Mężczyzna, który pisał feministyczne kryminały

Barbara Limanowska

Mężczyzna, który pisał feministyczne kryminały

Trylogia Millenium Stiega Larssona:
cz. 1. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Przeł. Beata Walczak-Larsson. – 640 s.
cz. 2. Dziewczyna, która igrała z ogniem. Przeł. Paulina Rosińska. – 704 s.
cz.3. Zamek z piasku, który runął. Przeł. Alicja Rosenau. – 800 s. Warszawa: Czarna Owca, 2009.

O Stiegu Larssonie i Millenium napisano już bardzo wiele, również z perspektywy genderowej. Nic dziwnego, bo to, jakże rzadkie w czasach backlashu, dobre powieści nie tylko kryminalne, lecz także feministyczne. Co więcej, Larsson zrobił coś, co niewielu autorkom powieści kryminalnych przed nim się udało – rozwinął i wzbogacił genre feministycznej powieści detektywistycznej. Napisałam „autorkom”, bo mężczyźni chyba nawet nie próbowali w przeszłości zmierzyć się z feministycznym kryminałem. I to też wielki plus dla Larssona, który tak skonstruował swoją narrację, że genderowo-lewicowe przesłanie jest nie tyle w nią wplecione, ile stanowi jej osnowę – wydaje się kodem niezbędnym do rozszyfrowania porządku współczesnego, neoliberalnego świata. To właśnie obecność tego dodatkowego genderowego kodu dodaje powieści Larssona wielowymiarowości i powoduje, że odpowiedź na pytanie „kto zabił” nie jest w niej najważniejsza. To też, notabene, jest zgodne z tradycją feministycznego kryminału.

Feministyczny kryminał pojawił się w latach siedemdziesiątych XX wieku; rozwijał i radykalizował w latach osiemdziesiątych; zaczął kostnieć i przeszedł na stronę mainstreamu w latach dziewięćdziesiątych. Przynajmniej kilka współczesnych, uznanych autorek powieści kryminalnych zaczynało od niszowych feministycznych fabuł – Val McDermid, Manda Scott – aby po kilku latach stępić pióro i dostosować się do gustów masowych czytelników. Kilka innych, mniej radykalnych, między innymi Sara Paretsky, Lynda la Plante  i Sue Grafton pozostało wiernych swoim bohaterkom i pozwoliło dogonić się mainstreamowi, który zaakceptował dyskurs liberalno-feministyczny w popularnej powieści dla kobiet.

Początkowo feministyczny przewrót w powieści detektywistycznej miał tak samo subwersywny charakter jak w powieści science fiction. Wprowadził nowego bohatera (bohaterkę) i zastosował nowy sposób interpretacji rzeczywistości społeczno-politycznej, która przedstawiana była jako wroga i niebezpieczna dla kobiet. Bohaterka feministycznego kryminału, jak V.I Varshavsky, Sary Paretsky, walczyła nie tylko z przestępcami, lecz także z systemem sprawiedliwości i policją; była outsiderką, która musiała zmagać się z całym światem. Obrywała też z wielu stron, za to, że próbowała bronić kobiet i być kobietą-detektywem (lub policjantką), czyli uzurpowała sobie prawo do grania męskiej roli w męskim świecie.

Z genderowego punktu widzenia feministyczny kryminał to gatunek, który jest interesujący nie tyle ze względu na zgrabnie przeprowadzoną akcję, prowadzącą do rozwiązania zagadki kryminalnej, ile ze względu na swoje subteksty – jako powieść przedstawiająca stosunki władzy między kobietami i mężczyznami i obnażająca mechanizmy nierówności. W kryminale feministycznym lat siedemdziesiątych podważone zostały podstawowe zasady gatunku: powieść kryminalna często przeradzała się w pastisz, żart, grę z konwencją, działania bohaterki nie gwarantowały przywrócenia porządku i racjonalności, wprost przeciwnie – czasami destabilizowały ten porządek jeszcze bardziej. Co więcej, obowiązujące normy prawne i społeczne postrzegane był nie jako gwarant ładu, którego zaprowadzenie było nadrzędnym celem, ale jako element wrogi, który był przyczyną problemów zarówno ofiar, jak i osoby poszukującej sprawiedliwości, czyli nowej, feministycznej bohaterki. Rozwiązanie zagadki nie wprowadzało bowiem sprawiedliwości i bezpieczeństwa; często prowadziło do konstatacji, że system sprawiedliwości nie jest w stanie sprostać wyzwaniu zadośćuczynienia zbrodniom, szczególnie tym popełnianym na kobietach. Gra z systemem była równie trudna jak ściganie przestępców, a w tych kryminałach, które posiłkowały się tezami radykalnego feminizmu (Sarah Dreher, Barbara Wilson, Clair McNab), fabuła była często wehikułem dla całościowej krytyki porządku społeczno-politycznego i prawnego.

