Historia Polski zamiast historii Polaków – relacja

W czwartek 18 października odbyło się pierwsze po przerwie wakacyjnej Feminarium. Fundacja Gender Center we współpracy z Instytutem Badań Literackich PAN i Krytyką Polityczną zorganizowały spotkanie pt. Historia Polski zamiast historii Polaków. Przyczynkiem była książka Elżbiety Janickiej Festung Warschau. W panelu dyskusyjnym wzięli udział: autorka książki, dr Elżbieta Janicka, dr Sławomir Kapralski ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej oraz Anna Zawadzka z Instytutu Slawistyki PAN. Spotkanie poprowadził dr Tomasz Żukowski z Instytutu Badań Literackich PAN.

Festung Warschau to spacerownik po Warszawie: minionej i obecnej, wyobrażonej i rzeczywistej. Zasięg terytorialny zaproponowanej trasy odpowiada obszarowi dawnej „dzielnicy północnej”, która w 1940 roku stała się warszawskim gettem. W miarę spaceru-lektury spojrzenie wędrowca-czytelnika zwraca się ku sposobom funkcjonowania polskiego miasta wplecionego w resztki i wspomnienia miasta żydowskiego sprzed 1943 roku – zmiecionego z powierzchni ziemi przez hitlerowców, lecz obecnego w świadomości, a także podświadomości dzisiejszych mieszkańców. W Festung Warschau teksty, obrazy i postaci z różnych epok wchodzą w dialog – niekiedy z pozycji nie do pogodzenia – na temat możliwych wizji historii Polski, wyborów tożsamościowych (grupowych i jednostkowych) oraz potocznych wyobrażeń o większości i mniejszościach. Książka wywołała żywe reakcje, które pokazały, że nie można odejść zbyt daleko od nacjonalistycznego modelu rozumienia historii. Podczas feminarium zastanawiano się więc, co wywołało opór, co pominięto, co zauważono i jak zinterpretowano przesłanie tekstu.

Na początku spotkania moderator zauważył, że książka Festung Warschau wywołała duży oddźwięk zarówno w prasie codziennej, jak i naukowej. Interpretowano ją jednak głównie właśnie jako rodzaj spacerownika, książkę o przestrzeni miejskiej. Tomasz Żukowski stwierdził, że tym, co umknęło w dyskusji, jest kwestia istniejącej w obrębie polskiej kultury przemocy symbolicznej i realnej. Pierwsze pytanie dotyczyło więc refleksji panelistów nad cechami warunkującymi istnienie przemocy symbolicznej, jej mechanizmów i struktur.

Jako pierwsza głos zabrała Anna Zawadzka z Instytutu Slawistyki PAN. Swoją uwagę skupiła wokół mechanizmów przemocy symbolicznej:

Zastanawiałam się nad mechanizmami przemocy i mam wrażenie, że jest ich całkiem sporo, ale chciałam skupić się na tych kilku, które są ważne w kontekście książki i jej recepcji. W tej chwili nadmienię, że chodzi mi o recepcję ujętą pod hasłem „nie przesadzajmy”. Jest ono figurą tego mechanizmu przemocy. Mówi się, żebyśmy nie przesadzali w mówieniu o demolowaniu cmentarza żydowskiego i nie przypisywali tego antysemityzmowi, ale wandalizmowi. To jest takie „nie przesadzajmy”, gdy chłopcy w koszulkach z logo Powstania Warszawskiego biją rosyjskich kibiców i mówi się, że tu nie chodzi o nacjonalizm, bo to zwykli kibole. To takie „nie przesadzajmy”, które po spaleniu instalacji „Tęcza” na pl. Zbawiciela w Warszawie mówi dziennikarz w odpowiedzi na uwagę kuratora o możliwości istnienia podtekstu homofonicznego tego czynu. W tych przypadkach i przykładach chodzi o to, by podważyć pogląd osoby mówiącej, która zwraca uwagę, że chodzi o antysemityzm, nacjonalizm, homofobię. Mam wrażenie, że książka Elżbiety Janickiej ujawnia ten paradygmat i również pokazuje go w narracji akademickiej. Przemoc symboliczna polega na internalizacji, wdrożeniu przemocy wobec samego siebie, podporządkowaniu.


