Miłość i ekonomia, czyli jak żyli komuniści w przedwojennej Polsce. Relacja

14 maja w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk w Warszawie odbyło się spotkanie wokół książki Miłość jest nieprzyjemna (Krytyka Polityczna, 2014). W dyskusji udział wzięli: dr Wioletta Bojda (UJK w Kielcach), dr Dobrochna Kałwa (IH UW) oraz Krzysztof Tomasik (Krytyka Polityczna). Moderatorką majowego feminarium była dr Agnieszka Mrozik (IBL PAN).

W ramach wstępu do spotkania Mrozik przedstawiła książkę-bohaterkę panelu, w której zostały zebrane listy ze wspólnego życia Janiny i Władysława Broniewskich.

Listy zebrane w tomie obejmują okres od 7 kwietnia 1925 roku do 7 czerwca 1946 roku. Oprócz listów w książce znajdziemy także kilka dedykacji i wierszy Władysława dla Janiny. Najwięcej listów małżonkowie wymienili w latach 1927-1929. Po tym okresie listów jest coraz mniej, a przerwy w korespondencji stają się coraz dłuższe. Częstotliwość listów i ich ton oddają przemiany zachodzące w relacji Broniewskich, stopniowo oddalających się od siebie. Początkowo, w pierwszych latach korespondencji, młodzi piszą do siebie niemal codziennie, czasem nawet po kilka razy dziennie. Analizują swoje uczucia, roztrząsają różne dylematy emocjonalne, zwierzają się sobie ze spraw intymnych, składają różne deklaracje. Początkowo ton listów jest dość egzaltowany, nieraz pompatyczny. Z czasem górę zaczyna brać codzienność i sprawy domowe. Więcej piszą o pracy, mającym urodzić się, a później już urodzonym dziecku, oraz o problemach finansowych. W pewnym momencie kwestie finansowe i zawodowe, wątek pracy, zdobycia mieszkania oraz jego utrzymania, zaczynają zajmować coraz więcej miejsca. Mam wrażenie, że z czasem zaczyna pojawiać się także nuta goryczy czy rozczarowania, szczególnie w listach Janiny. Można domniemywać, czym jest spowodowana: oddalaniem się emocjonalnym małżonków, a może ową prozą życia, która dosyć brutalnie zaczyna ich przytłaczać? W latach 30. listy stają się coraz bardziej suche, informacyjne, wręcz sprowadzają się do komunikatów i wyliczeń, np. kiedy małżonkowie robią zestawienia wydatków. Z czasem, w latach 40., pojawiają się w tych listach pozdrowienia dla nowych partnerów, nowych dzieci z nowych związków, aż do przerwania korespondencji. Można postawić tezę, że ta częstotliwość i ton są barometrem, który określa stan relacji małżonków. Ewolucję tej relacji widać też, o czym pani Wioletta Bojda pisze we wstępie do książki, w zwrotach do adresatów. Najpierw są one dosyć wymyślne i czułe, ale z czasem stają się coraz bardziej formalne. Widać także tę ewolucję w podpisach. Np. Janina podpisuje się „Ja”, najpierw z kropką, potem bez. Można się zastanawiać, na ile ten podpis oddaje pewną ewolucję jej tożsamości, czy też postawy, nie tylko wobec męża, ale także wyraża jej bycie w świecie.

Po słowach wstępu o samej książce uwaga panelistek i panelisty skupiła się na metodologii. Pytanie, które Agnieszka Mrozik postawiła zaproszonym gościom, dotyczyło tego, na ile listy są szczerym i prawdziwym dokumentem epoki oraz jak wyglądają w zderzeniu ze wspomnieniami, spisywanymi w czasie późniejszym.

W latach 60. i 70. Janina Broniewska wydała trzy tomy wspomnień. Mam wrażenie, że trochę inaczej opowiedziała w nich nie tylko historię swojego związku z Broniewskim, ale też swoją biografię, biografię tej relacji oraz swojego środowiska – mówiła Mrozik.

Innego zdania była dr Wioletta Bojda, według której biografia Janiny jest równoległa z listami.

