Równość i jej wrogowie. Kto jest ofiarą nieegalitarnych społeczeństw?

12 stycznia 2012 roku odbyło się pierwsze w Nowym Roku feminarium pt. „Równość i jej wrogowie. Kto jest ofiarą nieegalitarnych społeczeństw?” Przyczynkiem do spotkania była książka Kate Pickett i Richarda Wilkinsona „Duch równości. Tam, gdzie panuje równość, nawet bogatym żyje się lepiej”, wydana przez wydawnictwo Czarna Owca. W dyskusji uczestniczyli: prof. Henryk Domański (IFiS PAN), dr Sebastian Michalik (IPSiR UW), prof. Antonina Ostrowska (IFiS PAN) i prof. Elżbieta Tarkowska (IFiS PAN). Spotkanie poprowadził Piotr Szumlewicz, dziennikarz TVP. Uczestnicy spotkania zastanawiali się, czy rzeczywiście, tak jak podają autorzy publikacji, w społeczeństwach egalitarnych żyje się lepiej zarówno biednym, jak i bogatym, jakie konsekwencje społeczne wynikają z życia w społeczeństwie nieegalitarnym i czy tezy stawiane przez  Kate Pickett i Richarda Wilkinsona można w jakimś stopniu odnieść do Polski.

Prowadzący spotkanie, Piotr Szumlewicz, po przywitaniu panelistów, panelistek i zebranej widowni pokrótce nakreślił tematykę książki:

„Duch równości” to książka, która pokazuje, w jaki sposób nierówności wpływają na społeczeństwa. Główna teza autorów jest taka, że duże rozwarstwienie dochodów niszczy całe społeczeństwo, zaniża zaufanie społeczne, obywatele częściej cierpią na choroby psychiczne, mają więcej kłopotów ze zdrowiem, jest wyższa przestępczość. Autorzy tej książki zadają pytanie: jak to jest możliwe, że pielęgniarka zarabia dwieście razy mniej niż prezenter telewizyjny i czy powinniśmy się na to godzić?

Wspomniał także, że według niego książka ta jest jedną z najciekawszych pozycji wydawniczych ostatnich lat.

Zdanie to podzielił dr Sebastian Michalik. Jego zdaniem, największą wartością omawianej książki jest stworzony przez jej autorów projekt etosu egalitarnego. Badacz pokrótce opowiedział o postrzeganiu równości w Polsce na przestrzeni ostatnich lat:

Książka, o której będziemy mówić, wydaje mi się niebezpieczna, ponieważ konfrontuje nas z wyzwaniem, jakim jest kwestia równości, a jest to wyzwanie, ponieważ unikamy mówienia o równości od dłuższego czasu systematycznie i konsekwentnie. Dla polskiego dyskursu publicystycznego i teoretycznego równość jest kwestią kłopotliwą, zatem, podejmując tę problematykę, mierzymy się z nie lada problemem. Myślę, że po 1989 roku, bo nie da się też mówić o równości, uciekając od problematyki transformacji, równość została zdyskredytowana i ośmieszona. Myślę, że była również ideą pomijaną w późnym PRL-u i z tego powodu nie doczekała się w latach 80. jakichś pogłębionych dyskusji wśród gremiów politycznych lub ludzi nauki. Z tego powodu, że równość została zdyskredytowana, nie stała się wartością decydującą o kształcie polskiej transformacji ustrojowej, bo architekci polskiej transformacji ustrojowej nie zadali sobie trudu, żeby podjąć kwestię nierówności dochodowych jako spodziewanego rezultatu pewnych rozwiązań ekonomicznych. Zapewne takim sposobem myślenia, który legitymizował polską transformację ustrojową, był leseferyzm – klasyczny, tradycyjny leseferyzm, który opierał się na zasadzie wolności indywidualnej, szczególnie gospodarczej, na apoteozie racjonalności rynkowej i oczywiście też na słynnym leseferystowskim haśle: „Bogaćcie się”. Natomiast książka, o której mówimy, jest kłopotliwa z tego powodu, że w sposób, jak sądzę dramatyczny, konfrontuje nas z konsekwencjami takiej wolnorynkowej gospodarki, mechanizmów rynkowych, które miałyby decydować o kształcie życia społecznego.

Za jedną z konsekwencji wolnorynkowej gospodarki uznano rozwarstwienie polskiego społeczeństwa. Prof. Elżbieta Tarkowska opowiedziała, co to znaczy być w Polsce człowiekiem biednym:

Wszyscy wiemy, że np. samo określenie „bieda”, „biedny” jest już stygmatyzujące. Najtrudniejszym doświadczeniem życia w ubóstwie są negatywne postawy i reakcje otoczenia, brak szacunku, lekceważenie, pogarda. Na pytanie o najtrudniejsze doświadczenie związane z ubóstwem jeden z rozmówców powiedział: „Poniżenie przez innych, tzw. wyższych”. Pojawiło się w dyskusji wiele instytucji i sytuacji, w których ludzie biedni odczuwają wstyd, poniżenie, upokorzenie i pogardę. Podam wybrane wypowiedzi odnoszące się do konkretnych instytucji. Jeśli chodzi o urzędy to: „Oni nie pomagają ludziom, jeśli ktoś nie przyjdzie i im nie czapkuje”, „Ja bym sto razy bardziej wolała iść pracować, sprzątać, obojętnie co, niż prosić o pomoc”. Podobnie kościół – kościół wykorzystuje biedę. Cały kościół katolicki gloryfikuje biedę: „Caritas jest instytucją, do której zwrócenie się nie ma sensu i wykracza poza możliwości psychiczne”. Pracodawcy to kolejne źródło stresu, bo wykorzystują ludzi znajdujących się w potrzebie, zatrudniają przy upokarzających pracach i odnoszą się do pracowników w sposób upokarzający. Sklepy, w których człowiek biednie ubrany jest podejrzany, a jego zakupy sprawdzane. Generalnie bieda jest podejrzana – mówiła prof. Tarkowska, opierając się na wynikach wywiadów, jakie przeprowadziła z ludźmi biednymi.

