Małe książki o ważnych sprawach – relacja

W czwartek, 22 listopada, odbyło się kolejne feminarium. Spotkanie zatytułowane „Małe książki o ważnych sprawach” poświęcone było literaturze dla dzieci i młodzieży.  W dyskusji wzięły udział: Anna Czernow (Wydział Polonistyki UW), dr Bożena Keff (Żydowski Instytut Historyczny), Marta Konarzewska (kwartalnik „Furia”). Feminarium poprowadziła Grażyna Latos, koordynatorka Podyplomowych Studiów Gender Mainstreaming IBL PAN.

Na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej książek przeznaczonych dla dzieci i młodzieży. Pozwalają one przekazywać pewne idee czy wzorce oraz wychowywać w pewnym duchu. W 2007 roku w Polsce pojawiły się pierwsze książki z serii „Bez tabu” – „Mała książka o feminizmie” i „Mała książka o tolerancji”. Cała seria bardzo szybko została uznana za kontrowersyjną. Z podobną opinią spotkały się  książki „Z Tango jest nas troje” czy „Król i król”, w których opisane są historie homoseksualnej miłości. Podczas feminarium próbowano znaleźć odpowiedzi na pytanie, jak za pomocą literatury uczyć dzieci i młodzież wrażliwości na nierówności, wykluczenie, dyskryminację.

Moderatorka spotkania, Grażyna Latos, rozpoczęła spotkanie od krótkiego opisania treści pozycji wydawniczych, które były tematem listopadowego feminarium, czyli „Król i król”, „Z tango jest nas troje” oraz „Mała książka o tolerancji” i „Mała książka o homofobii”.

Na samym początku dyskusji Anna Czernow wyjaśniła, czym jest literatura dla dzieci i młodzieży i jaka była i jest jej specyfika:

Literatura dla dzieci i młodzieży jest zjawiskiem, które jest znane i nieznane jednocześnie. Znane, ponieważ każdy był dzieckiem i większość czytała tę literaturę, część ma własne dzieci i to jest powtórne czytanie tej literatury. Każdy napotkany człowiek na pytanie: czym jest literatura dla dzieci i młodzieży, będzie więc w stanie w jakimś stopniu na nie odpowiedzieć. Natomiast rzadko podchodzi się do literatury dla dzieci i młodzieży od strony historyczno- bądź teoretycznoliterackiej i pod tym względem ta literatura jest mało znana. Jeżeli chodzi o literaturę dla dzieci i młodzieży, to nie jest ona tak stara, jak mogłoby się wydawać. Pierwsze książki skierowane do dzieci pochodziły z XVII wieku, a były pisane przez purytanów. W zasadzie do XIX w. literatura dla dzieci i młodzieży była ściśle ideologiczna. Miała ona kształtować dziecko tak, by nie sprawiało kłopotów na co dzień, a następnie by wyrosło z niego lepsze społeczeństwo. Purytanie pisali książki niezwykle religijne, które dotyczyły często śmierci dziecka. Następnie można zauważyć wyodrębnienie się dwóch  rodzajów wzorców dla dzieci w literaturze. Pierwszy stanowiły dzieci święte, mocno wierzące, drugim były powiastki ku przestrodze. Opowiadały one o niegrzecznym dziecku, które spotykała za złe zachowanie jakaś kara, przy czym od autora zależał stopień jej srogości. Prym tutaj wiódł Heinrich Hoffmann, a w Polsce chociażby Stanisław Jachowicz, autor tekstu „Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku”, przestrzegającego przed łakomstwem. Literatura dla dzieci i młodzieży toczyła się tym dydaktycznym i ideologicznym torem do momentu pojawienia się „Alicji w krainie czarów” L. Carrolla. I to właśnie ten moment uznaje się za początek współczesnego okresu literatury dla dzieci i młodzieży, bo z użytkowej wkroczyła ona na tor ściśle literacki. Zaczęły pojawiać się wówczas dzieła literackie. I były one bardzo specyficzne, ponieważ zaczęły rewidować same siebie. Stąd pojawiły się takie dzieci i bohaterowie jak Pippi Pończoszanka, Król Maciuś Pierwszy. Dzieci nagle otrzymywały władzę i te książki zastanawiały się, co się dzieje z dorosłymi, światem, gdy dziecko ją dostaje. Ale oczywiście tropy edukacyjne zawsze się pojawiały i pojawiają. Tutaj oczywiście wpisują się książki, które dziś omawiamy i które traktują o tolerancji. Wydawane są też przez wydawnictwa książki zbliżone treścią do tych purytańskich, gdzie np. dzieci umartwiają swoje ciała, by zbawić dusze w czyśćcu. Także literatura dla dzieci dzieli się na część literacką, ale też dydaktyczno-edukacyjną.