Według feminizmu radykalnego takie samo traktowanie kobiet i mężczyzn, wpisane w normy prawne, nie rozwiązuje kulturowego problemu dominującej pozycji mężczyzn i podporządkowania kobiet. Relacje dominacji i podporządkowania mają systemowy charakter i nie tyle są wynikiem nierównego traktowania, ile głębokiego, konserwowanego przez instytucje władzy, hierarchicznego systemu opartego na różnicach płciowych. Prawo, według feministek radykalnych, powinno zapewnić nie tyle równość, ile wolność od systemowej subordynacji. Dalej, prawo powinno również zostać rozszerzone na obszary istotne dla kobiet, a do niedawna uznawane za sferę prywatności lub ignorowane, np. przemoc domową, molestowanie seksualne czy pornografię. Radykalny feminizm zakładał więc transformację męskiego świata praw i ich rozszerzenie tak, aby chroniły kobiety przed podporządkowaniem wynikającym z różnic genderowych.

Co więcej, według radykalnych feministek prawdziwym celem feministycznego zaangażowania powinno być przedstawienie sytuacji kobiet w taki sposób, aby dyskryminacja nie była dłużej społecznie akceptowana. Praktyki i zasady, które prowadzą do dyskryminacji kobiet, powinny być rozpoznane, a nowy system prawny, oparty na poszanowaniu praw człowieka, powinien zapewnić przed nimi ochronę.

W tym miejscu muszę zaznaczyć, że nie jest moim celem udowadnianie, że Stieg Larsson był radykalnym feministą, choć analizując Millenium, pewnie dałoby się taką tezę obronić. Chciałabym raczej zastanowić się nad fenomenem społecznym popularności Millenium  i znaczeniem/wpływem wątków genderowych na tę popularność; i dalej postawić tezę, że Larssonowi udało się w mistrzowski sposób skonstruować konwencjonalną, mainstreamową powieści kryminalną, która jednocześnie nie rezygnuje z wprowadzenia wątków genderowych, a odczytywana genderowo niesie bardzo radykalne przesłanie.

Millenium  Larssona, tak jak powieść feministyczna, wprowadza nowy typ bohatera. A raczej dwa typy. Jeden to dziennikarz Mikael Bloomkvist – lewicowy idealista, wrażliwy na ludzką krzywdę, gotowy walczyć ze złem w każdej postaci, także złem neoliberalnego korporacjonizmu; podejmować ryzyko dla obrony swoich przekonań, bronić przyjaciół i demaskować przestępców. Drugi to Lisabeth Salander, młoda dziewczyna nieprzystosowana do życia w szwedzkim społeczeństwie, która ma własny kodeks etyczny, gotowa jest samodzielnie wymierzać sprawiedliwość (czy raczej mścić się) i nie rozumie pojęcia społecznej normy.

Tak naprawdę nie są to nowe typy bohaterów literackich. Pierwowzór Mikaela Boolkvista odnajdziemy w Trzech muszkieterach Dumasa, powieściach Karola Maya, opowieściach o Rycerzach Okrągłego Stołu. To kwintesencja typu szlachetnego, samotnego wojownika. Larsson nie ukrywa zresztą tych związków i grupę obrońców Salander z trzeciego tomu Millenium  nazywa Rycerzami Szalonego Stołu. Blomkvist to samotny rycerz, który będzie do końca bronił ideałów i przyjaciół. To również bohater klasycznej powieści kryminalnej, który rozwiązuje zagadkę morderstwa dokonanego w zamkniętej przestrzeni i przywraca porządek i ład po zbrodni.

