Kapitalne znaczenie płci w kapitalizmie

Marek Susdorf

Kapitalne znaczenie płci w kapitalizmie

MAŁŻEŃSTWO IDEALNE
Niezwykle ważne bądź po prostu niezwykłe jest to, w jaki sposób przedstawiają się relacje pomiędzy kapitalizmem a władzą w foucaultowkim rozumieniu zbioru nakazów i zakazów dotyczących wytwarzania i podtrzymywania spolaryzowanej diady płciowej. Interesujący zdaje się być mechanizm, dzięki któremu oba te zjawiska współżyją, jedne dzięki drugiemu, nie jak wyzyskujące się pasożyty, ale jak organizmy egzystujące w ściśle symbiotycznym związku – jedno niezbędne drugiemu. Kapitalizm bowiem pozwala na swobodną dystrybucję władzy, władza zaś, poprzez dostarczanie konkretnych wzorców, umożliwia zbieranie większego kapitału i jego globalne kolportowanie. Dzięki podziałowi na płeć, którego podkreślenia władza pragnie, konsumpcjonizm otrzymuje pozwolenie na wytwarzanie nowych produktów, a kapitalizm spładza dług władzy poprzez podtrzymywanie wymiany towarów na rynku – działanie, w którym może się ona swobodnie dystrybuować.

JEST NAS DWOJE, WIĘC SOBĄ ZARABIAMY OBOJE
Różnica płciowa staje się więc dzisiaj (zawsze była?) czynnikiem wielce istotnym w polityce kapitalizmu. Celem tej polityki jest gromadzenie stale zwiększającego się kapitału, a jedną z metod jest nieustanne podtrzymywanie opozycyjnej binarności płci, która przynosi kapitalizmowi szanse na wprowadzenie na rynek wielorakich produktów. Towary te, które swą różnorodność zawdzięczają polityce różnicy płciowej (podstawowy podział np. perfum na męskie i damskie; wygląd opakowań, wartość, przeznaczenie produktów itd. uzależnione są od tego, czy dany towar ma trafić do kobiety czy do mężczyzny), same ową różnicę podkreślają i cementują.

PROCES DOPŁCIOWIENIA, CZYLI HODOWLA TARGETU
Fascynujące jest to, jak ludzie wytwarzają płciowe różnice, kreują je, wymyślają. By stać się „kobietą”, w dzisiejszych konsumpcyjnych czasach człowiek nie tylko musi wyróżniać się strojem i długością obcasów w obuwiu, lecz również stosować makijaż, depilować się i chirurgicznie interweniować w wygląd swojego ciała, zmieniać je, przebudowywać, (re)konstruować, układać w stosowne formy, kształty. Po takim procesie, najwidoczniej, otrzymujemy konkretną „płeć”. To owłosienie lub jego brak de facto przydziela nam określoną „płeć”. Bardziej więc stajemy się „kobietą” bądź „mężczyzną” niż pozostajemy człowiekiem, nasze człowieczeństwo ukryte jest pod hałdami chcianej i oczekiwanej „kobiecości” i „męskości”. To, co oznacza owa „kobiecość” bądź „męskość”, określane jest w dzisiejszych czasach przez modę i koncerny rozpraszające wymyślone przez siebie konkretne obrazy na cały świat tak, by docierały do przyszłego targetu – f o r m u j ą c   w z o r c e   p ł c i o w e   h o d u j ą   s o b i e   n a b y w c ę.

