Jak być wielką pisarką i nie umrzeć z miłości – relacja

W czwartek, 10 maja 2012 roku, z inicjatywy Fundacji Gender Center we współpracy z Instytutem Badań Literackich PAN odbyło się feminarium Jak być wielką pisarką i nie umrzeć z miłości. Wokół książki Hanny Kirchner „Nałkowska albo życie pisane”. Spotkanie miało miejsce w Pałacu Staszica, siedzibie Polskiej Akademii Nauk. W dyskusji panelowej wzięła udział autorka książki i znakomita biografka pisarki, dr hab. Hanna Kirchner, oraz badaczki i badacze literatury: prof. Grażyna Borkowska (IBL PAN), Barbara Smoleń (IBL PAN), Krzysztof Tomasik (Krytyka Polityczna). Feminarium poprowadziła Małgorzata Büthner-Zawadzka (doktorantka IBL PAN).

W trakcie dyskusji o Zofii Nałkowskiej panelistki, paneliści i licznie zgromadzona publiczność próbowali zgłębić zarówno możliwe interpretacje twórczości pisarki, jak i historię jej życia. Zastanawiano się nad tym, jaka była Zofia Nałkowska: co ją inspirowało, czym był dla niej dom rodzinny, czego się bała, kogo kochała i z kim się przyjaźniła.

Feminarium otworzyła krytyka tytułu  „Samica”, jakim opatrzono wywiad z prof. Hanną Kirchner o Zofii Nałkowskiej w „Wysokich Obcasach”, dodatku do „Gazety Wyborczej”. Jak zaznaczyła prowadząca spotkanie, określanie pisarki terminem „samica” zainspirowane zostało wypowiedzią Czesława Miłosza, który po lekturze Dzienników pisarki napisał: „Komiczna samiczość starej kobiety, oglądającej się bez ustanku na spojrzenia mężczyzn i ich komplementy, ze swoją listą byłych mężów i kochanków”.

Powiem szczerze, że kiedy zobaczyłam taki tytuł, automatycznie złożyłam gazetę. To jest prostactwo, a ponadto jest to kompletnie nietrafne z każdego punktu widzenia – skomentowała tytuł wywiadu prof. Grażyna Borkowska.

Dodam, że ten obraz Nałkowskiej, uchwycony w „Abecadle” Miłosza, wynika ze stereotypowego patrzenia na nią jako na lwicę salonową polującą na męskie serca i nie mogącą się obejść bez adoracji mężczyzn. Miłosz szczególnie negatywnie komentował fakt, że Nałkowska miała młodszych partnerów, ale to, że on sam miał młodsze żony, nie miało dla niego znaczenia. Tu widać typową podwójną moralność takiego dyskursu – dodała Barbara Smoleń.

Rozmowę o życiu Nałkowskiej zaczęto od wątku dzieciństwa pisarki. Zastanawiano się, czym był dla niej dom rodzinny: czy było to miejsce, gdzie najważniejszy był mężczyzna-ojciec, czy raczej dom ten stanowił miejsce, z którego płynęła akceptacja dla twórczości i rozwoju kobiety.

Muszę przyznać, że wielokrotnie się nad tym zastanawiałam. Uważam, że dla rozwikłania tej kwestii istotny jest wierszyk małoletniej Nałkowskiej, której matka powierzyła swoją ciężką frustrację, właściwie taki rodzaj upokorzenia, wynikający z faktu, że ona – która rozumiała siebie jako partnerkę swego męża zarówno w pracy naukowej, jak i w dążeniu do tego, co wówczas nazywano postępem – została wyrugowana z tej wspólnoty intelektualnej przez 18- lub 20-letnią Marynię Komornicką. To opowiedziała matka 11-letniej wówczas Nałkowskiej i myślę, że tajemnica dzielona z matką, to dziecięce doświadczenie gdzieś się w Nałkowskiej odzywało przez całe życie. Właśnie to uczucie wyrugowania z partnerstwa, poczucie podległości, a także to, że rywalizacja miedzy kobietami to też coś szalenie istotnego w życiu kobiety, co może zniszczyć budowlę małżeńską. Nałkowska sama mówiła, że dla ojca jest uczuciowo niesprawiedliwa, czyli miała w sobie taką zadrę, ale podziwiała go też, uznawała jego rolę w kształtowaniu umysłowym i duchowym. Jednocześnie musiała coś głęboko w sobie zapamiętać, skoro chciała nadrobić krzywdę, jaka spotkała jej matkę w tym pędzie młodej jeszcze kobiety, która wszystko ofiarowała mężowi. Wydaje mi się, że to założycielska kwestia w życiu Nałkowskiej. Z drugiej strony ojciec z jego niesłychanym charakterem i systemem wartości także owocował w niej pewnym prototypem mężczyzny. Musiał być on: silny, dominujący, wielki, nadzwyczajny, żeby kobieta mogła pozwolić się zdominować przez niego. To też będzie jej towarzyszyło. Te kwestie w jakimś stopniu będą miały wpływ na jej późniejsze wybory, będą stały u początków kształtowania się Nałkowskiej jako umysłu poznawczego i kobiety – mówiła dr hab. Hanna Kirchner.

