W pułapce przeciwieństw. Ideologie tożsamości – relacja

22 stycznia 2013 roku w Pałacu Staszica odbyło się pierwsze po Nowym Roku feminarium. Poświęcone było ono książce Mateusza Borowskiego i Małgorzaty Sugiery „W pułapce przeciwieństw. Ideologie tożsamości”. Spotkanie zorganizowały Fundacja Gender Center, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego oraz Instytut Badań Literackich PAN. W dyskusji wzięli udział dr Mateusz Borowski i prof. Małgorzata Sugiera, dr Iwona Kurz i dr Agnieszka Jelewska. Rozmowę poprowadziła dr Agata Adamiecka-Sitek.

Głównym zagadnieniem dyskutowanym przez panelistów była kwestia budowania tożsamości człowieka w kontekście kryzysu klasycznej antropologii i towarzyszących mu rozpoznań posthumanizmu. Wśród wielu stawianych pytań próbowano między innymi znaleźć odpowiedź na następujące: Jak pracują tryby „maszyny antropologicznej”? Jak sztuka współdziała z technonauką, żeby wytworzyć pożądany obraz człowieka? Gdzie przebiegają granice „człowieczeństwa” i w jaki sposób to, co w danym momencie jest ludzkie, oddziela się od tego, co uważa się za nie-ludzkie?

Moderatorka spotkania zauważyła na wstępie, że dyskutowana książka dopiero wchodzi do księgarń, przez co wielu uczestników spotkania zapewne nie mogło się z nią jeszcze zapoznać. W związku z tym jej pierwsze pytania dotyczyły zamysłu monografii, tytułu i jej treści.

Jako pierwszy zabrał głos Mateusz Borowski.

Pytanie zawarte w tytule książki prowokuje mnie do przypomnienia takiej anegdoty. W telewizji pracuje australijski komik, Barry Humphries, który występuje jako Dame Edna. Jest to arystokratka udająca Angielkę, ale naprawdę jest Australijką. To ktoś, kto od około 30 lat prowadzi różne programy i występy w telewizji. Miał m.in. talk-show, do którego zapraszał znane osoby. W pewnym momencie pojawiła się tam piosenkarka, K.D. Lang. Poza tym, że była gwiazdą jednej piosenki, zasłynęła z tego, że jako jedna z pierwszych zrobiła coming out. Zrobił się oczywiście wielki szum wokół jej osoby. Gdy wystąpiła u Dame Edny, to Dame Edna niezwykle długo krygowała się przed zadaniem pytania, na które wszyscy czekali, ale w końcu mitygując się ogromnie powiedziała: „Chciałabym Ci zadać bardzo trudne pytanie. Kiedy zdałaś sobie sprawę, że jesteś Kanadyjką?”. Poza tym, że jest to dość dobry żart, to wydaje mi się, że dobrze pokazuje on, na czym nam jako autorom książki zależało. Ten żart pokazuje nie tylko to, że tożsamość to nie jest koniecznie coś, co się ma, pokazuje, że tożsamość polega czasem, w niektórych kontekstach i niektórych aspektach, na tym, że trzeba ją w sobie rozpoznać, jak na przykład tożsamość seksualną. Tożsamość narodową niekoniecznie. Dostajemy ją w zupełnie inny sposób, przeżywamy w zupełnie inny sposób, coś, co niekoniecznie jest w nas w środku i trzeba to w sobie odkryć. Jak się popatrzy na tego typu przeciwieństwa, różne sposoby nabywania tożsamości, to jak możemy krytycznie spojrzeć na inne aspekty kultury, która przecież uczy nas tego, kim jesteśmy. Możemy zauważyć wówczas tego typu narracje czy dramaturgie, pokazując na ile są one osadzone w pewnych kontekstach i każą nam wybrać tożsamość pomiędzy – pomiędzy jednym a drugim biegunem. Stąd my nazwaliśmy to pułapką, ale kiedy rozmawialiśmy o różnego typu problemach związanych z kwestią tożsamości, to widzieliśmy, jak bardzo człowiek musi między tymi biegunami się przemieszczać, by czuć się spełnionym, zrealizować się, zrealizować określoną tożsamość. Trzeba się zmieścić pomiędzy jakimiś parametrami. Stąd też cały pomysł na tę książkę był taki, by zbadać między jakimi przeciwieństwami trzeba się usytuować, żeby zdobyć tożsamość i razem z nią najczęściej również status człowieka. Dlatego też książka ta składa się z rozdziałów złożonych z zestawienia opozycji, w ramach których nasza tożsamość jest konstruowana. Zaczynamy od opozycji między człowiekiem i zwierzęciem, następnie podejmujemy kwestię opozycji między człowiekiem i maszyną, żywym i umarłym, kobietą i mężczyzną, dzieckiem i dorosłym. Na końcu jako podsumowanie zastanawiamy się nad opozycją swój i obcy.

