wobec kobiet. Autorka w tej części zajmuje się także rozkwitem pornografii w Internecie czy seksualnością młodych Brytyjek, zwracając uwagę na to, że w swoich wyborach młode Brytyjki coraz częściej nie kierują się uczuciem, emocjami, nie szukają w relacjach seksualnych bliskości, a seks traktują jak sport, wyczyn czy beznamiętną formę aktywności. W tej części wyczuwa się nieco nostalgii za drugą falą feminizmu – jak mówi autorka, nasze starsze siostry walczyły o równouprawnienie seksualne, a tymczasem to, co mamy dzisiaj, to beznamiętny hedonizm seksualny i urzeczowienie drugiego człowieka. W drugiej części książki autorka zmienia pole zainteresowania i zwraca uwagę na rosnącą współcześnie w kulturze zachodniej popularność teorii socjobiologicznych i psychologii ewolucyjnej, które tłumaczą istniejące nierówności społeczne kwestiami biologicznymi – hormonami, genami, połączeniami w mózgu. Różnice, które miałyby istnieć między kobietami i mężczyznami, teraz są tłumaczone poprzez biologię. Pojawia się także argument, że myślenie w kategoriach determinacji biologicznej jest prawem tych, którzy żądają powrotu do tradycyjnych wartości i domagają się, by tego prawa powrotu do tradycji im nie odbierać. Ta tradycja, czyli jak mówi Walter „styl retro”, staje się nie tylko zabawna i modna, ale także ma być wyzwaniem rzuconym politycznej poprawności, szczególnie feministycznej. Autorka kończy optymistycznie, twierdząc, że zmiany są możliwe i wskazuje na dziesięć brytyjskich inicjatyw feministycznych, które mają być przykładem na to, że stawia się tamę współczesnemu seksizmowi. Definiując seksizm, mówi o władzy, o formach przymusu, represji, która dotyczy przede wszystkim kobiet. Oczywiście pojawiają się fragmenty, w których mówi, że stereotypy mogą być krzywdzące także dla mężczyzn, ale głównym podmiotem, na którym się koncentruje, są współczesne kobiety, Brytyjki.

W tej argumentacji, którą przedstawia Walter, dla mnie interesujące jest słuszne oburzenie w sprawie tego, że jednak seksizm istnieje – mówiła Ewa Majewska. Mam wrażenie, że to jest oryginalne myślenie, ponieważ w kulturze popularnej zbyt wielu takich głosów nie słyszymy. Ja przynajmniej doświadczam kultury popularnej jako takiego obszaru, w którym znacznie więcej mówi się o tym, że kobiety zdobyły już wszystkie swoje władze, pozycje, wykształcenie, kariery itd. i w związku z tym problem seksizmu mamy załatwiony. To, że Walter pisze, że walka trwa, ze wszech miar zasługuje na uwagę. Natomiast w szczegółach zdecydowanie się różnimy. Po pierwsze dlatego, że z mojej perspektywy ta książka jest napisana przez kobietę z klasy średniej i dla kobiet z kasy średniej – przy czym nie mówimy tu o polskiej klasie średniej, która w Wielkiej Brytanii byłaby proletariatem, a o ludziach, którzy mają zabezpieczony byt i których troski życia codziennego skupiają się wokół kwestii innych niż przetrwanie. Po drugie, jeśli chodzi o pornografię, seksizm, a przede wszystkim prostytucję, to jej zasięg był znacznie większy w XIX wieku. Mam wrażenie, że obraz, który proponuje nam autorka, w którym współczesne, zwłaszcza młode, kobiety są zmuszane do tego, żeby tańczyć na rurach, lub ewentualnie podlegają konsekwencjom tych tańców, jest paniką wyolbrzymioną. Drugi mój problem z tematem nadmiernego rozpowszechniania prostytucji związany jest z przyjmowaną przez autorkę tezą o tym, że pornografia to teoria, a gwałt to praktyka. Kompletnie się z tym nie zgadzam. Nie ma na to dobrych badań, a bardzo wiele autorów i autorek podaje argumenty kompletnie przeciwne, mówiąc o tym, że miejsca, w których pornografia jest dostępna, nie są aż tak obciążone przemocą seksualną, jak te przestrzenie, w których jej nie ma. Moja niezgoda na to hasło, że pornografia to teoria, a gwałt to praktyka, absolutnie nie wyklucza krytyki pornografii i pornografizacji zwłaszcza kultury popularnej. Wprost przeciwnie. Uważam, że kulturę popularną należy krytykować za to, że kobiety są przedstawiane stereotypowo, że są urzeczowione i że nie widzimy półnagich mężczyzn na reklamach samochodów. A można by tu ustanowić parytet i byłby to parytet, o który chętniej bym walczyła niż o inne parytety, ponieważ jest to taka miara upodlenia, o której myślę, że warto się nią sprawiedliwie podzielić.