Pierwowzoru Salander również można doszukiwać się w postaciach z powieści przygodowej. Ale w jej przypadku proweniencje nie są już tak oczywiste. Można szukać podobieństwa z hrabią Monte Christo, ale również z bohaterami sagi o wampirach Anne Rice, bohaterką filmu Kill Bill Tarantina, i z postaciami z komiksów i gier komputerowych – Salander to Kobieta Kot i Lara Croft z komputerowym umysłem. Salander wyłamuje się też z ram konwencjonalnej bohaterki kryminału, jako że Larsson szczodrze nadaje jej cechy „męskie”, ofiarowując władzę (pieniądze) i silną rękę (dosłownie), a odbiera cechy kobiece – empatię, niezdecydowanie, emocjonalność. Salander zakochana jest w Blomkviście, a zarazem zainteresowana lesbijskim seksem. To hybryda męskich i kobiecych cech i fantazji, którą łatwo odnaleźć w feministycznej, szczególnie lesbijskiej, literaturze detektywistycznej i science fiction.

Szukając pierwowzorów, należy jednak przede wszystkim pamiętać o Astrid Lindgren i dwójce jej bohaterów – Kallem Blomkviście i Pippi Langstrumpf. Kalle to młody detektyw, którego największym problemem jest brak zbrodni do rozwiązania w rodzinnym miasteczku; Pippi to dziewczynka bez rodziców, która nie wie, co to strach i zakazy, i jedną ręką podnosi konia. Nawiązania do bohaterów Lindgren są oczywiste i występują w Millenium  często i bezpośrednio. Dziennikarz Blomkvist nosi przecież wśród kolegów przydomek Kalle; Lisabeth sama nazywa swoje mieszkanie Villa Villakulla, tak jak nazywał się dom Pippi. Blomkvist nazywa w myślach Salander „Pippi”, ona jego „Kalle”. Obydwoje mają w sobie uczciwość i bezkompromisowość dzieci.

Zestawiając cechy różnych postaci, Larssonowi udało się stworzyć bohaterów, którzy wywodzą się z wielu dobrze znanych konwencji, a jednocześnie wyposażeni są w cechy ożywczo nowe dla czytelników niezaznajomionych z literaturą feministyczną. Ta mieszanka odniesień powoduje, że poczciwy Blomkvist i demoniczna Salander tworzą parę niby łatwą do zaakceptowania, głęboko zanurzoną w literackiej tradycji, a jednocześnie wywrotową i na tyle oryginalną, że niepokoi i budzi podziw. Na tym polega subwersyjność Millenium – na wykreowaniu takiego świata, który wydaje się wystarczająco znajomy i bezpieczny, by czytelnik mógł się w nim zadomowić, a który jest jednocześnie niejednoznaczny i niepokojący, i musi być na nowo zinterpretowany. Larsson proponuje bowiem czytelnikom w trakcie lektury nie tylko rozwiązywanie zagadki kryminalnej, lecz także zagadki subtekstów/kodów zarówno literackich, jak i społeczno-politycznych.

W Millenium pojawiają się wszystkie plagi naszego wieku – widmo faszyzmu i nacjonalizmu, niewydolność instytucji demokratycznego państwa, korupcja, brak kontroli nad międzynarodowymi korporacjami, ograniczanie wolności mediów i, jakże aktualny w Polsce, wątek braku nadzoru nad służbami specjalnymi. Głębokie zaangażowanie i szczegółowość opisu kontekstu społecznego znowu przywodzą na myśl XIX-wieczną literaturę, tym razem Karola Dickensa i Victora Hugo.

