Kto się boi emancypacji kobiet? Relacja

5 grudnia odbyło się kolejne spotkanie z cyklu „Feminaria”, które od 2009 roku organizowane są przez Fundację Gender Center oraz Instytut Badań Literackich PAN. W dyskusji „Kto się boi emancypacji kobiet? Wokół książki Susan Faludi Reakcja. Niewypowiedziana wojna przeciw kobietom” udział wzięły: Anna Dzierzgowska, dr Agnieszka Graff, dr Bożena Keff i dr Katarzyna Nadana-Sokołowska. Spotkanie prowadziła dr Agnieszka Mrozik.

Autorka Reakcji jest amerykańską dziennikarką, feministką, dawną reporterką The Wall Street Journal oraz zdobywczynią nagrody Pulitzera w 1991 roku. Książka ukazała się w 1991 roku i przyniosła autorce nagrodę National Book Critics Circle – mówiła we wstępie do spotkania Mrozik. Czytam ją jako obszerne podsumowanie i rozbudowany komentarz do prezydentury Ronalda Regana i rządów Nowej Prawicy, które zdominowały amerykańską politykę w latach 80. XX wieku. Faludi opisuje epokę, w której doszło do bardzo silnego uderzenia w prawa kobiet, a konkretnie w osiągnięcia, które feministyczny ruch drugiej fali w latach 60. i 70. zarejestrował na swoim koncie. Te sukcesy to m.in. ustawa o równej płacy, szerokie ustawodawstwo antydyskryminacyjne i około reprodukcyjne, w tym ustawa dopuszczająca przerywanie ciąży. Tytułowy „backlash” jest więc uderzeniem, czy kontruderzeniem wymierzonym w te zdobycze ruchu feministycznego. Moje pierwsze pytanie dotyczy właśnie tytułu. Przyznam, że dla mnie „backlash” zawsze był backlashem i był terminem tak nieprzetłumaczalnym jak gender, a jeśli przetłumaczalnym, to jako kontrreakcja/kontruderzenie wymierzone w konkretnego przeciwnika, jakim jest ruch feministyczny. Skąd zatem w polskim przekładzie słowo „reakcja”?

To nie była łatwa decyzja, a właściwie był to szereg decyzji – zaczęła tłumaczka książki Anna Dzierzgowska. Ja także byłam przywiązana do pojęcia „backlash” i miałam poczucie, że jest to „nasze” słowo, z naszego feministycznego języka. A jednak nie dla nas tłumaczyłam tę książkę. Tłumacząc ją myślałam o potencjalnym czytelniku i potencjalnej czytelniczce jako osobie, która być może pierwszy czy drugi raz styka się z językiem feministycznym. A w takiej sytuacji termin „backlash” zaczyna trochę uwierać. Tym bardziej, że to nie jest tylko kwestia tytułu, ale kluczowego pojęcia, które organizuje całą książkę. (…) Słowo „reakcja” jest sięgnięciem po lewicową tradycję, ponieważ Faludi bardzo wyraźnie deklaruje się jako feministka socjalistyczna. Ponadto wybierając to słowo gubię nieco militarystyczny charakter słowa „backlash”, ale zachowuję to, co jest myślą organizującą tę książkę, czyli to, że backlash przychodzi w odpowiedzi na postęp. Tłumaczka podkreśliła także re-aktywny charakter pojęcia, który świetnie współgra z treściami głoszonymi przez Nową Prawicę w czasie opisywanym przez autorkę. Za Faludi Dzierzgowska przypomniała, że to, co Nowa Prawica miała do powiedzenia o kobietach, było tak naprawdę odbijaniem piłeczki bez nowych, własnych treści. To było reagowanie to na, to zostało wypracowane przez feministki.

Kończąc swoją wypowiedź, Dzierzgowska odwołała się do znanego z polskiego podwórka problemu z terminem gender, tak głośno komentowanego w mediach. Atak na termin gender jest ułatwiony właśnie przez to, że jest to pojęcie obce i nie wszyscy je rozumieją – mówiła tłumaczka, która zaczęła się wobec tego zastanawiać, czy jednak wszystkie pojęcia feministyczne nie powinny zostać przetłumaczone. W odpowiedzi na tę uwagę Bożena Keff zauważyła jednak, że istnieje mnóstwo polskich terminów, które mimo ich rodzimego charakteru wywołują wściekłość. Nie ma znaczenia, czy powiemy gender, płeć kulturowa czy „ble ble”. Tu raczej chodzi o zawartość – zakończyła Keff.