KOBIETA = NIE-MĘŻCZYZNA,  MĘŻCZYZNA = NIE-KOBIETA
Kobieta więc by była „kobieca” musi się „dokobiecać”, co najczęściej przejawia się w jak największym potencjalnym „odmężczyźnieniu”, budowaniu swej „kobiecości” na „antymęskości”, konstruowanie z siebie „kobiety” w  o d r ó ż n i e n i u od „mężczyzny”, a im bardziej jest się „kobietą”, tym mniej jest się „mężczyzną” – to główna zasada dzisiejszej „kobiecości”. Naturalnie, w przypadku „mężczyzn” reguła ta funkcjonuje na analogicznych warunkach – im mniej w „mężczyźnie” „kobiecości”, im dalej mu do „kobiety” („zniewieściałości”?), tym silniejszy, mocniejszy jest w swojej „męskości”. Im bardziej „mężczyzna” staje się „mężczyzną”, a „kobieta” „kobietą”, tym drastyczniej różnią się od siebie. I na odwrót. A także: im bardziej „mężczyzna” staje się „mężczyzną”, a „kobieta” – „kobietą”, tym więcej w nich konstrukcji, tym więcej starań, więcej „odczłowieczenia”, „odnaturalnienia”, sztuczności po prostu. Sytuacja, oczywiście, niezwykle raduje kapitalistów i pozwala przyciągać zyski.

NIEKOBIECOŚĆ KOBIET I DOMĘŻCZYŹNIANIE MĘŻCZYZN
Reklama pewnego produktu do depilacji znanego producenta namawia kobiety do użycia swojego towaru, przekonując, że po zabiegu staną się one bardziej kobiece. Paradoks dokobiecania własnej kobiecości używany jest jako argument w wielu przypadkach reklam produktów do pielęgnacji ciała. Wskazuje to w sposób oczywisty (ba!, rażący oczy) na fakt performatywności i wytwarzalności kategorii płciowej (w czego efektywności i sukcesie produkt firmy ma pomóc). Nie ma tu nawet miejsca na dyskurs naturalistyczny – przekaz jest prosty, dosadny wręcz – „Użyj naszego produktu, a staniesz się (bardziej) kobieca”, a staniesz się „po prostu kobietą”. Producenci nie wchodzą w dyskusję z biologicznym determinizmem, dyskursem uwielbianym przez innych zwolenników podkreślania różnic płciowych. Koncerny w ogóle go nie uznają. „Będziesz bardziej kobieca, jeśli wydepilujesz swoje nogi!” – hasła tego typu odsłaniają nagą prawdę o tym, czym tak naprawdę jest kategoria „kobiety”. „Kobieta” staje się więc istotą nie tylko wytworzoną, dążącą do (nieistniejącego, nigdy się nie urzeczywistniającego) ideału, w którym POWINNA się spełnić, ale też kategorią całkowicie nienaturalną, tworząc wzorzec kobiety-kosmitki, kobiety-cyborga, kobiety – kapitalistycznego celu i kapitalistycznego produktu jednocześnie. Ideał ten jest niemożliwy do osiągnięcia, choć oferowane przez koncerny środki mają dopomóc w zbliżaniu się do niego. A im bardziej ów przedstawiany wzór jest nierzeczywisty, tym możliwa jest większa sprzedaż coraz to nowych produktów, wspomagających dążenie do ustawionego przez producentów celu. Kobieta taka jest czysto ludzkim wytworem, wytworem, którego przyroda w ogóle nie wykształciła, jest cywilizacyjnym nowotworem. Konsumpcyjna rzeczywistość sama tworzy sobie produkt: ultrakobietę i ultramężczyznę, produkty nowe, bezprecedensowe, co najważniejsze: wciąż modernizowane, przynoszące dzięki zmianom mody stałe i rosnące zyski.