W Millenium uwodzi sposób przedstawienia powieściowej rzeczywistości. Świat Larssona jest bowiem światem dobrym i oczywistym. Autor nie ukrywa swoich poglądów i sympatii – jest orędownikiem demokratycznego państwa prawa, a jego bohater Blomkvist, nieustraszonym bojownikiem o takie państwo. Szwecja z tej opowieści to kraj, który wprowadził wszystkie mechanizmy demokratyczne i równościowe, jakie do tej pory wymyślono. Co więcej, a priori założona jest ich słuszność i oczywistość. Bohaterowie Larssona nie muszą walczyć z systemem, tak jak kiedyś walczyły bohaterki feministycznych powieści, bo system, w którym funkcjonują, nie jest im wrogi. Larsson uznaje za pewnik istnienie rozwiązań i regulacji prawnych pozwalających na funkcjonowanie opiekuńczego państwa, jakim jest Szwecja. To, co feministycznym autorkom dwadzieścia lat wcześniej wydawało się tylko mglistą utopią, w książkach Larssona należy do sfery opisu rzeczywistości społeczno-politycznej. Kobiety pełnią najwyższe funkcje, rodziny funkcjonują na partnerskich zasadach, do pracy przyjmuje się najlepszych kandydatów w otwartych konkursach, dorośli ludzie angażują się w różne, w tym ryzykowne z punktu widzenia purytańskiej moralności związki seksualne, a homoseksualizm nie jest problemem. A wszystko w duchu zrozumienia i szacunku dla innych.

Co więcej, instytucje stojące na straży tych zdobyczy też podlegają nowym zasadom i stały się częścią demokratycznego, równościowego aparatu. Policja rozumie pojęcia takie, jak prawa oskarżonych, wie, jak postępować ze świadkami, wie, że nie należy dyskryminować mniejszości i ma kobiety w swoich szeregach. Prasa spełnia swoją rolę mechanizmu kontrolującego władzę i się z nią nie blatuje, lekarze leczą, a adwokaci bronią. Mleczarze roznoszą mleko, chciałoby się z rozpędu dodać. Seksistowskie uwagi w policji (i tylko w policji, bo w innych środowiskach właściwie się nie zdarzają) nie są przezroczyste i oczywiste, ale spotykają się z zażenowaniem i przeprosinami. Szykany wobec naczelnej dużej gazety spowodowane są osobistą zemstą niezrównoważonego faceta, a nie niechęcią wobec kobiety szefa. Tak jakby Larsson krytykował jedynie niedociągnięcia systemu, przeciwstawiał się niewydolności i wypaczeniom, spowodowanym ludzkimi słabościami, uważając zasady za z gruntu słuszne. Te zasady nie są nawet dokładnie opisane, tak bardzo wydają się autorowi oczywiste. Trzeba je znać, aby wiedzieć, że w Szwecji w latach dziewięćdziesiątych wprowadzono prawo równościowe, które spowodowało głębokie przewartościowanie ról genderowych. To prawo, w dużej mierze wywodzące się z postulatów radykalnego feminizmu, wprowadziło kary nie tylko za molestowania, lecz także za praktyki dyskryminacyjne, w tym uwagi seksistowskie; otworzyło dla kobiet wiele zawodów, w tym wymusiło przyjmowanie kobiet do służb mundurowych; doprowadziło do o wiele szerszego udziału kobiet w życiu politycznym. Co więcej, idąc za feministycznym postulatem, że życie prywatne i polityczne nie dają się rozdzielić, wprowadziło również nowe przepisy ingerujące w życie prywatne obywateli, które miały pomóc kobietom wyrównać szanse udziału w życiu publicznym, między innymi poprzez obowiązek brania urlopów rodzicielskich przez mężczyzn i surowe kary za przemoc w rodzinie.