Następnie głos zabrał Sławomir Kapralski:

Chciałbym wskazać na cztery mechanizmy przemocy symbolicznej, która ujawnia się w polskiej wizji pamięci przeszłości. Po pierwsze, człowiek to jest zwierzę zasadniczo terytorialne i ma taki zwyczaj, by pokazywać, że ta ziemia jest moja i jest ona przedłużeniem m.in. narodu. Kiedy przyjrzeć się literaturze przestrzeni, to widać, że jest ona sferą rozgrywki sił o to, kto ma nad nią władzę. Jeśli zdarza się tak, że w wyniku tragicznych wydarzeń historycznych na danym terenie zostaje grupa, która była wcześniej w większości, to wówczas uważa się, że jest to naturalne, że to ona przejmuje mechanizm kontroli przestrzeni. Kolejny mechanizm to mechanizm funkcjonalny. Gdy np. potrzebuje się dla żywych wybudować drogę bądź stację paliw, to nie jest istotne, że w miejscu pod budowę znajdował się cmentarz żydowski. W rezultacie w tłumaczeniu okazuje się, że ten cmentarz już nim nie jest i może nawet nie był. To jest bardzo widoczne, gdy się przejrzy archiwa na temat planowania przestrzeni i zachowania śladów przeszłości. Materialne ślady Żydów nie były włączane we wspólnotę pamięci, co znajdywało znak w tym, że nie były one chronione przez konserwatorów. Gdy przejrzymy biuletyny zabytków z lat 70., to mamy odnotowane wszystkie przydrożne kapliczki, podczas gdy wielkie, wspaniałe synagogi nie są tam wpisane. To coś wykluczonego ze wspólnoty przeszłości, dorobku kulturowego. Trzeci mechanizm to mechanizm ideologiczny lub mityczny. Władza lubi się do czegoś odnieść, np. do wizji politycznej, religijnej, która pozwoli zracjonalizować przejmowanie władzy przestrzeni. Zgodnie z tym dany teren jest kontrolowany nie dlatego, że mamy władzę, ale dlatego że się to nam należy, ponieważ np. reprezentujemy postępową wizję przyszłości. Dlatego można postawić na miejscu żydowskiego cmentarza pomnik upamiętniający PRL, jak to miało miejsce w Przeworsku. Nawiasem mówiąc, ten pomnik w 2000 roku przeobraził się: dodano do niego Chrystusa. To jest ciekawy przykład walki o symbolikę w przestrzeni. Występowanie takich narracji przeszłości sprawia, że pamięć historii żydowskiej staje się ofiarą konfliktu polsko-polskiego o przeszłość, pamięć. To konflikt pomiędzy komunistycznym zawłaszczeniem przeszłości a tym, co chcemy teraz zrobić, odkopując „autentyczną” przeszłość polską. Dlatego krytyczne uwagi autorki na temat nadupamiętnienia Powstania Warszawskiego należy odczytywać jako pewien efekt odkopywania pamięci spod ideologicznej wizji przeszłości. Ostatni mechanizm to potęga oczywistości, jaką wzbudza w nas przestrzeń. Nacjonalizm działa w sposób ukryty poprzez to, co nas otacza w przestrzeni – to, co nie jest spektakularne. Przestajemy w związku z tym stawiać pytania, bo wydaje nam się, że wszystko jest oczywiste. Takie fakty dokonane sprawiają, że nie wyobrażamy sobie, co te artefakty nam zasłaniają. Ta książka właśnie burzy ten porządek przestrzeni, pamięci, przekonanie, że wszystko jest na swoim miejscu.


Tomasz Żukowski zwrócił uwagę na poruszaną w książce kwestię praktyk dominacji większości. Polegają one na tym, że większość podporządkowuje i ustawia względem siebie mniejszość, tworząc dla niej pewną rolę. Dzięki temu większość czerpie symboliczną władzę, w ramach której jest oczywiście bardziej wartościowa, lepsza. Moderator stwierdził, że kiedy człowiek zdaje sobie sprawę z tego mechanizmu, to dostrzega, że istnieje strukturalna więź między patriotyzmem a praktykami dyskryminacji.

Anna Zawadzka w odpowiedzi na tę sugestię powiedziała, że widzi ścisłe powiązanie między antykomunizmem, będącym ważnym aspektem polskiej tożsamości, a kwestią żydowską. Powołując się na przykład „żydokomuny”, zwróciła uwagę, że antykomunizm spycha na obcych wszystko, co złe, obwinia ich za to. Warszawa okazuje się więc polem walk polityk historycznych. Według Zawadzkiej współczesna polityka historyczna opiera się na negatywnym pokazywaniu komunistycznej polityki historycznej. Według tego mechanizmu współcześnie upamiętnia się Polaków. Panelistka uznała, że jeżeli przyjmie się tezę, że antykomunizm jest kluczowy dla tożsamości współczesnej, to nie można wykluczyć antysemityzmu, bo te elementy są ze sobą ściśle związane. Na koniec swojej wypowiedzi badaczka zauważyła, że zawsze gdy komuś dzieje się krzywda, uważa się, że musi być ku temu jakiś powód. Szukanie powodu po stronie ofiar dyskursu większości jest probierzem, dla którego pozostaje się w paradygmacie, poza który nie można wyjść.

