„Przemoc ma płeć” – relacja

20 października w Instytucie Badań Literackich PAN w Warszawie odbyło się pierwsze w tym roku akademickim feminarium. Spotkanie dotyczyło książki „Napastowanie seksualne. Głupia zabawa czy poważna sprawa” Anny Wołosik i Ewy Majewskiej. W panelu wzięły udział: Lidia Ostałowska (dziennikarka „Gazety Wyborczej”), Anna Wołosik (autorka książki, pedagożka, pomysłodawczyni i założycielka Stowarzyszenia „W stronę dziewcząt” ) i Ewa Rutkowska (trenerka antydyskryminacyjna, nauczycielka filozofii i etyki, współautorka raportu dotyczącego przemocy wobec kobiet). Dyskusję moderowała Grażyna Latos, współpracowniczka Fundacji Gender Center, koordynatorka Podyplomowych Studiów Gender Mainstreaming.

Książka „Napastowanie seksualne. Głupia zabawa czy poważna sprawa” podejmuje kwestię napastowania seksualnego. Nie tylko wyjaśnia, czym ono jest, ale, co może nawet istotniejsze, radzi, jak postępować, gdy do niego doszło i co robić, by mu zapobiegać w klasie i szkole. Książka skierowana jest do nauczycieli/ nauczycielek, pedagogów/ pedagożek, wychowawców szkolnych.

Dyskusja rozpoczęła się od rozróżnienia zjawiska molestowania seksualnego od napastowania seksualnego, zachowań często ze sobą mylonych, których nazw używa się jako zamienników.

Jeśli mamy do czynienia z przemocą rówieśniczą ze względu na płeć, to wszystkie zainteresowane strony posługują się pojęciem molestowania. Oczywiście używa się go, gdy sprawa trafia do sądu. To określenie pochodzi z kodeksu pracy, z ustawy antydyskrymiancyjnej i odnosi się przede wszystkim do świata ludzi dorosłych. Wydaje mi się, że nie należy posługiwać się tym samy pojęciem w odniesieniu do dzieci czy młodzieży, ponieważ relacje dotyczące ludzi dorosłych są zupełnie inne. Dlatego proponujemy w książce termin „napastowanie seksualne”, za pomocą którego ma być opisane zjawisko rówieśniczej przemocy ze względu na płeć. Nie chciałyśmy posługiwać się jednym terminem, gdyż inna jest perspektywa i kwalifikacja. To, co dzieje się między młodymi ludźmi, nie charakteryzuje się tym, czym charakteryzuje się molestowanie seksualne. Za pomocą terminu „molestowanie seksualne” określamy wszystkie zachowania o charakterze seksualnym bądź odnoszące się do płci, których celem lub skutkiem jest upokorzenie, także zadanie cierpienia pracownikowi, ale najczęstszą formą molestowania seksualnego jest szantaż seksualny. Tego typu zachowania między młodymi ludźmi raczej się nie zdarzają, ponieważ to nie intencje seksualne kierują młodymi ludźmi w takich sytuacjach. Tu dochodzi do napastowania seksualnego, którego to terminu używa się też do opisania wykorzystywania dzieci przez dorosłych – tłumaczyła Anna Wołosik.

Autorka książki skarżyła się, że w polskim prawie nie ma żadnych uregulowań prawnych dotyczących przemocy ze względu na płeć, a jedyna droga, z której mogą skorzystać osoby poszkodowane, to proces cywilno-prawny, którego adresatem jest sprawca. Na świecie (np. w USA) natomiast w tego typu procesach są nimi instytucje, gdzie do takiego zachowania doszło.

Ewa Rutkowska zauważyła z kolei, że również w szkołach brakuje programu profilaktycznego, który nie tylko wskazywałby na przyczyny problemu, ale też tworzyłby rozwiązania pozwalające się z nim zmierzyć, a skierowane zarówno do nauczycieli/ nauczycielek, jak i uczennic i uczniów.

Pracuję w szkołach społecznych, w których pojawiają się zaczątki procedur, stosowanych jednak „ad hoc” – w momencie, gdy ma miejsce sytuacja napastowania. Nie ma woli na poziomie politycznym. Tak naprawdę chyba nikt nie jest tym problemem zainteresowany. To oczywiście wynika z wielu przesłanek. Szkoła nie musi napisać specjalnego programu, który byłby programem antydyskryminacyjnym. W związku z tym niewiele się dzieje – mówiła Ewa Rutkowska.

Podczas dyskusji zwrócono także uwagę na niechęć mediów do podjęcia kwestii napastowania seksualnego, a innym razem – w przypadku tragedii – na wykorzystywanie jej w celu zwiększenia sprzedaży pism.

Wydaje mi się, że może nie zawsze jest tak, że jak coś opiszemy, to wzrośnie nam sprzedaż. Ona też nie wzrasta mechanicznie. Raczej widziałabym problem w wyborze tematów i wykorzystaniu tych tematów, bo o młodzieży i o szkole pisze się mało. Nie robi się z tego ważnego tematu, który miałby skłonić do dyskusji. To, z czym najczęściej się spotykamy, to momenty, kiedy wydarza się skandal. Wtedy szkoła i młodzież zaczyna być w centrum zainteresowania. Na ogół w sposób sensacyjny albo na skutek tzw. paniki medialnej. Media się nakręcają, jak w przypadku sprawy Ani z Gdańska czy kosza na głowie nauczyciela. Służyły one nie rozwiązaniu problemu w szkole. Miały przestrzec społeczeństwo przed młodzieżą, przestraszyć nią. Szło to w kierunku restrykcji. To największy zarzut, jaki można postawić mediom – że nie są partnerami, a powinny nimi być, kiedy pojawia się taka książka – mówiła Lidia Ostałowska.

Sprawa Ani z Gdańska wywołała wśród panelistek, ale także wśród publiczności duże ożywienie. Próbowano przeanalizować reakcję szkoły i mediów względem tej sprawy. Anna Wołosik zwróciła uwagę, że została ona źle zdiagnozowana już na samym początku. W szkole skargi uczennic bagatelizowano, a zachowania chłopców interpretowano jako flirt, zabawę, a nie poważną sprawę, akt przemocy. Ewa Rutkowska na zakończenie dyskusji przywołała dane z ankiety, którą przeprowadzono wśród uczniów i uczennic szkół. Według nich aż 77% z nich spotkało się z napastowaniem seksualnym i przemocą seksualną, więc takie zachowania okazują się codziennością życia szkolnego. Rutkowska podsumowała:

To mechanizm zamkniętego koła. Gdy media nagłaśniają taką sprawę, jak Ani czy z koszem na śmieci na głowie nauczyciela, stawiam się na miejscu dyrektora szkoły. Myślę, że w sytuacji, gdy sprawa jest w ten sposób przedstawiana, nie dowiemy się nigdy, co tak naprawdę dzieje się w szkole. Bo istnieje obawa, że zostanie to w ten sposób opisane i napiętnowane. Mam poczucie, że ten dyskurs medialny sprzyja raczej ukryciu spraw przemocy.

Tekst: Ewa Serafin