Agnieszka Graff, autorka wstępu do książki oraz autorka pomysłu, by właśnie tę książkę wydać po polsku w serii Kongresu Kobiet, napisała trzy książki, które próbują zmierzyć się ze zjawiskiem backlashu. O ile jednak backlash jest zjawiskiem złożonym, o tyle Faludi właściwie skupia się na ataku na feminizm. W Polsce jest to atak na coś dużo szerszego. Tu nie chodzi o feminizm, ale zmianę, która tych ludzi bardzo niepokoi – mówiła Graff.

W Polsce, zgodnie z tytułem wstępu do książki, mamy „reakcję przed akcją”. Dokonało się coś, jakiś konserwatywny zwrot, który obrał sobie za jednego z przeciwników feminizm, ale tak naprawdę nie chodzi o sam feminizm. Jaka jest więc specyfika polskiej reakcji? – pytała Mrozik.

Jednym z tych specyficznych elementów jest oczywiście Kościół katolicki, dlatego trzeba jak najszybciej i raz na zawsze wyprowadzić religię ze szkół – powiedziała Dzierzgowska. Do Kościoła katolickiego Keff dodała także silna postawę patriarchalną oraz potępienie PRL-u, a Graff nacjonalizm oraz import backlashowy, czyli polską specyfikę oraz kulturowe zapożyczenia. My, polscy postępowcy, jesteśmy ofiarami tępoty polskiej kultury popularnej, polegającej na tym, że wszystkie „stories” i „trends” trafiają do nas z kilkuletnim opóźnieniem, kiedy ktoś ni z tego ni z owego odkryje, że amerykańscy naukowcy udowodnili, iż kobieta po trzydziestce ma mniejszą szansę wyjścia za mąż niż bycia porwaną przez terrorystów. To jest taki mit backlashowy z lat 80., który Faludi dokładnie opisuje, a który w polskiej prasie pojawił się w 1996 lub 1997 roku – komentowała Graff. Po omówieniu wpływu popkultury i trendów politycznych Katarzyna Nadana-Sokołowska zwróciła uwagę na kontekst literacki, a dokładnie na męskie narracje po 1989 roku.

Po przeanalizowaniu takich autorów, jak Huelle, Pilch, Michalski, Horubała, Kuczok, Odija czy Bieńkowski, rzuciło mi się w oczy, że bez różnicowania na opcję polityczną widać wyraźnie, że panowie ci feminizm znają i wydaje się, że wykazują jakieś zrozumienie dla jego założeń. W gruncie rzeczy w tej nowej prozie męskiej obowiązuje taka zasada, że postulaty feminizmu są słuszne, zgadzamy się, że kobiety przez lata były krzywdzone i że wiele jest do naprawienia, ale to nie znaczy, że ich utwory są pozbawione mizoginii. Wręcz przeciwnie, ta mizoginia jest obecna na poziomie struktur narracyjnych, słabiej ukrytych dla co bardziej podejrzliwego czytelnika. Jednym z takich symptomów problemów z emancypacją jest przyczajony lęk przed aktywnością kobiety. Nawet jeśli aktywne bohaterki kobiece pojawiają się, bardzo szybko zostają unieruchomione w narracjach. W „Senności” Kuczoka zgodnie z tytułem bohaterka zostaje uśpiona. Podobny motyw znajdziemy w książce OdijiKronika umarłych”, gdzie kobieta po rozstaniu z mężczyzną zostaje zgwałcona i również zapada w śpiączkę – mówiła Nadana-Sokołowska.

W dalszej części spotkania mówiono o polskim patriarchacie, ruchach ojcowskich oraz figurze Matki Polki. Ostatnie pytanie dotyczyło feministycznej odpowiedzi (kontrreakcji) na konserwatywny zwrot w polskiej kulturze i życiu publicznym. Moim zdaniem feminizm został skolonializowany czy też zawłaszczony przez różne dyskursy hegemoniczne – mówiła Mrozik. Czy nie jest tak, że w różnych debatach i dyskusjach feminizm głównego nurtu dał sobie narzucić język ze słownika neoliberalnego – język kreatywności, przedsiębiorczości, aktywności oraz autonomiczności jednostek, które sobie ze wszystkim poradzą i nie potrzebują państwa? A z drugiej strony flirtuje z dyskursem narodowym czy patriotycznym? Są to próby przejęcia języka hegemona po to, żeby dokonać subwersji, ale warto pamiętać, że zawsze jest to język hegemona.