Ja zupełnie inaczej patrzę na tę sprawę – zaczęła Hanna Samson. Książkę tę przyjęłam z radością, choć ilość tych wszystkich przykładów seksualizacji kultury jest tak duża, że aż przerażająca i poruszająca. Napisałam w tej sprawie felieton, ponieważ przeraziło mnie to, co się dzieje. Myślę, że ta książka wnosi coś nowego. To nie jest tak, że to wszystko już wiemy, że zawsze tak było czy że kiedyś było nawet gorzej. Ta różnica polega na tym, że różne zjawiska, które traktujemy jako „OK” pod przykrywką wyzwolenia, w rzeczywistości okazują się działać przeciwko kobietom – i ta świadomość nie jest taka oczywista. Mam poczucie, że to, o czym pisze Walter, dzieje się i możemy obserwować to także w Polsce. Jest to m.in. presja wywierana na dziewczyny i kobiety, żeby spełniały określone standardy wyglądu, co pociąga za sobą to, że właściwie od najmłodszych lat mają być obiektem seksualnym. Te standardy są oczywiście męskim spojrzeniem na kobietę. Dla mnie takie traktowanie siebie, ale także to, że wygląd jest najprostszą, a w niektórych środowiskach także jedyną drogą do kariery i do zaistnienia w życiu, jest jak najbardziej obecne w Polsce. Świadczy o tym m.in. popularność programu „Top Model” czy kariera Natalii Siwiec, która potwierdza: Wyglądaj ładnie, a będziesz gwiazdą. Ten przekaz jest kierowany do małych dziewczynek z najróżniejszych stron. Ostatnio dowiedziałam się np. o książeczce do kolorowania dla dzieci, w której na czternaście postaci tylko trzy są kobiece. Co ważne, te postacie kobiece to ślicznotka opisana jako głupiutka, naiwna i wierząca we wszystko, co się jej powie, królowa, która jest bardzo wesoła i jest królową po to, by rozweselać króla, oraz babcia. Wśród postaci męskich jest profesor, superman i inne rodzaje osób myślących, działających i generalnie aktywnie działających w świecie. Moim zdaniem to, co robi Natasha Walter, to pokazanie, że źle się dzieje. I rzeczywiście źle się dzieje.

Po Hannie Samson głos zabrała Katarzyna Bratkowska, która odniosła się do wypowiedzi Ewy Majewskiej oraz tezy mówiącej, że pornografia to teoria, a gwałt to praktyka. Natasha Walter nie przyjmuje założenia, że pornografia to teoria, a gwałt to praktyka – mówiła Bratkowska. Walter tylko i wyłącznie cytuje Morgan i za chwilę odcina się od niej, mówiąc: „W miarę jak do dyskusji włączały się kolejne feministki o różnych poglądach, stawało się jasne, że do klasycznej, feministycznej krytyki pornografii wkradł się błąd w postaci założenia, że pornografia nie może sprawiać kobietom przyjemności”. Dalej idąc tym tropem twierdzi, że pornografia może sprawiać kobietom przyjemność. W dalszej swojej wypowiedzi Katarzyna Bratkowska przedstawiła swoją ocenę książki Walter.