Szwedzka doktryna prawna zakłada, że prawo ma nie tylko stać na straży ładu i porządku, lecz także zawierać przekaz etyczny i odzwierciedlać pewną wizję społeczną. W Millenium jesteśmy wrzuceni w ten porządek. Przekonanie, że prawo służy wyższym celom, choć nie jest wyrażone wprost, jest tak bardzo zinternalizowane przez głównych bohaterów powieści i przez narratora, że nie wymaga wyjaśnień. To poczucie oczywistości wzmagają wspomniane wyżej odwołania literackie. Schematy powieści przygodowej, w której dobry bohater walczy ze złem, i powieści detektywistycznej, w której przestępstwo musi zostać napiętnowane, a przestępca ukarany, są nierozdzielnie związane z wizją społeczno-politycznego porządku, który wymaga ochrony . U Larssona demokratyczne państwo, rządzące się zasadami poszanowania praw wszystkich obywateli i solidaryzmu społecznego, musi być chronione przez współczesnych rycerzy, którzy stoją po stronie dobra. To niezwykle banalna konstatacja, tak jak banalnie prosta jest wizja świata Millenium. Prosta nie oznacza jednak prymitywna. Larsson uchwycił w niej bowiem zmęczenie rozedrganiem i niejednoznacznością zasad współczesnego życia publicznego i tęsknotę do powrotu do uporządkowanego świata, w którym idealizm, „porządność”, zaangażowanie się w walkę ze złem po stronie dobra są wartościami samymi w sobie. I na dodatek zwyciężają. Jednocześnie rozstrzyga za nas, czym są te proste wartości, za którymi mamy się opowiedzieć.

I tu nas ma. Zadaje pytania o prawo do ubezwłasnowolnienia osób nieprzystosowanych, pokazując jego negatywne konsekwencje, mówi o niewydolności i braku implementacji prawa zwalczającego handel ludźmi, o dyktacie neoliberalnej doktryny ekonomicznej i braku regulacji ograniczających zyski wielkich korporacji, o braku kontroli nad instytucjami państwa i uzależnieniu mediów od interesów ekonomicznych i politycznych grup interesów.

Przedstawia Szwecję pełną demonów, ostrzega, ale też proponuje rozwiązania. Opis choroby społecznej, na którą cierpi Szwecja, jest mało skomplikowany. To wyżej wymienione plagi plus inercja społeczna, która powoduje, że ludzie raczej obserwują bezczynnie rozpad demokratycznych mechanizmów, niż angażują się w ich obronę i naprawę. Utopijny miesięcznik „Millenium”, który ma być sumieniem Szwecji i środowiska dziennikarskiego, to propozycja rozwiązania problemu. Kalle Blomkvist to przykład postawy godnej podziwu, a nawet niezbędnej, jeżeli mamy ocalić świat. Tak więc, czytelnik/czytelniczka, kibicując Blomkvistowi i Salander, kibicuje również wartościom, których bronią, akceptuje ich widzenie rzeczywistości.

To, co jest najbardziej interesujące w Millenium, to opis funkcjonowania państwa. Państwo to wizja społeczeństwa zamknięta w prawie, plus przepisy. Jednak, zdaje się mówić Larsson, to nie instytucje państwa odpowiadają za urzeczywistnienie tej wizji, ale indywidualne, idealistyczne zaangażowanie w obronę wartości i porządku, który chroni przed przemocą i autorytaryzmem. Ramy prawne pozwalają na działanie, ale nie są w stanie wyręczyć społeczeństwa i jego mechanizmów kontrolnych. Tym bardziej nie są w stanie zastąpić relacji międzyludzkich, odczytywać intencji, ingerować we wszystkie sfery życia. Nie mogą też wymusić prospołecznej postawy i działania na rzecz innych.

Larsson pokazuje, jak można manipulować prawem. Najbardziej szczytne i prospołeczne przepisy mogą być naginane (jak w przypadku ubezwłasnowolnienia Salander) lub ignorowane (prawo o zwalczaniu handlu ludźmi, które nie działa), jeżeli jest to w interesie i zakresie możliwości osób mających władzę. Pokazuje też powody tych manipulacji, dążenie do władzy i dominacji.