Wydaje mi się, że Janina opracowując swoje tomy wspomnień korzystała z listów. Kiedy powracała do przeszłości po tych 40 latach, prawdopodobnie zatarła jej się pamięć o kolejności zdarzeń. Niektóre wątki, które pojawiają się w listach, są analogiczne we wspomnieniach. Janina dokonuje zmian, ponieważ fabularyzuje listy. Mamy np. list Broniewskiego wysłany tuż po pochodzie pierwszomajowym, który później zostaje wykorzystany przez niego w wierszu „Ballada o Placu Teatralnym”. List Broniewskiego Janina rozbija na dialogi i całą jego opowieść, która pojawiła się w listach, fabularyzuje i robi z niej minidialog. Nie zmienia faktów, ale zmienia sposób przekazania danej sytuacji. To, co się zmieniło, to także temperatura emocji, którą ocenzurowała. Wydaje się to bardzo naturalne i życiowe.

Jak mówiła Bojda, 50-letnia kobieta ma już inny stosunek do listów, które pisała jako 20-latka. Janina niemal niczego jednak nie przemilcza. We wspomnieniach znajdziemy np. wątek kochanki Broniewskiego. Co prawda, nie pisze równie otwarcie o swoim romansie: bliski jej mężczyzna pojawia się we wspomnieniach jako „przyjaciel Staś”. Trudno wymagać, żeby osoba, która pisze biografię, była absolutnie szczera – mówiła Bojda.

Autorka wstępu do książki zwróciła także uwagę na fakt, że po wojnie korespondencja między Broniewskimi wygasła, co spowodowane było przez różne czynniki, np. pojawienie się telefonów. Ponadto Broniewski często odwiedzał Janinę. Nie było więc potrzeby pisania listów. Jednak ich związek nigdy się nie rozpadł. Listy zastępowali rozmową.

Jak zwróciła uwagę w czasie spotkania moderująca dyskusję Mrozik, listów Broniewskiego jest w tomie znacznie mniej.

Ja nie dokonałam żadnego wyboru – zaczęła Bojda. Wprowadziłam do książki wszystkie listy, które mogłam. Wyboru dokonała historia. Ponieważ dom Janiny, w którym trzymała listy, został zbombardowany, większość listów Broniewskiego została zniszczona. Część z nich ocalała w formie skrawków, ale generalnie niewiele ich zostało. Czy Janina dokonała jakiejś cenzury? Nie wiemy. Ona natomiast stała się w pewnym momencie właścicielką całej korespondencji. Jej wnuczka uważa, że Janina nie niszczyła dokumentów. Wiemy, że listy od Broniewskiego traktowała jako coś bardzo ważnego.

