Żeńskie/ męskie w polu sztuki. Relacja

O wpływie myśli feministycznej na polską scenę artystyczną oraz o współczesnym definiowaniu kobiecości i męskości rozmawiano 22 stycznia w Instytucie Badań Literackich PAN w Warszawie podczas feminarium zatytułowanego „Żeńskie/ męskie w polu sztuki. Dyskusja wokół książki Izabeli Kowalczyk Matki Polki, chłopcy, cyborgi… Sztuka i feminizm w Polsce”. W dyskusji udział wzięły dr Izabela Kowalczyk (UAM), dr Ewa Toniak (historyczka sztuki, kuratorka) i Katarzyna Czeczot (IBL PAN). Spotkanie poprowadziła Agnieszka Kozłowska (Fundacja Otwarty Kod Kultury).

Panel rozpoczął się od przedstawienia ujętej w tytule feminarium pozycji, o której Agnieszka Kozłowska mówiła, jako o książce napisanej tonem osobistym, której autorka nie chowa się za narracją obiektywizującą i nie ukrywa własnego zdania. Od wydawnictwa dyskusja przeszła w kierunku samej już sztuki, a rozmawiano m.in. o tym, jak kształtowało się pojęcie sztuki feministycznej, o odcinaniu się polskich artystek od feminizmu oraz o kategorii „kobiecości”. Jak mówiła Ewa Toniak, jedna z polskich artystek, autorka pierwszych performanców feministycznych, zakwestionowała niedawno tytuł wystawy, w którym pojawiło się słowo „kobiety”, twierdząc, że to ją deprecjonuje i upokarza – ponieważ ona nie jest kobietą a artystką nie chce występować na wystawie pod tytułem „Trzy kobiety”. Wydaje się to czymś absurdalnym, ponieważ jest to postać sztandarowa dla polskiej sztuki feministycznej – mówiła Ewa Toniak. Jak zgodziły się jednak uczestniczki panelu, nazywanie, definiowanie i porządkowanie jest rolą krytyczki i głos artystki nie jest w tej kwestii głosem decydującym.

Jeden z bardzo ciekawych wątków dyskusji dotyczył także pytań o wspólnotę kobiet, o to czy coś takiego w ogóle istnieje. Z jednej strony, to pytanie wydaje się być anachroniczne i nie na miejscu, ale z drugiej strony zastanawiam się, czy w sztuce polskiej było gdzieś postawione, bo na pewno nie było postawione przez artystki lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych – mówiła Izabela Kowalczyk. Jak dopowiedziała Ewa Toniak, nie było nawet postawione przez artystki w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.

Od problemu wspólnoty panelistki przeszły do problemu ciągłości zastanawiając się nad tradycją, szukaniem inspiracji w dawnych polskich artystkach oraz ewentualnym istnieniem feministycznych matek-artystek. W dalszej części dyskusji pojawiła się również kwestia stawianego nieraz sztuce wymagania posiadania silnych związków z życiem zamiast pracy na narracjach. Ja nie do końca chcę od sztuki, żeby zajmowała się życiem, bo nie jestem w stanie stwierdzić czym miałoby być to życie. Żyjemy zgodnie z pewnymi narracjami i jednego od drugiego raczej nie da się oddzielić – twierdziła Katarzyna Czeczot.

Temat sztuki feministycznej, pod względem ożywienia publiczności, okazał się strzałem w dziesiątkę. Głosy postulujące oddanie sztuki feministycznej sztuce po prostu oraz próby podważenia zasadności posługiwania się kategorią „sztuka feministyczna” przy jednoczesnym jej niezrozumieniu zdominowały drugą, burzliwszą część spotkania. Tłumaczeniom panelistek, nazwanych przez jednego ze zgromadzonych wśród publiczności mężczyzn „czarodziejkami sztuki” nie było końca. Nie było również oczekiwanego efektu. Teoria dotycząca dyskredytacji nurtów określanych mianem „feministycznych” wykładana podczas spotkania dotyczącego historii (Przeszłość Marianny i Polonii, czyli co chciałybyśmy wiedzieć o naszych prababkach) i traktującego o historii feministycznej została dopełniona praktyczną obserwacją. Krótko mówiąc, było bardzo ciekawie!

Tekst: Grażyna Latos
Zdjęcia: Łukasz Tyborowski