Pierwsza część książki jest o tyle dobra, że tam rzeczywiście jest ogromne nagromadzenie przykładów, które sprawiają, że ona zaczyna człowiekowi zmienia optykę, że tego już nie da się postrzegać jako odosobnionych przypadków, ponieważ to się układa w pewien wzór. Z drugiej jednak strony Walter jest jednocześnie w stanie napisać, że nie ma nic złego w oglądaniu pornografii, tańczeniu na rurze czy burlesce, ponieważ samo w sobie to wszystko jest w porządku i możemy czerpać z tego przyjemność. Mam wrażenie, że z seksizmem i pornografizacją Walter ma problem ilościowy. Gdyby trochę mniej kobiet w tym brało udział, gdyby były też inne wzorce dla kobiet, to dla niej byłoby to w porządku. Walter w ogóle nie dotyka tego, co jest istotowe dla tych zjawisk w sensie relacji władzy. I duża słabość tej książki moim zdaniem polega na tym, że ona mówi: Tyle się zmieniło! Walczyłyśmy o kobiecą podmiotowość seksualno-erotyczną i niby się udało, a tu ten seksizm. Tymczasem mam wrażenie, że nie został w tej kulturze wypracowany absolutnie żaden model relacji erotycznych, który wykroczyłby poza ten podmiotowo-przedmiotowy, w którym satysfakcja polega na uprzedmiotowieniu drugiej strony. Nie mówię, że go nie ma, tylko że nie przebił się. Jeżeli były pojedyncze przypadki reżyserek i pisarek, które coś takiego uprawiały, to do mainstreamu to się nie przedostało i nie zostały stworzone żadne inne figury i modele relacji. Teraz okazuje się, że kobiety się wyzwoliły i wyemancypowały, ponieważ też mają przyjemność z oglądania pornografii oraz też mogą sobie kogoś uprzedmiotowić, czują się z tym dobrze i również stały się konsumentkami – jeszcze gdyby tylko było po równo, to byłoby dobrze. Otóż dla mnie nie byłoby dobrze i uważam to za jakieś potworne spłaszczenie. Natomiast jeśli chodzi o to, co tu rzeczywiście jest nowe, to moim zdaniem jest to stopień uwewnętrznienia tej pornografii w życiu prywatnym. To jednak nie jest tak, że w XIX wieku wszystkie kobiety, idąc z kimkolwiek do łóżka, miały głowę pełną pornograficznych obrazów, które to obrazy ich nie podniecały, bo tutaj też nie ma mowy o tym, że obrazy pornograficzne podniecają kobiety, tylko że są wzorcem i to jest taki wzorzec, który powoduje radykalną alienację w stosunku do własnego ciała. Kobieta generalnie jest widokiem, ale tutaj jest przekształcona w widok w sposób radykalny. W związku z tym ciało kobiety nie może niczego przeżywać, ponieważ posiadaczka ciała zastanawia się, jaką przyjąć pozycję, jak się wygiąć, czy jest odpowiednio wydepilowana, czy jest odpowiednio opalona, czy nie ma cellulitu itd. Do tego ma jeszcze wzorce z filmów pornograficznych, z których wie, co należy robić i tutaj znowu jest jakaś powinność. Natasha Walter mówi, że to coś, co wydawało się naszym wyzwoleniem, naszym upodmiotowieniem seksualnym, przekształciło się w kolejną opresję. Teraz nawet jak już jesteś dobrą matką i żoną, to jeszcze do tego powinnaś być świetną dziwką z pornosa. I ten stopień uwewnętrznienia tego obrazu jest moim zdaniem nowy.