Po wypowiedzi Bojdy dr Dobrochna Kałwa również odniosła się do listów jako źródła wiedzy historycznej. Dla historyków listy są rodzajem kreacji, więc im nie dowierzamy – mówiła. Te teksty są zawsze naznaczone przez konwencję językową epoki, kulturę, w jakiej się je pisze. Porządny badacz przeszłości nie zaprzyjaźnia się z badanymi bohaterami. Jeśli to się dzieje, odbywa się to kosztem jakości pracy naukowej. To jest bardzo przykre, bo czasem warto się zaprzyjaźnić z bohaterem swoich badań. Obcowanie z dokumentem osobistym, czasem przez wiele lat, sprawia, że zaczynamy rozumieć ludzi, którzy na poziomie bardziej ogólnym mogą wydawać się ludźmi niedobrymi, zwyrodniałymi. Ważne jest zachowanie dystansu i badanie takich osób z różnych stron, żeby nie mieć jedynie jednostronnego wyobrażenia. Jeżeli mamy bardzo wiele negatywów, zastanawiamy się, gdzie są informacje pozytywne, żeby zniwelować upraszczanie postaci. To jest moim zdaniem ważne dla upodmiotowienia aktorów i aktorek historycznych, ponieważ wszelkie uproszczenia odbywają się kosztem ludzi, którzy kiedyś żyli. Zasadą historyczną jest to, że źródłom, które powstają na bieżąco, ufamy bardziej niż wspomnieniom. Wspomnienia czy autobiografie pisane po latach są próbą usensownienia doświadczeń, które miały miejsce wcześniej. Po latach widzimy, w jakim miejscu jesteśmy, a wydarzenia z przeszłości widzimy jako drogę ku temu miejscu, czego z kolei nie widzimy na bieżąco. To jest pytanie, czy Janina opisała swoje małżeństwo w latach 60. w taki sam sposób, w jaki zrobiłaby to w roku 1928 – na pewno nie. Dlatego też wspomnienia są mniej wiarygodne. Wspomnienia piszemy też dla innego odbiorcy. To może być czytelnik komercyjny, masowy, a mogą to też być wspomnienia dla własnych wnuczek. Trochę inaczej dla takiego odbiorcy będzie się pisało o pewnych rzeczach niż w listach do męża. Kwestie cielesności, zdrowia, choroby czy seksualności, o których Janina informuje swojego męża, nie znalazły się we wspomnieniach. Pomijam już kochanków i kochanki, ale Janina pisze też o regulacji płodności. W listach pojawia się „skrobanka” czy też różne eufemizmy, jak „podróż do Poronina” czy „oczekiwanie na gości”, które jest czekaniem na miesiączkę. To są tego typu informacje, których kobiety zazwyczaj nie zamieszczały w swoich wspomnieniach. Drugą kwestią, która odróżnia listy od wspomnień, zwłaszcza w tym środowisku, jest finansowy aspekt egzystencji inteligencji lewicowej. Po lekturze różnego rodzaju biografii i wspomnień lewicowej inteligencji okresu międzywojennego łatwo zauważyć, że kwestia walki o byt, szukania pieniędzy, zarabiania, dorabiania, utrzymywania się jest zazwyczaj pomijana, bo prawdziwy intelektualista żyje duchem, tworzy mądre teksty i walczy o lepszy świat, a nie szuka pieniędzy. W tych listach jednak kwestie ekonomiczne wychodzą cały czas. To też jest zresztą interesujące, że w biografiach i wspomnieniach inteligencji lewicowej rzadko pojawia się informacja o tym, że te wszystkie biedne inteligentki miały służące. Pranie także nie było kwestią własnej pracy, ale delegowane było na inne kobiety, w dodatku zwykle źle opłacane. Listy są mniej intencjonalne, jeśli chodzi o przyszłe pokolenia, co nie znaczy, że ich autorzy pisali zawsze szczerze wobec siebie – zakończyła Kałwa.

Mam poczucie, że listy Broniewskich na tle tego, co znam, jeśli chodzi o dwudziestolecie międzywojenne, są zupełnie inne – zaczął Krzysztof Tomasik. Szczególnie na początku można odnieść wrażenie, że oboje żyją trochę na pustyni. Nie ma tam plotek, bardzo mało jest opisów lektur gazet, filmów, książek. Dużo jest natomiast o nich samych. Bardzo mało jest otoczenia.

W dalszej części spotkania powrócono jeszcze do kwestii finansowych. Jak zauważyli paneliści, mimo że intelektualiści pisali w listach, że nie mają pieniędzy czy wręcz że są biedni, znaczenie tych słów było specyficzne. Mogli nawet nie dojadać, ale na gosposię musieli mieć fundusze. Musieli mieć także pieniądze na kawę i papierosy, które stanowiły atrybut inteligencji.

Po kwestiach finansowych skoncentrowano się na podmiotowości Janiny. Sama Janina, szczególnie w pierwszych latach korespondencji, kładła bowiem na ten aspekt duży nacisk. Ta radykalna działaczka lewicowa, autorka książek dla dzieci, pracy o Karolu Świerczewskim, a także korespondentka Pierwszej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, nie uniknęła bowiem powielania tradycyjnych wzorców płciowych, czyli roli żony przy mężu. Co takiego się dzieje? Czy oni naprawdę są awangardowi? A może jednak dość tradycyjni? – pytała o Broniewskich Mrozik.