Barbara Smoleń dodała, że Nałkowska popadała w poczucie dominacji czy zniewolenia, ale zawsze się z takiej sytuacji w końcu uwalniała. Jako przykład badaczka podała rozwód pisarki z Janem Jurem-Gorzechowskim. Zauważyła również, że dla Nałkowskiej bardzo ważna była kwestia piękna, które pisarka utożsamiała z pięknem definiowanym przez okres Młodej Polski. Utratą piękna Barbara Smoleń tłumaczyła poczucie niższej wartości odczuwane przez Nałkowską na starość. Profesor Grażyna Borkowska w swojej wypowiedzi skupiła się natomiast na fenomenie pisarki, jej nadzwyczajności:

To, co wydaje mi się najważniejsze w twórczości Nałkowskiej i w jej życiu, to to, że mimo wielu perturbacji życiowych, przejść artystycznych miała w sobie konsekwencję działania. Fenomen Nałkowskiej polega na tym, że dokonując różnych przewartościowań, ona się nie odcięła, nie zaprzeczyła swojej przeszłości. W jej dojrzałym życiu widzę ważne elementy tego doświadczenia młodzieńczego, które prowadzą wprost do najdojrzalszej postaci, jaką znamy z jej utworów i zapisków. Żadna faza jej życia nie została przekłamana, od żadnej się nie odcięła, tylko zrobiła coś, co jest niezwykłe – ona ją wyzyskała, przeciągnęła w inną jakość, nie oddzielając się od pierwotnej postaci młodej dziewczyny, zdolnej, ładnej, zapatrzonej w siebie. Ona z tego poczucia wyciągnęła pewne wnioski: dziewczyny kochającej, zakochanej, szukającej miłości. Właśnie z tego zrodziły się ważne cechy jej biografii, m.in. przekonanie, że wszystko, co jest w życiu najważniejsze, wiąże się z drugim człowiekiem. Sednem światopoglądu pisarki jest przekonanie, że wszystko rodzi się z tej relacji. Ale trzeba zauważyć, że ta relacja nie jest oderwana od tych wczesnych, dziewczęcych prób nawiązania relacji erotycznej czy miłosnej z partnerami, mężczyznami, młodzieńcami, którzy pojawiali się w jej życiu. Ona z tych pierwszych doświadczeń wyciągnęła rewelacyjny wniosek filozoficzny, który stał się podstawą jej światopoglądu i twórczości. Wszystko, co jest ważne, wiąże się z tą relacją. Wykorzystywanie, odwoływanie się, przepracowywanie doświadczeń intymnych, indywidualnych, młodzieńczych, jeszcze niedojrzałych, w taką bardziej uniwersalną, skończoną postać, jest cechą biografii Nałkowskiej – zupełnie niezwykłą – wyjaśniała prof. Grażyna Borkowska.

Małgorzata Büthner-Zawadzka podjęła temat miłości w życiu Nałkowskiej. Podkreśliła, że pisarka była w jakimś stopniu uzależniona od poczucia podobania się, bycia adorowana zarówno przez mężczyzn, jak i przez kobiety, z czym wiązał się jej lęk przed starością, a więc w zbiorowym rozumieniu – utratą urody. Prowadząca zastanawiała się, czym było życie uczuciowe dla Nałkowskiej, dlaczego nie potrafiła sobie z nim poradzić, skoro w swoich tekstach z niezwykłą precyzją rozmontowywała relacje męsko-damskie.

Moim zdaniem, to była konsekwencja Nałkowskiej w nastawieniu na ludzi, byciu wśród nich. Oczywiście wiązało się to z konsekwencją zależności od cudzego zdania, a nawet cudzej miłości. Wydaje mi się, że obie te małżeńskie miłości pisarki wynikały z ulegnięcia cudzej miłości, o czym przecież pisała. To nie jest takie niewiarygodne. Ona nie umiała przeciwstawić się, uległa temu, co jej oferował Leon Rygier, temu, co deklarował Gorzechowski. Myślę, że to nastawienie na odbiór, to, jak się funkcjonuje w oczach innych ludzi, to wszystko było znaczące. Jednak było to ściśle powiązane z jej światopoglądem, jej rozumieniem ludzi i świata. To Nałkowska mówiła, że człowiek nie kończy się na własnej skórze. Ona widziała tę łączność między najbardziej rozbudzonym ego a światem, szukała tej łączności, granicy oddzielającej nas od świata. To było zgodne z jej filozofią. Jeśli popełniała błędy, to była na nie skazana, one wynikały z takiego jej nastawienia do rzeczywistości, a ono było szersze od jej kontaktów z mężczyznami. Tu warto wspomnieć o cenie, jaką poniosła Nałkowska za takie myślenie o świecie. Otóż nie brakuje wypowiedzi lekceważących. Opinia publiczna chyba nazbyt mocno skupiła się na zewnętrznościach, zamiast przyjrzeć się głębi. Zatem widziano kobietę, która mimo że lata płyną, chce się podobać. Tak było i nie ma w tym niczego złego. Ale to była osoba, która była nastawiona na kontakt i jeśli go brakowało, pojawiało się cierpienie – odpowiedziała prof. Grażyna Borkowska.