I TY MOŻESZ ZOSTAĆ SUPERWOMAN!
Wspaniale i wyraźnie są widoczne owe zależności w przypadku tzw. gwiazd i celebrytów, których plechowe życie jest podtrzymywane przez ciepły kapitalistyczny inkubator. Celebryci i gwiazdy to również produkty i narzędzia kapitalizmu, przypominające stale pozostałym „kobietom” i „mężczyznom” złudną prawdę, że „ideały” jednak istnieją i chodzą po tej ziemi, należy się jedynie postarać i zaopatrzyć we wszystkie propagowane przez nie produkty (bądź poddać chirurgicznemu przemodelowaniu-rekonstruowaniu swojego ciała). Celebryci i gwiazdy są więc sztucznym tworem, „nadkobietą” i „nadmężczyzną”, „kobietą” „bardziej kobiecą” od pozostałych „kobiet”, „mężczyzną” w większym stopniu od innych „mężczyzn”. Te absurdalne pleonazmy ukazują paradoksalny i zadziwiający zdrowy rozsądek, ale zarazem i fascynujący, mechanizm modelowania naszych umysłów, które stają się coraz mniej czułe na nonsensy takiego myślenia oraz podatne na reklamy i kupno produktów. W ten sposób potrzeba różnicy płciowej, jej stałego podkreślania, jest wtłaczana w nasze umysły, a koncerny notują większe zyski ze sprzedaży. Władza przysługuje się kapitalizmowi, kapitalizm prędko i z nawiązką zwraca dług władzy.

WALKA O KLIENTA NA DWA FRONTY
Z drugiej zaś strony część kapitalistów zaciera również ręce z powodu „mody na ‘równouprawnienie’” bądź zainteresowania wokół „społeczności” LGBT i teorii queer. Jeśli jeszcze zupełnie niedawno depilacja nóg miała tylko „dokobiecać”, to w ramach jakoś dziwacznie postrzeganego „równouprawnienia” na rynek trafiły produkty do depilacji przeznaczone  s p e c j a l n i e  dla mężczyzn. Produkty takie serwowane są w ciemnych, prostych opakowaniach – takich, jakie mężczyźni POWINNI pragnąć, jeśli, w ostateczności, muszą bądź chcą się depilować. Choć depilacja, z reguły zarezerwowana w panującej modzie dla kobiet, przelewa się na tę drugą, „męską” stronę, to jest ona i tak przetwarzana w taki sposób, by wzbudziła zainteresowanie, zwróciła na siebie uwagę i przyciągnęła do siebie wytworzonego przez stosowną reklamę klienta. Zabieg ten jest przejawem tzw. „równości ufundowanej na kategoriach różnicy”. W takim wypadku kapitalizm r z e k o m o zrównuje swych klientów, gdyż zrównuje w dzielącej ich (a podtrzymywanej przez kapitalizm) różnicy. Jeśli do tej pory zainteresowanie ciałem przypisywano kobietom, to w czasach dzisiejszych moda nakazuje mężczyznom „domężczyźnianie się” przez  k o n k r e t n ą (też konkretnie zaserwowaną)  pielęgnację. W ten sposób kapitalizm zwiększył szeregi swoich konsumentów, nie niszcząc różnicy płciowej, na której nadal opiera swoje największe dochody.

Również wydzielanie „społeczności”, „tożsamości” gejowskiej bądź lesbijskiej jest wspaniałym polem do zarobku dla kapitalistów, a również zagrywką gwarantującą sukces w polityce (tak dla zwolenników jak przeciwników poparcia dla osób homoseksualnych). W niektórych kręgach homoseksualizm stał się niezwykle „modny”, w niektórych pozostaje (bądź dopiero wchodzi) na usługach polityki.

HANDEL PŁCIĄ
W dzisiejszych czasach kategorie płciowe (i seksualne) są bardzo silnie podtrzymywane, nie bynajmniej przez obyczajowość czy mentalność, bowiem te dwie grupy upadły (sfera seksualna powoli upada). W dzisiejszych czasach kategoria płciowa i różnice płciowe są podtrzymywane, bo świetnie się sprzedają. Świetnie się sprzedaje „kobieta” i świetnie się sprzedaje „mężczyzna” (tak jak „gej” czy „lesbijka”). A bezpłciowi, amorficzni i aseksualni (z założenia) konsumenci nabywają produkty, by się „dokobiecić” i „umężczyźnić”, otrzymać (ekspediowany i konkretny) kształt (płci) oraz by się do/useksualnić.