Anna Czernow na koniec swojej wypowiedzi zaznaczyła, że współcześnie w literaturze dla dzieci i młodzieży dominuje fantasy i fantastyka. Na półkach księgarń znaleźć można wszelkiego rodzaju wampiriady, gdzie bohaterami są anioły, wilkołaki, czarownice itp. Co jednak podkreśliła badaczka, w książkach tych często podejmowany jest temat dyskryminacji, wykluczenia, odmienności, tolerancji.

W momencie, gdy bohater odkrywa, że jest np. wampirem, silnie zaznaczona zostaje reakcja otoczenia na tę obcość. Ale nie tylko. Doskonale przedstawiony jest problem: co się ze mną dzieje, gdy odkrywam, że jestem inny; jak mam to zaakceptować. Taką książką o inności jest chociażby Harry Potter. Warto tu też wspomnieć powieść nominowaną do nagrody IBBY autorstwa Anny Onichimowskiej „Koniec gry”. W tej powieści dochodzi do coming outu głównego bohatera. To opowieść o drodze do dochodzenia do swojej tożsamości i zrozumienia jej. Problem polega m.in. na tym, że brat bliźniak bohatera należy do Młodzieży Wszechpolskiej. Autorka pokazuje, jak to się wszystko układa w takiej typowej rodzinie, która chodzi do kościoła, jest religijna. Pojawia się pytanie, jak osoba homoseksualna poradzi sobie ze sobą, ze swoją rodziną, dziewczyną. Obecnie dominuje w literaturze dla młodzieży, ale i dzieci, problematyka inności, odmienności. 

Kolejne pytanie moderatorka skierowała do Marty Konarzewskiej. Zastanawiano się, jakimi narzędziami są i mogą być książki edukacyjne oraz jaki potencjał posiadają.

Te „Małe książeczki…” są przeznaczone dla dzieci będących w gimnazjum. I bardzo dobrze, bo uzupełniają wiedzę podręcznikową bądź ją przekształcają. Podręczniki do gimnazjum często pokazuję problematykę płci, seksualności, patriotyzmu bardzo płytko, zazwyczaj tworzy się z tego taki węzeł patriotyczno-mizoginiczno-homofobiczny, stanowiący normatyw. Małe książeczki dotyczą tych osobnych nitek, które się na ten węzeł składają. I bardzo dobrze, bo dzięki temu widzimy, co się na ten węzeł składa i dostajemy informacje, których w podręcznikach nie ma. Te dwie książeczki – „Mała książka o homofobii” i „Mała książka o tolerancji” – oczywiście różnią się między sobą nie tylko pod względem tematyki, ale też języka. Ta pierwsza pozycja autorstwa Anny Laszuk napisana jest rzeczywiście jak książka dla gimnazjalistów i czuję, że to jest język młodzieży. Ale ten język nie upraszcza problematyki. Wyłożone jest więc wszystko, co trzeba, prostym, przystępnym językiem. Dodatkowo jest to okraszone świetnymi ilustracjami, które też prezentują tematykę książki i opowiadają ją poprzez obrazy. Natomiast „Mała książka o tolerancji” Magdaleny Środy jest już napisana trudniejszym językiem. Na początku jest prosta historyjka, a później pojawiają się elementy wyjęte z filozofii, niekiedy nawet cytaty. Dlatego uważam, że ta książka przydatna może być nawet w liceum.