Małgorzata Sugiera zauważyła, że można też tożsamość opowiedzieć w inny sposób. Przywołała zagadnienie zwrotu performatywnego, który według niej często jest sprowadzany do pewnej wymiany pojęć. Jak podkreśliła autorka omawianej książki, dla niej zwrot performatywny to zmiana widzenia świata, a co za tym idzie – to inny typ myślenia. Mamy wówczas do czynienia z myśleniem procesualnym, gdzie „się” wszystko tworzy. Sugiera uznała, że w takim widzeniu najważniejsze jest pochwycenie zmian, ruchu, podczas nich warto przyjrzeć się temu, jak to samo nie jest tym samym. Wówczas okazuje się, że nie można wpisać świata w określone kratki. Jak podkreśliła Sugiera, książka jest dla niej próbą zobaczenia, jak można myśleć idąc w kierunku tego, co zwrot performatywny proponuje.

Moderatorka zauważyła, że głównym tekstem, do którego się odnoszą i z którego wychodzą autorzy „W pułapce przeciwieństw. Ideologie tożsamości”, jest „Otwarte” Giorgia Agambena i jego wizja maszyny antropologicznej do produkcji humanitas, a z drugiej strony tekst Foucaulta. Poprosiła o przybliżenie tych podstaw filozoficznych i tego, w jaki sposób wychodząc od Agambena zostały zdefiniowane opozycje zawarte w „W pułapce przeciwieństw. Ideologie tożsamości”.

Borowski podkreślił, że „Otwarte” było o tyle użyteczne, że stawia pytanie o to, czym się różnią na przestrzeni historii ludzie od zwierząt, jak jest budowana i jak przebiega ta granica, gdzie filozofia ją przeprowadza i dlaczego. Panelista podkreślił, że ponieważ jest to praca skupiająca się tylko na filozofii, to jest ona ograniczona do wysokiego abstrakcyjnego poziomu akademickiego myślenia. To, co według Borowskiego jest interesujące u Agambena, to główna teza brzmiąca: nie istnieje na przestrzeni wieków esencjonalistyczna definicja człowieczeństwa, ona polega na odgraniczeniu, to jest pusta kategoria uzyskująca znaczenia poprzez odgraniczenie tego, co zwierzęce. Oznacza to, że za każdym razem ważniejsze jest to, jak zdefiniujemy zwierzę, a nie jak zdefiniujemy człowieka. Autor zauważył, że to, co chciano zrobić w „W pułapce przeciwieństw. Ideologie tożsamości”, to rozszerzenie perspektywy Agambena. Podkreślił, że współcześnie bardzo ważna jest kultura popularna, dlatego między innymi przesunięto sposób patrzenia do kultury popularnej.

W ramach uzupełnienia wypowiedzi Sugiera zaznaczyła, że książka jest też wyjściem poza obręb filozofii.

To nie tylko filozofia wytwarza granice. Rozszerzenie obszaru przez wyjście z dyscypliny filozofii i dołożenie przykładów nie tylko z kultury popularnej, ale i innych dziedzin sztuki, żeby pokazać, na ile sztuka, która od końca XIX wieku chciała być autonomiczna, swoją wolność odgraniczała tym, że wyodrębnione zostało coś, co się nazywa doświadczeniem estetycznym, na ile sztuka wysoka i niska uczestniczy w produkcji różnych typów tożsamości, wyznaczając, podejmując, kwestionując granice, ale jednocześnie przesuwając je. Rozszerzenie miało też skupić się na tym, o czym mówił Agamben – o kolejne, czyli człowiek-maszyna. To jest bardzo aktualne np. w sporcie. Pojawiają się pytania o to, kto tak naprawdę rywalizuje – ludzie czy maszyny. Do tego dochodzi m.in. kwestia badań nad genomem itp. To jest moment, w którym nie tylko w sztuce, ale i w życiu codziennym podejmowane są pytania o te same kwestie. Kolejnym przykładem z tej dziedziny jest wykorzystywanie dziewczynek w pokazach mody – tu pojawia się pytanie, czy możemy to robić naszym dzieciom, co wyrośnie z tych dzieci itp.

Prowadząca spotkanie zwróciła uwagę na miejsce kultury popularnej w dyskutowanej książce. Jak zauważyła, to ważna przestrzeń w „W pułapce przeciwieństw. Ideologie tożsamości”, ale została potraktowana jako podstawowa sprymityzowana matryca do tłoczenia człowieczeństwa. To zrodziło pytanie o miejsce pop-kultury w kulturze.

Kwestię tę podjęła w swojej wypowiedzi Iwona Kurz. 