Przed spotkaniem obejrzałam film „Miss Representation”, który w połączeniu z książką jest mocno traumatycznym doświadczeniem – mówiła Katarzyna Szaniawska. Chodzi o to, jak kobiety są przedstawiane w mediach, jak funkcjonują w polityce i jak funkcjonują np. w telewizji polskiej. Ja nie mam telewizora, ale przygotowując się do tej rozmowy próbowałam obejrzeć programy dostępne i zwracałam uwagę na to, jakie kobiety się zaprasza, ile ich się zaprasza, co im się pozwala powiedzieć w programie, jak się je ocenia i co się ocenia oraz jak wyglądają zdjęcia w gazetach, czyli np. że zwraca się uwagę na to, że Angela Merkel miała za duży dekolt, a ktoś inny ma krzywe nogi i jest stary i gruby – tego typu komentarze oczywiście nie pojawiają się przy wyglądzie posłów. Kolejna kwestia to jest kwestia zwracania uwagi na to, co kobiety do polityki wnoszą i to jest w dalszym ciągu podkreślanie tego, że wnoszą tyle empatii i troskę. To się ładnie wpisuje w drugą część książki, czyli podział na różowe i niebieskie oraz na to, kto jest przywódcą, a kto jest opiekunką. Wydaje mi się, że to, jak kobiety są upokarzane i jak są oceniane ze względu na swoją atrakcyjność seksualną, i to bez względu na to, jakie mają kompetencje i w jakim są wieku, to, że się je rozlicza z tego, czy mają dzieci, czy ich nie mają, a kiedy startują w wyborach, wówczas pojawia się pytanie, które nie pojawia się w przypadku mężczyzn, czyli kto się zajmie dziećmi, jak już pani zostanie tą radną czy posłanką? – wymiar tego wszystkiego i to, w jakim to jest nasileniu, jest właściwie niespotykane. Jest jednak kwestia, co do której nie zgadzam się z autorką, a mianowicie ona bardzo ubolewa nad tym, że upadł mit miłości romantycznej. Otóż moim zdaniem to nie jest złe, to jest bardzo dobre.

O micie miłości romantycznej mówiła także Ewa Majewska.

Ja cenię sobie publicystyczną werwę, z jaką ta książka została napisana i gdyby to zaangażować w trochę bardziej rzetelną analizę tego, co się stało z miłością i jak kobiety nadal często są niewolnicami romantycznego modelu podczas, gdy z drugiej strony mamy do czynienia z jakimś procesem renegocjowania tej sytuacji, to byłoby bardzo interesujące – mówiła Majewska. Ja zawsze byłam z tej opcji, że seks tak, seksizm nie i w łonie feminizmu zawsze trzymałam się tej frakcji, która uważała, że odzyskanie może niekoniecznie od razu pornografii, prostytucji i tego typu spraw, które są już mocno uwikłane, ale odzyskanie seksualności i jakiejś nieromantycznej wersji afektu i praktyk seksualnych, to jest sama radość.

W dalszej części spotkania dyskutowano m.in. o filmach oraz książkach erotycznych dla kobiet. O tym, co w tej chwili rynek proponuje kobietom mówiła Katarzyna Szaniawska, która zwróciła uwagę, iż wśród propozycji przeważają BDSM oraz trójkąty. Co ważne, nawet jeśli książki pisane są przez kobiety, to nadal przedstawiają one męskie  fantazje. Myślę, że trzeba się zastanowić nad tym, jak autorki mają zinternalizowane to, co powinno podniecać kobietę, a jest to zdecydowanie przefiltrowane przez mężczyznę i pornografię dla mężczyzn – zakończyła Szaniawska.

Podczas feminarium nie unikano także zestawień opisywanej przez Walter rzeczywistości brytyjskiej z realiami polskimi. Myślę, że po lekturze książki Walter niektórzy mogą powiedzieć: uff, u nas nie jest jeszcze tak źle. Dlatego chciałam was zapytać o to, czy u nas rzeczywiście nie jest tak źle i w jakim miejscu jesteśmy dziś w Polsce, jeśli chodzi o dyskusję na tematy dotyczące seksualności, seksu czy naturalnych różnic płci. Czy w debacie rozpiętej między rynkiem a kościołem jest jeszcze miejsce na jakiś inny rodzaj dyskursu i jaki miałby to być dyskurs? – pytała Agnieszka Mrozik.