Jak zaznaczył prof. Domański, przywołując wyniki przeprowadzonych badań:

Polskie społeczeństwo akceptuje nierówności, tylko nie takie duże, jak są obecnie. Gdy pytamy, jakie zarobki powinni mieć przedstawiciele zawodów, takich jak sprzątaczka, lekarz, nauczyciel, biznesmen, ludzie odpowiadają – i podkreślam, że nikt ich do tych odpowiedzi nie zmusza – że biznesmen. To, co być powinno, odtwarza obecną hierarchię zarobków.

Jednocześnie prof. Domański nie zgodził się  opiniami dyskutantów o książce. Uznał, że jest ona napisana jednostronnie i stanowi pewien program ideologiczny. Według niego wszystkie negatywne konsekwencje życia w społeczeństwie nieegalitarnym, takie jak np. stan zdrowia, wynikają nie z istniejących nierówności, ale ze stopy życiowej. Stwierdził także, że niektóre z podanych przez autorów skutków nierówności są absurdalne.

Jak brak egalitaryzmu może przejawiać się w mojej otyłości? – pytał prof. Domański.

Na pytanie to automatycznie odpowiedziała sala:

Spójrzmy na Anglię. Po wyglądzie mieszkańców można powiedzieć, jaki kto ma status społeczny. Jeśli ktoś jest uboższy, jest również otyły. Nie stać go na zdrową, pełnowartościową żywność, a to, że tej osoby nie stać, wynika z nierówności społecznych – powiedział jeden z uczestników spotkania.

Z opinią prof. Domańskiego nie zgodziła się też prof. Antonina Ostrowska:

W przeciwieństwie do prof. Domańskiego nie mam takich krytycznych uwag dotyczących zależności między stanem zdrowia a nierównościami społecznymi, wskazanymi przez autorów książki, dlatego że potwierdzają je również inne badania prowadzone w wielu krajach.

W swojej wypowiedzi podjęła ona temat nierówności społecznych jako jednego z podstawowych problemów zdrowia publicznego na świecie. Jak zauważyła, kwestia ta od lat jest jedną z najważniejszych, na których skupia się uwaga Światowej Organizacji Zdrowia. Badaczka podkreśliła, że właśnie nierówności społeczne dotyczące różnych obszarów życia, np. statusu materialnego, wykształcenia, wpływają na długość życia mężczyzn i kobiet czy decydują o chorobach, na które zapadają:

W krajach o niskim poziomie rozwoju, o niskim poziomie rozwoju społecznego i gospodarczego, przeciętna długość życia jest o kilkadziesiąt lat niższa niż w krajach rozwiniętych. W Bangladeszu przeciętna długość życia nie sięga 40 lat, podczas gdy w krajach zamożnych, np. w Japonii, Stanach Zjednoczonych długość życia znacznie przekracza 80 lat. Odpowiedzialne są za nie różnice materialne, jak i warunki życia zupełnie różne w różnych krajach. Drugim ważnym obszarem nierówności jest struktura społeczna. W krajach najbogatszych, takich jak Szwecja, okazuje się, że istnieją znaczne różnice w stanie zdrowia i długości życia pomiędzy poszczególnymi klasami społecznymi. Okazuje się, że nierówności w  dostępie do wykształcenia mają tu większe znaczenie niż nierówności w standardzie materialnym, dochodowym. Dochody reprezentują możliwość zdobywania dóbr, natomiast wykształcenie daje świadomość, kulturę medyczną, uwrażliwienie na problemy zdrowia i znajomość ciała. Jeśli natomiast chodzi o różnice zdrowotne między płciami, występują one na całym świecie. Jeśli chodzi o najczęstsze różnice, to kobiety dwukrotnie częściej chorują na choroby stawów, kości, choroby tarczycy, kamicę żółciową, wszelkie alergie, nerwicę, depresję. Mówię tylko o tych chorobach, gdzie ta przeciętna liczba chorób jest statystycznie dwukrotnie wyższa. Ale są też inne choroby, gdzie ta różnica jest mniejsza. Coraz powszechniej uważa się, że nierówności kulturowe mają duże znaczenie. Jeśli popatrzymy, jakie są najważniejsze społeczne determinacje zdrowia, to wymienia się oczywiście sytuację materialną czy status społeczny itd. Wszystkie te czynniki okazują się na świecie bardziej niekorzystne dla kobiet niż dla mężczyzn. Na całym świecie więcej kobiet żyje w ubóstwie niż mężczyzn, kobiety więcej czasu poświęcają na pracę, mają mniej czasu na odpoczynek, w rodzinach o niskim budżecie pierwszeństwo ma dobro mężczyzny, a nie kobiety – wyjaśniała prof. Ostrowska.

Feminarium zakończyły pytania i komentarze widowni, która żywo zaangażowała się w dyskusję.

Tekst – Ewa Serafin