Jako pierwsza na pytanie o role płciowe w związku Broniewskich odpowiedziała Kałwa. Historyczka mówiła o tym, że Broniewski przed oświadczynami długo pisał o swoich zarobkach, chcąc wykazać, że stać go na małżeństwo. Nie jest to coś, czego spodziewalibyśmy się po poecie. Ale jest to coś zgodnego z tamtejszą konwencją – mówiła. Ta tradycyjna konwencja utrzymała się, mimo że Janina początkowo pisała, że chce pracować i chce być niezależna. Kiedy jednak później była mowa o rozstaniu, Janina oświadczyła, że Broniewski będzie płacił na dziecko tak długo, aż Janina nie znajdzie mężczyzny, który będzie ją utrzymywał. W pewnym momencie całkowicie przejęła sposób myślenia, zgodnie z którym utrzymanie rodziny jest obowiązkiem mężczyzny.

Według Kałwy Janina przeszła przez trzy ważne momenty, które znacząco wpłynęły na jej poglądy i postawę życiową. Pierwszym było małżeństwo, kiedy zmieniły się jej wyobrażenia na temat kwestii materialnych i regulacji tych spraw w związku. Kolejna przemiana związana była z chorobą serca, o której nie wiadomo było, jak się zakończy: czy Janina przeżyje, czy umrze. Trzecim etapem było pojawienie się dziecka, które stało się centralną postacią w jej listach. Jako matka Janina zmieniła się. Chociaż na początku żądała w małżeństwie autonomii – chciała pracować zawodowo i społecznie, nie zaś prowadzić gospodarstwo domowe – później zmieniła stanowisko. Jako młodziutka dziewczyna Janina myślała o małżeństwie jako o kontrakcie partnerskim, w którym pewne sprawy warto wyjaśnić na początku. Janina była bardzo racjonalna, wręcz zaskakiwała tą racjonalnością. Władysław był romantykiem, w swoich oczach był wręcz ułanem.

Krzysztof Tomasik tak opisał swój odbiór Janiny: Widziałem ją nie tyle jako wojującą feministkę, co jako osobę szukającą modelu dla siebie i starającą się jakoś ten model wypracować. Ona często zrywała, miotała się, starała się na nowo wypracować relację, ale przegrywała z konwenansem małżeństwa, który jej mąż przyjmował. Została zmuszona w to wejść.

Tomasik podzielił się także swoimi wątpliwościami co do krytyki, jakiej Janina poddała Irenę Krzywicką. Zastanawiałem się, skąd u Janiny, która ma potrzebę wypracowania modelu nowego związku, bo ewidentnie czuje, że tradycyjny model jest już przeżytkiem, taka niechęć do Ireny Krzywickiej i tego, co Krzywicka pisze dokładnie w tym samym temacie. Przy niewielkiej liczbie komentarzy do lektur w listach złośliwości wobec Krzywickiej są zaskakująco częste i dotyczą małżeństw koleżeńskich oraz rezygnacji z monogamii. To zaskakujące; zastanawiałem się skąd to się bierze. Czy to jest jakaś złość na to, że Krzywickiej to się udaje i że ona potrafi wypracowywać ten model, czy może poczucie, że to model nie dla niej, czy jeszcze coś innego? Co prawda, model życia Broniewskich jest bardziej tradycyjny, niż byśmy tego oczekiwali, ale później z niego wychodzą. Zamieszkują w dwie rodziny w jednym domu i tworzą rodzinę pachworkową. Może początek, z którego pochodzi najwięcej listów, to jest okres takiego szarpania się i wypracowywania modelu, który potem znajduje realizację, i być może późniejsze wspomnienia są spojrzeniem z właśnie tej perspektywy – zakończył Tomasik.

Według Bojdy krytyka Krzywickiej przez Janinę, ale także przez Władysława, mogła wynikać z tego, że przy całej swojej otwartości nie zaakceptowali oni jej związku z Boyem. Dla nich ten związek nie był autentyczny – mówiła Bojda.

Po wypowiedzi Bojdy goście rozmawiali jeszcze na temat zaangażowania politycznego Broniewskich oraz niewidoczności tego zaangażowania w korespondencji. Następnie głos został oddany publiczności. Uwagi na temat zatrudniania służby przez lewicowych intelektualistów, podziałów klasowych oraz specyfiki warstwy inteligenckiej zakończyły majowe feminarium.

Tekst – Grażyna Latos