Myślę, że znalezienie sposobu rozmawiania poza tymi dwoma ekstremami jest konieczne – mówiła Hanna Samson. Jeśli chodzi o pornografię, to Walter pisze o jej wejściu do mainstreamu w taki sposób, że jest nie tylko dostępna, ale że ludzie poznają pornografię, zanim poznają życie seksualne. I to jest kolosalna zmiana. To, co ważne, to, że estetyka pornografii i idący za nią sposób myślenia wkracza do mainstreamu. I z różnych ważnych powodów, które nazwałabym seksizmem, ciało kobiety staje się tym towarem, który sprzedaje się najlepiej. W związku z czym m.in. wkracza do reklamy. Ja pracuję z kobietami w obszarze ich emocji oraz tego, co się z nimi dzieje. Muszę powiedzieć, że poziom koncentracji kobiet na swoim ciele jako na jakimś przedmiocie, który ma spełniać określone warunki, jest niewiarygodnie wysoki. W tej chwili powszechność takich jawnych i jasnych standardów, które powinna spełniać kobieta, ponieważ w przeciwnym wypadku nie będzie fajną babką, jest czymś tak powszechnym, że w ogóle nie widzimy tego jako problemu. Walter nawet mówi o tym, że gdybyśmy całą energię, którą wkładamy w upiększanie siebie i dbanie o siebie jako dbanie o obiekt, który inny oglądają, włożyły w działalność publiczną, to mogłybyśmy zrobić niezłą rewolucję.

W książce to pada i to jest potworne, że dziewczynki widzą siebie jako obiekty i chłopcy też widzą dziewczynki jako obiekty – mówiła Katarzyna Szaniawska. To jest tak, że przez tę koncentrację na wyglądzie one są całkowicie odcięte od doświadczania czegokolwiek, w tym od doświadczania siebie. Tu warto pamiętać także o zaburzeniach łaknienia, o których mówimy od lat 80., ale teraz dochodzi nam także nacinanie ciała, którego wcześniej nie było. To wszystko jest koncentracją na ciele, ale już nie tylko dbaniem o wygląd, ale też autoagresją i to na skalę wcześniej nieobserwowalną.

Pragnąć uniknąć polaryzacji dyskusji na kobiece ofiary i mężczyzn zarządzających wizerunkami kobiecego ciała, Agnieszka Mrozik wspomniała o kobietach, które są szefowymi pism i agencji reklamowych odpowiedzialnych za produkcję tych wizerunków. Katarzyna Braktowska mówiła natomiast o wolnym wyborze.

W tej książce bardzo podoba mi się demontaż alibi w postaci wolnego wyboru, czyli twierdzenia, że przecież każdy ma wybór i każdy odpowiada za siebie – mówiła Bratkowska. Wydawcy, organizatorzy czy właściciele klubów erotycznych często powołują się na prawo rynku, mówiąc, że ich oferta jest odpowiedzią na zapotrzebowanie klientów, że ludzie sami tego chcą i to jest ich prawo. I to jest taki dyskurs rynkowy, o którym Walter mówi, że nie ma już żadnych praw, niemożliwy jest żaden osąd, żadna ocena ani wartościowanie. Jest tylko jedna miara, którą jest rynek. Jak mówi jednak Walter, za tym, co się wydarza, np. za fotografią glamour czy za jakimś klubem, stoi ktoś, kto to zorganizował, żeby czerpać zyski.