Z Agnieszką Mrozik nie zgodziła się Agnieszka Graff, która mówiąc o liście Kongresu Kobiet do papieża Franciszka stwierdziła, że jeżeli media interesuje papież Franciszek, to należy zwrócić się do papieża. To, co bowiem najbardziej interesuje feministki, jest całkowicie poza zainteresowaniem mediów. Ja uważam, że z mediami należy grać i ja tę grę popieram – zakończyła Graff

Innego zdania była Anna Dzierzgowska, która wyznała, że ktoś, kto przyjmuje pozycję władcy absolutnego, nie jest dla niej partnerem do rozmów o równości. Jestem nauczycielką i tłumaczką, pracuję w języku i na języku i jest to narzędzie, w którym czuję się mocna, ale uważam, że trzeba wyjść poza język, poza media i poza myślenie strategiczne, które opiera się na myśleniu, że język jest najważniejszy. Język jest bardzo ważny, ale problemy, którymi feminizm w Polsce musi się zajmować i którymi się zajmuje, dotyczą też różnych innych sfer, np. przemocy wobec kobiet. Zdaję sobie sprawę z tego, że walka o język jest także walką o kobiece ciało, ale możemy też mówić wyraźniej, że chodzi o ciało, aborcję, pracę, warunki, w jakich odbywa się ta praca, o możliwość uzwiązkowienia i wspólnej walki o prawa pracownicze itd. (…) Chciałabym, żebyśmy myślały nie w tym kierunku, jak grać z władzą i mediami, tylko jak współdziałać ze sobą i czynić się nawzajem silniejszymi. Przejmować to pole, ale w inny sposób i od innej strony – zakończyła Dzierzgowska.

Agnieszka Graff powiedziała, że gdybyśmy nie opowiadały się po stronie mediów, to byłybyśmy głupie. Ja w tej sytuacji opowiadam się po stronie głupoty – zaczęła Keff, która zwróciła uwagę na to, że choć list Kongresu Kobiet do papieża obraził uczucia religijne części Polaków, co świadczyło o mocy tego listu, to obraził także uczucia feministyczne. Uczucia są po obu stronach. (…) Ja jestem absolutną przeciwniczką udawania, że mamy wspólne wartości, że mamy jakąś wspólną podstawę. My – jakikolwiek emancypacyjny ruch kobiecy oraz Watykan. Jakie są podstawy do pisania takiego listu w założeniu, że mamy jakieś wspólne wartości? Do Agnieszki Graff mogę powiedzieć, że Ty sama napisałaś książkę o tym, że to są różne języki. „Świat bez kobiet” jest właśnie o tym, że tu nie ma wspólnej podstawy. Jeżeli Kongres Kobiet pisze do papieża na temat równości płci, zaczynając zresztą cytatem, który przypisuje Jezusowi, a on jest św. Pawła, o tym, że nie ma Żyda, ni Greka itd., to to się ma nijak do realnej równości. W tym cytacie chodzi o równość duszy nieśmiertelnej, równość moralną. I tak naprawdę papież powinien odpowiedzieć, że być może Kościół odpowiada za ostro, ale tu nie może być innej odpowiedzi – zakończyła Keff.

Przy okazji nagonki na gender po raz pierwszy od piętnastu lat udałam się Kościoła, do dominikanów na debatę o gender – zaczęła swoją odpowiedź Graff. Na tej debacie poznałam dwie bardzo miłe katoliczki feministki, jedną ze Znaku, drugą z „Tygodnika Powszechnego”. I uważam, że teza, iż przepaść między katolicyzmem a feminizmem jest przepaścią zasadniczą i że musimy uważać, żeby się nie dać zawłaszczyć, to jest dla feminizmu samobójczy sposób myślenia. Jeżeli feminizm jest w Polsce głęboko sprzeczny z katolicyzmem, to możemy natychmiast udać się do jakiegoś innego kraju, co zresztą dość często proponują internauci. Uważam, że polski kościół jest podzielony. Co więcej, uważam, że nagonka na gender jest dla młodych kobiet katoliczek momentem przebudzenia. Ja to widzę. (…) Jestem feministką, która chce masowego ruchu kobiecego w Polsce. Nie interesuje mnie feminizm jako niszowy ruch w instytutach naukowych, to nie o to chodzi. Dlatego katofeminizm nie jest dla mnie zawłaszczeniem, a szansą.

Oczywiście można być feministką katoliczką i korzystać ze wszystkich zdobyczy feminizmu, a jednocześnie być katoliczką i mieć poczucie przynależności do pewnej wspólnoty, tylko moim zdaniem jest to postawa schizofreniczna – stwierdziła Nadana-Sokołowska.

Po tej wypowiedzi głos został przekazany publiczności, która wychodząc od komentarzy dotyczących kwestii języka powróciła także do istoty samego backlashu. Spotkanie zakończyły uwagi odnoszące się do charakterystyki polskiego backlashu.

Tekst: Grażyna Latos