Z wypowiedzią Marty Konarzewskiej zgodziła się Anna Czernow. Badaczka zauważyła, że w przypadku książki Magdaleny Środy mamy do czynienia z tradycyjnym wzorcem występującym w literaturze dla dzieci i młodzieży, gdzie dorosły tłumaczy dziecku, na czym polega świat, w tym przypadku, czym jest tolerancja. Anna Czernow zauważyła, że tutaj dziecko nie ma głosu, ono przyjmuje wiedzę mu dawaną, co zupełnie inaczej przedstawia się w książce Anny Laszuk. Tutaj młodzież jest podmiotem, ona mówi, co jest czym, tłumaczy świat i ludzi. Dostaje zatem głos. Badaczka zauważyła, że dzięki temu książka jest nowoczesna.

Bożena Keff,  autorka książki o antysemityzmie, która ma się ukazać w serii „Bez Tabu”, opowiadała o doświadczeniach podczas pisania takiej pozycji.

Kiedy dostałam propozycję napisania tej książki, od razu zastrzegłam, że nie będzie to mała książka o…, bo nie widziałam takiej możliwości, by opisać to dla dzieci mniejszych. Przynajmniej ja bym nie umiała. Moim zdaniem jest to temat zbyt dramatyczny. Dlatego zakreśliłam granice wieku tak od 16. roku życia. Zaczęłam podobnie jak Magda Środa, więc wymyśliłam bohaterkę 16-letnią. Żeby nie było, że mama ją edukuje, wymyśliłam jej siostrę na studiach. Mniej więcej po 1/3 tej książki stwierdziłam, że nigdzie nie dojadę i to jest nie ta sytuacja, że muszę wszystko przekształcić. W tej chwili ta moja książka jest książką, którą mogą używać inteligentni maturzyści, studenci wszystkich kierunków i wszyscy. Mam nadzieję, że jest to dość spójne, gdy chcę wytłumaczyć porażająco proste rzeczy, jak np. różnicę między politeizmem i monoteizmem. Tu bardzo ważna jest współpraca z grafikiem. On też snuje tę opowieść. Znalazłam grafikowi hinduskiego boga Warunę, który jest piękny – jedzie na złotym żółwiu, ma wiele akcesoriów. A z drugiej strony zaproponowałam wstawienie pustej ramki, gdzie jest Jahwe. Ta moja opowieść ma wciągnąć ludzi i pozwolić im spojrzeć na to, co jest oczywiste jako na nieoczywiste. Uważam, że po skończonej szkole stopień niewiedzy jest nieprzewidywalny, tzn. mnie się zdarzają studenci kierunków humanistycznych, którzy spokojnie robią błędy o 200-300 lat z określaniem epok. Zupełnie nie mają problemu z przyznaniem się, że kanon literacki jest im nieznany. W związku z tym pozbyłam się w języku takich wypowiedzi, które mogą być niejasne. Staram się wyjaśniać pojęcia od zera, ale nie w sposób infantylny. Tak robię np. z kwestią obywatelstwa i sytuacji Polski, gdzie nie zostało to oświeceniowe pojęcie przerobione. Ale z drugiej strony nie chciałam być nudziarą, więc powołuję się też na indywidualne historii. Starałam się stworzyć w tej książce inną jakość, ale mam w sobie taką „bojaźń i drżenie”. To było bardzo pracochłonne przedsięwzięcie.

W odpowiedzi na wypowiedź Bożeny Keff Anna Czernow zauważyła, że ponieważ 2012 rok jest Rokiem Korczakowskim, wiele książek dla dzieci porusza tematykę antysemityzmu i holocaustu. Dla przykładu „Bezsenność Jutki” Igi Cembrzyńskiej. Badaczka powiedziała, że według niej kryterium, że dany temat i książka nie są dla dzieci, bo coś jest za straszne, jest nieodpowiednie. Kwestia leży bowiem w odpowiednim dobraniu języka, sposobu narracji. Jak zauważyła panelistka, książki dla dzieci biorące na warsztat trudne tematy, jak śmierć, niesprawiedliwość itp., zapisują się w historii literatury dla dzieci i młodzieży. Jako przykład takiej książki badaczka podała powieść Astrid Lindgren „Bracia Lwie Serce”, która kiedy się ukazała, była bardzo kontrowersyjna (bohaterowie popełniają samobójstwo), a obecnie uznawana jest za pozycję klasyczną, stosowaną podczas terapii z dziećmi śmiertelnie chorymi.  Swoją wypowiedź Anna Czernow zakończyła stwierdzeniem, że trudne tematy są wyzwaniem artystycznym dla pisarzy. Z tą wypowiedzią w pełni zgodziła się Bożena Keff.