W drugiej połowie spotkania Ewa Majewska mówiła m.in. o tym, na ile presja wywierana na kobiety i dotycząca ich wyglądu zaczyna dotyczyć także mężczyzn. Mam wrażenie, że ten przemysł produkowania idealnego ciała zaczyna też pomału formować mężczyzn, ale w trochę innych wersjach – mówiła. Przykładem jest dobrze znana praca „Pasja” Doroty Nieznalskiej. Drugą częścią tej pracy było video uwieczniające rozmowy Nieznalskiej z mężczyznami na siłowni, podczas których mężczyźni opowiadali o tym, czym się faszerują, żeby wyrzeźbić sobie odpowiednie muskuły. Zasadniczą intencją „penisa na krzyżu” było powiedzenie, że w miejscu, gdzie kiedyś przebywały jakieś wartości, teraz pojawił się ideał męskiego ciała, za który konkretni mężczyźni płacą ogromną cenę w postaci czasem nawet śmierci, ponieważ przedawkowanie tych wszystkich chemikaliów jest szkodliwe. Ja nie próbuję teraz powiedzieć, że tych kilku mężczyzn można porównać z milionami kobiet, ale to jest makabryczne. Nie to, że my co chwilę oglądamy jakieś wizerunki, ale to, co się z nami dzieje pod wpływem tych wizerunków.

W nawiązaniu do kwestii wszechobecnych wizerunków Katarzyna Szaniawska przywołała „Balladę o lekkim zabarwieniu erotycznym” – telewizyjny serial dokumentalny z 2003 roku Ireny i Jerzego Morawskich.  W serialu pokazana zostaje praca agencji tancerek i modelek, zarówno poprzez rozmowy z ludźmi, którzy ją prowadzą, jak i z dziewczynami, które w niej pracują – mówiła Szaniawska. Serial pokazuje m.in. to, jak wygląda rozmowa o pracę, czyli casting i jakie to są dziewczyny. Walter trochę za mało mówi o tym w książce, a w Polsce to bardzo dobrze widać. Te dziewczyny są przeważnie wychowywane przez samotne matki, które nie pracują lub są na rencie, dziewczyny się uczą lub nie uczą się, żeby zarobić – tu dotykamy kwestii wolnego wyboru. To nie jest wolny wybór! To samo, tylko w ładniejszych dekoracjach, mamy w programie „Top Model”. Kiedy się czyta analizy i krytykę tego programu, nacisk głównie kładziony jest na to, że w programie jest bardzo dużo rywalizacji oraz że jest jury, które tym dziewczynom docina. Kiedy natomiast czyta się wywiady z tymi dziewczynami, łatwo zauważyć, że bardzo często mówią o tym, że chcą się wyrwać – zwykle z jakiejś małej wioski czy z potwornej nędzy. Jedynym dostępnym dla nich sposobem nie jest edukacja, bo często nie mogą jej kontynuować, nie uczą się języków i nie chodzą na zajęcia pozalekcyjne. One mogą ładnie wyglądać i widzą na przykładzie wspomnianej Natalii Siwiec, że można. W momencie, kiedy ktoś Cię zobaczy i będziesz wyglądała ładnie, wyrwiesz się. Więc jeśli chodzi o bezmiar i wymiar tego, jak w tej chwili jest w Polsce, to książka jest niebezpiecznie aktualna.

Ostatnie pytanie Agnieszki Mrozik, przed oddaniem głosu publiczności, dotyczyło roli feminizmu we współczesnych debatach w Polsce o płci, seksualności i seksie. Sama Mrozik przyznała, że ma wrażenie, że debat o pornografii i prostytucji z udziałem feministek było w Polsce bardzo mało i w związku z tym jest ciekawa, czy feministki mogą w tej sprawie mówić jednym głosem, który będzie słyszalny także w mainstreamie.

Po pierwsze nie chcemy mówić jednym głosem, po drugie nigdy nie mówiłyśmy jednym głosem – odpowiadała Ewa Majewska. Feministki nigdy nie miały jednego stanowiska na temat pornografii, tych stanowisk zawsze było wiele.

Kiedy uczestniczki panelu zgodnie przyznały, że dyskusji o pornografii i prostytucji w Polsce właściwie nie ma, a powinna być, głos został oddany publiczności. Publiczność m.in. komentowała hasło „Seks – tak. Seksizm – nie”, mówiła o braku edukacji seksualnej w szkołach oraz o temacie seksu w mediach i kulturze popularnej.

Tekst: Grażyna Latos