To miejsce zostało już nazwane przez autorów jako miejsce działania maszyny do wytwarzania człowieka. Muszę przyznać, że gdy czytałam te fragmenty, współczułam autorom, że muszą oglądać te wszystkie filmy i pisać o tym, jak zamykają nas one w pewnym gorsecie. To zasadne pytanie: czy jeśli jesteśmy już tymi kurami w klatce, to czy nie możemy być szczęśliwymi kurami na wolnym wybiegu, choć wciąż pozostajemy w tym samym paradygmacie zniewolenia lub mówiąc językiem „Matrixa”, którą pigułkę wybieramy. Dla mnie nie do końca przekonujące jako pomysł na te analizy jest owo nieuwzględnienie złożoności kultury popularnej w całej jej prostocie. Myślę tu o dwóch podstawowych poziomach – jeden dotyczyłby poziomu narracji i mediów, jakie kultura popularna przejawia. Druga kwestia to sprawa wielości możliwości odczytań, pojawiania się kolejnych opozycji. Wydaje mi się, że uruchomienie innych odczytań tekstów kultury popularnej bardzo komplikuje tę mapę. W momencie, gdy tych opozycji zaczyna być ileś, to wydaje mi się, że przestaje to tak świetnie pracować. Rodzi to pytanie już w kontekście całej książki: czy nie pojawia się strach i lęk przed brakiem różnicy, przed amorfią, przed nieokreśleniem w tej konstrukcji. Moim zdaniem błędów, przerwań w takich stałych konstrukcjach, projekcji amorficznych możemy znaleźć dużo w kulturze popularnej.

W odpowiedzi na te uwagi autorka książki zauważyła, że należy wrócić do tytułu. Zaznaczyła, że skoro w tytule jest hasło „pułapka”, to należy pokazać właśnie ją, a nie sposoby wyjścia z niej. Interesujące dla autorów było pokazanie strategii tworzenia pułapki.

Agata Adamczyk-Sitek odparła, że to podejście pokazywania pułapek również nie jest niewinne. Wypływa bowiem z niego wizja podmiotu, tego, jaki rodzaj człowieka i podmiotowości proponuje książka. Uznała, że przedstawiony jest podmiot silnie zdeterminowany kulturowo, uwięziony w dyskursie, podmiot znany z myśli poststrukturalistycznej spod znaku Foucaulta, podmiot ujarzmiony, też radykalnie tekstowy, bezcielesny.  Moderatorka zauważyła, że jest to bezcielesność także w nowym sensie „wiedzy ucieleśnionej” rodzącej się w myśleniu wiedzy posthumanistycznej, która pojawia się w styku myślenia humanistycznego i technologicznego. Komentarz ten nasunął pytanie o widzenie opozycji przedstawionych  w książce właśnie w obrębie posthumanizmu.

Zagadnienie to poruszyła w swojej wypowiedzi Agnieszka Jelewska.

Na początku chciałam powiedzieć coś osobistego. Myślę, że ta książka na początku denerwuje, ale im bardziej się w nią wchodzi, to zauważa się to budowanie pasaży, praktycznie rzadko spotykane – pomiędzy filozofią, czy szeroko rozumianą humanistyką, a kulturą popularną. Ale mało tego! Tutaj można znaleźć niesamowite przykłady rozbrajania teatru. To jest ciężka praca, to niesamowita odwaga. To pierwsza w Polsce książka, która dotyka tak ważnych tematów. To w pewnym sensie książka historyczna, która dotyka tego, za co tak trudno się zabrać z współczesnej perspektywy. Zabrakło mi tutaj tylko, ale nie jest to zarzut wobec książki, tematu produkowania maszyny poza tekstem. Zastanawiam się, na ile „humanitas” dzisiaj jest produkowane w laboratoriach. Humanistyka w XX wieku jest szalenie tekstualna, mówi się, że jest związana z cielesnością. Ostatnio był u nas profesor Ascot, który stwierdził, że XX wiek był pod hasłem ciała, a XXI będzie pod hasłem chemii, przekształcenia mózgu itp. Myślę jednak, że nie. W XX wieku tekst był tak samo ważny i tak samo produkował. Jeśli chodzi o to produkowanie „humanitas” w laboratorium, to myślę, że to się zaczęło bardzo mocno zmieniać już w II połowie XX wieku. Dlatego apele Bruno Latoura, który mówił, że humaniści muszą wejść do laboratoriów i opowiedzieć, co tam się dzieje, są bardzo ważne. W przeciwnym razie odetniemy się od tego, co tak naprawdę produkuje kultura, a nie, co jest bańką, powierzchnią postprzerabiania czegoś.

Na zakończenie swojej wypowiedzi Jelewska podkreśliła, jak ważna jest dyskutowana pozycja książkowa.

Co istotne, to to, że ta książka pokazuje wyczerpanie pewnych narzędzi, które wydawały się pożyteczne, pomocne: one dochodzą do jakiegoś punktu, opisują mechanizm, ale widać, że są niewystarczające, żeby dalej to pociągnąć. To szalenie trudne. To pytanie, gdzie wiedza obecnie jest: czy na uniwersytetach i na kierunkach humanistycznych, czy gdzieś tam w nauce. Wierzę, że ta kwestia jest niezwykle ważna i tam, w tych splotach, jest to coś, co może na nowo odbudować siłę dekonstrukcyjną humanistyki, która pokaże, że nie zgadzamy się na różne rzeczy.

Feminarium trafnie podsumowały słowa autorki książki, Małgorzaty Sugiery.

Nauczmy się zobaczyć to, do czego zobaczenia uczył nas wcześniejszy system socjalizacji. To, co nowe, jest opowiadane językiem starego, trzeba przyłapać tę korespondencję i te pokłady.

 

Tekst: Ewa Serafin