Publiczność, która szybko włączyła się do rozmowy, była ciekawa, jak pisać o trudnych sprawach i co jest w istocie trudną sprawą: śmierć, holocaust, antysemityzm, rasizm? Jedna z osób zauważyła, że „małe książki o…” są wielkim wyzwaniem dla autorów, którzy czasem zamiast walczyć ze stereotypami, mogą wpaść w pułapkę powielania ich. Jako przykład podała „Małą książkę o rasizmie”, której autor – zasłużony aktywista walczący z rasizmem – „wyprodukował” w jej odczuciu tekst, który może raczej uczyć, jak stać się rasistą, niż nie być nim.

Inna uczestniczka spotkania zwróciła z kolei uwagę, że w książeczkach dla dzieci i młodzieży szczytnej idei walki z jedną formą uprzedzeń może towarzyszyć reprodukowanie innych uprzedzeń (jako przykład podała bajkę „Król i król”, w której dowartościowaniu miłości homoseksualnej towarzyszą, jej zdaniem, treści seksistowskie, tj. ukazujące kobiety w negatywnym świetle – jako straszne matki albo głupiutkie dziewczątka; zwróciła tym samym uwagę na to, jak ważna w książeczkach dla dzieci jest strona wizualna, która powinna dopełniać narrację, podczas gdy niekiedy idzie ona pod prąd głoszonym pozytywnym treściom).

Kolejny uczestnik spotkania zadał pytanie, z czego bierze się rzeczywista trudność pisania dla dzieci: czy w grę wchodzi psychika dziecka (nie wolno dzieciom w pewnym wieku mówić o pewnych sprawach), czy też coś innego. Odpowiadając Anna Czernow zauważyła, że dorośli, kiedy mówią do dzieci i piszą dla nich, wytwarzają sobie ich obraz, który następnie „wypełniają” swoimi treściami. To dorośli decydują, co i kiedy dzieci mogą czytać czy oglądać, tłumacząc to ich psychiką, niedojrzałością. Tymczasem rozwój dzieci jest sprawą kulturową, a dorośli zwykle realizują swoje interesy, które ukrywają za parawanem pod nazwą „dobro dziecka”. Marta Konarzewska dodała, że dzieci często wyczuwają fałsz dorosłych, kiedy ci, pragnąc je „chronić”, kłamią dla ich „dobra”. Jako przykład podała sytuację „uświadamiania seksualnego” w swojej rodzinie: kiedy jej przyrodnia siostra usiłowała się dowiedzieć, kim jest jej partnerka, nieustannie słyszała od matki, że „koleżanką” (dziecko jednak nie przyjmowało tej odpowiedzi). Na zakończenie Anna Czernow zauważyła, że warto – myśląc o tym, co dzieciom mówić, a czego nie mówić – wsłuchiwać się w głosy samych dzieci, w tzw. folklor dziecięcy znany z podwórka, dziecięcych zabaw. Kiedy dorośli zastanawiają się, czy i co mówić dzieciom o starości, śmierci, ciele i seksie, te wszystkie kwestie znane są już dzieciom: obecne w ich piosenkach, wyliczankach, opowiadaniach. Warto zatem „nastawiać ucha” w stronę dzieci, by rozpoznać, jak daleko można się posunąć.

Feminarium zostało zorganizowane przez Fundację Gender Center. Projekt współfinansuje m.st. Warszawa – Dzielnica Śródmieście.

Tekst – Ewa Serafin