Dr hab. Hanna Kirchner zgodziła się z wypowiedzią przedmówczyni i przytoczyła na jej potwierdzenie zdanie z Dziennika Nałkowskiej: „Jedynym ratunkiem na okropność świata są ludzie”. Autorka książki Nałkowska, czyli życie pisane zwróciła też uwagę, że ważną tematyką twórczości pisarki jest obsesja poszukiwania źródeł zła w człowieku i w świecie. Biografka podkreśliła także, że to, co widać w życiu Nałkowskiej, to klęska feministki, wynikająca z biologicznej istoty bycia człowiekiem. Kwestię zła w człowieku podjęła w swojej wypowiedzi także Barbara Smoleń:

Dla Nałkowskiej jednym ze źródeł zła, które istnieje i naznacza związki między mężczyznami i kobietami oraz w ogóle wszystkie związki międzyludzkie, jest to, jak kultura i społeczeństwo ukształtowały role społeczne kobiet i mężczyzn. To nie jest jedyne źródło zła. To jedno z nich. Nałkowska według mnie cały czas, bardzo konsekwentnie ten aspekt zła czy ciemności między człowiekiem a człowiekiem będzie podkreślała, nie będzie to manifestacyjne od jakiegoś czasu, ale nieustannie ćwiczone i przerabiane. Uważam, że Nałkowska tworzy swoją filozofię – uniwersalistyczną, ale nową uniwersalistyczną. Tradycyjny uniwersalizm filozoficzny mówił o człowieku w ogóle, bez względu na płeć, jednak później w innych działach filozoficznych okazywało się, że niby są one o człowieku w ogóle, a później dodawano akapit „kobieta”. Z tego wynikało, że kobieta człowiekiem nie jest. Natomiast z całą pewnością u Nałkowskiej jest ten typ uniwersalizmu, który mówi o różnicach, wychodzi od obserwacji różnic społecznych, kulturowych, odmiennych uwarunkowań między kobietą a mężczyzną. To zło społeczne, o którym ona mówi, jest zawsze wprowadzane przez mężczyzn, bo to oni tworzą wojnę i władzę. Te książki z dwudziestolecia międzywojennego, które nie wydają się być feministyczne, jednak nieprawdopodobnie demaskują przy bliższej analizie te wszystkie układy i te wzajemne powiązania między złem a płcią. To jest nieprawdopodobnie nowoczesne.

Krzysztof Tomasik swoją wypowiedzią powrócił do kwestii miłości:

Wśród wielu przyjaźni Nałkowskiej z mężczyznami, tu można wspomnieć chociażby o Wilhelmie Machu i  Tadeuszu Brezie, były i niedoszłe romanse, niezwykle istotne dla pisarki. Takie relacje nawiązała z homoseksualistami – Karolem Szymanowskim i Jerzym Zawiejskim. To ważne, jak były one wówczas odbierane. Gdy wyszły „Dzienniki”, gdzie te romanse opisano, zaczęto podkpiwać z tego, że „na co ona liczyła”. Wydaje mi się, że kluczowe jest to, że wówczas homoseksualizm był inaczej rozumiany, odbierany. Teraz żyjemy w kulturze tożsamości. Myślimy o tym jako o czymś, co jest, co determinuje życie człowieka. Wtedy uważano, że to jakaś błahostka, głupotka, zresztą sama Nałkowska pisze o tym „skaza”. Ale to niczego nie wyklucza: ani romansu, ani małżeństwa. I trzeba powiedzieć, że wtedy homoseksualizm rzeczywiście niczego nie wykluczał. Wielu homoseksualistów wchodziło w związki małżeńskie. Szymanowski na tym tle był wyjątkiem. On jakoś był już określony. Całe środowisko literackie żyło romansem Nałkowskiej i Szymanowskiego. Irena Krzywicka pisała: „Zastanawialiśmy się, czy Nałce udało się „złamać” Karola”, czyli doprowadzić do skonsumowania tego związku. Istotne jest też pytanie, co homoseksualiści widzieli w Nałkowskiej. Była ona typem diwy, wybitnej osobowości, królowej konwersacji, wrażliwej na piękno. W tym sensie przyciągała do siebie, przebywanie z nią było prawdziwą przyjemnością. Miarą podziwu w stosunku do niej było niewtłoczenie jej w „białe małżeństwo”, które byłoby upokorzeniem.

Na zakończenie spotkania prof. Grażyna Borkowska spróbowała odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule feminarium – „jak być wielką pisarką i nie umrzeć z miłości”:

Chciałabym powiedzieć jeszcze jedną rzecz, która wydaje mi się niezwykle ważna, a o którą organizatorki pytają, tzn. jak być wielką pisarką i nie umrzeć z miłości? Według mnie odpowiedź Nałkowskiej brzmi: pisać!

Projekt współfinansuje m.st. Warszawa – Dzielnica Śródmieście.


Tekst – Ewa Serafin