Elżbieta Janicka skupiła się w swoje wypowiedzi na narracji dotyczącej obecności Żydów w Warszawie:

Rozłączność, wykluczenie jest kluczowe dla upamiętnienia. Tak długo, jak Żydzi są zamknięci za murami getta i Niemcy się nad nimi pastwią, my jesteśmy bezpieczni. Tutaj mamy dwie figury, tzn. jedna istnieje, druga nie i ja próbuję ją powołać, dowartościować i bytowo urealnić. To jest kolejna oś ulicy Chłodnej – oś Saska. Tam jest kładka, która jest fantastycznym symbolem idealnego rozdzielenia Polaków i Żydów. Polacy tu znakomicie lokują się w ogniwie triady Hilberga pod tytułem „świadkowie”. Natomiast kilkaset metrów dalej jest miejsce straszliwe, gdzie Polacy i Żydzi mieli ze sobą kontakt właściwie ciało w ciało. Szmalcownicy, którzy tam stacjonowali u wylotu ulicy Białej, prowadzącej do sądu dla chrześcijan i Żydów, dokonywali tam selekcji. Dopóki upamiętniamy coś, co dzieje się za murami, gdzie dystrybucja dóbr Żydzi-Niemcy jest binarna, to wszystko jest w porządku. Jeśli natomiast ta figura zaczyna się okazywać nie do końca adekwatna, to zaczyna się robić problem. Narracja większościowa, dominująca okazuje się nie do utrzymania. Mam tu np. na myśli sprawę śmierci Mordechaja Anielewicza. 1 maja 1943 roku powstańcy z grupy ŻOB-u wysłali kurierów na aryjską stronę. Przez Aleksandra Kamińskiego skontaktowali się oni z dowództwem AK. Mieli prośbę już nie o broń, nie o pomoc militarną. Chodziło o umożliwienie wyjścia kanałami. Odpowiedź nie nadeszła. Łącznik ŻOB-u, Kazik Ratajzer zorganizował ekspedycję ratunkową na własną rękę. Prośbą, groźbą mobilizował szmalcowników, policjantów granatowych, ludzi, którzy nie wiedzieli zupełnie, w czym biorą udział. W efekcie Ratajzer spóźnił się i dotarł w noc po samobójstwie Anielewicza i sztabu na ulicy Miłej. Ta niemożliwość narracji większościowej tyczy się patriotyzmu. Patriotyzm to przede wszystkim uczucie, a trudno uczucie zadekretować, wymagać; natomiast jest to uczucie, które się egzekwuje. Trzeba sobie zadać pytanie o to, jak ono jest generowane, indukowane. Z moich doświadczeń wynika, że jest ono osiągane za pomocą szantażu.

Na koniec spotkania jako egzemplifikację szantażu Elżbieta Janicka odczytała wiersz Gawęda o miłości do ziemi ojczystej Wisławy Szymborskiej recytowany dziś na akademiach w szkołach:

Bez tej miłości można żyć,
mieć serce suche jak orzeszek,
malutki los naparstkiem pić
z dala od zgryzot i pocieszeń,
na własną miarę znać nadzieje,
w mroku kryjówkę sobie uwić,
o blasku próchna mówić ,,dnieje”,
o blasku słońca nic nie mówić.

Jakiej miłości brakło im,
że są jak okno wypalone,
rozbite szkło, rozwiany dym,
jak drzewo z naglą powalone,
które za płytko wrosło w ziemie,
któremu wyrwał wiatr korzenie
i jeszcze żyje cząstkę czasu,
ale już traci swe zielenie
i już nie szumi w chórze lasu?

 

Ziemio ojczysta, ziemio jasna,
nie będę powalonym drzewem.
Codziennie mocniej w ciebie wrastam
radością, smutkiem, dumą, gniewem.
Nie będę jak zerwana nić,
Odrzucam pusto brzmiące słowa.
Można nie kochać cię – i żyć,
ale nie można owocować.

Podsumowując spotkanie, Tomasz Żukowski zauważył, że w narracji i organizacji przestrzeni nie mówi się o intencjach, ale o strukturach kultury. Kultura okazuje się nie w porządku, bo wszyscy powielają jej schematy, a one są bardzo podejrzane. Dla wszystkich pozostaje do rozwiązania kwestia, czy ważne są te intencje, czy nie; czy ważna jest struktura, która sprawia, że przestrzeń jest projektowana tak, jak ma to miejsce współcześnie.

Tekst: Ewa Serafin