W tomie pierwszym, o tytule – Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet – to stanowisko jest przedstawione wprost. Faszyzm żywi się nienawiścią i przemocą. Autorytaryzm polityczny jest odbiciem prywatnej agresji i nienawiści, którą widać najlepiej w stosunku do najsłabszych i bezbronnych – kobiet i dzieci. Podobnie działa współczesny system kontroli państwa nad obywatelem, mówi Larsson, jeżeli jest pozbawiony kontroli, również jest wehikułem dla zinternalizowanej żądzy władzy. Drugim elementem zdaje się obnażenie roli seksualności w grze o dominację i władzę. Tutaj Larsson już bezpośrednio czerpie z teorii i założeń radykalnego feminizmu. Chęć zaspokojenia potrzeb seksualnych jest motorem działań nie tylko prywatnych, lecz także publicznych. W sytuacjach, kiedy drugiego człowieka traktuje się tylko jako obiekt, przedmiot, który pomaga zaspokajać własne potrzeby seksualne, powstaje nierówny, zbudowany na eksploatacji układ nierówności, odbijający się nie tylko w życiu prywatnym, lecz także w antydemokratycznych strukturach władzy.

Radykalny feminizm zakłada, że ludzka seksualność jest konstruktem kulturowym, a nie daną biologiczną i jej ekspresja zmienia się adekwatnie do kontekstu kulturowego. Zakłada też, że wszystkie relacje między kobietami i mężczyznami mają podtekst seksualny, a w tradycyjnym, patriarchalnym społeczeństwie są rozgrywane w taki sposób, aby potwierdzić seksualną dominację mężczyzn. Larsson, za radykalnymi feministkami uważa, że tradycyjni mężczyźni wierzą w mity dotyczące ich seksualności i starają się im sprostać. Uważają się za silniejszą płeć, która z racji dominacji fizycznej i seksualnej również we wszystkich innych dziedzinach powinna dominować nad kobietami. Przemoc wobec kobiet jest ekstremalnym przejawem tej postawy. Mężczyźni powielają te mity, aby pokazać, że ich popęd seksualny jest silniejszy i bardziej „naturalny” niż kobiet i musi zostać zaspokojony. Dla Larssona, za radykalnymi feministkami, taka forma seksualności i męskości jest źródłem społecznego zła, ewidentnym przejawem antyrównościowej, otwartej na przemoc i dyskryminację postawy. Dlatego Larsson proponuje nowego bohatera, mężczyznę, który zdaje sobie sprawę z tej manipulacji i stoi po stronie kobiet (w zamian, notabene, ten bohater prowadzi niezwykle bujne i satysfakcjonujące życie seksualne z wieloma partnerkami, które nie potrafią oprzeć się jego czarowi) i nową bohaterkę, która nie daje się wpisać w rolę ofiary – wykorzystana mści się okrutnie na gwałcicielu. Podważenie mitologii męskiej seksualności prowadzi również do zaproponowania innego modelu relacji seksualnych – w miejsce związków opartych na zaspokojeniu potrzeb seksualnych mężczyzny, w które wpisana jest przemoc, chęć zdominowania, upokorzenia czy wręcz chęć pozbawienia życia obiektu seksualnego, Larsson proponuje związki oparte na obopólnej zgodzie i przyjemności. Jakakolwiek przemoc i wykorzystywanie uprzywilejowanej pozycji dla osiągnięcia gratyfikacji seksualnej jest poza tak rozumianą normą. W normie mieszczą się za to formy seksualności zazwyczaj określane jako „nienormatywne”: sypianie z wieloma partnerami, seks grupowy, s/m, seks homoseksualny, jeżeli odbywają się za zgodą zainteresowanych stron.

Czytając Millenium, nie można nie zauważyć, że Larsson mówi do nas z innego miejsca. I to podwójnie innego. Po pierwsze – mówi z perspektywy zaangażowanego bojownika o wartości, do nas, pasywnych czytelników, konsumentów kultury i rozwiązań politycznych, przyzwyczajonych do tego, że „obiektywizm”, równoważenie argumentów i wartości za nimi stojące, brak zaangażowania, są credo współczesnego świata. Po drugie – jeżeli przyjmiemy założenie pewnego realizmu społecznego powieści, to należałoby skonstatować, że Larsson mówi do nas z innej rzeczywistości społeczno-politycznej. Wydaje się bowiem, że poza Szwecją, czy szerzej Skandynawią, wizja państwa opiekuńczego, wyposażonego w rozbudowany system ochrony praw kobiet i mniejszości, a tym bardziej w mechanizmy jego wdrażania, nie istnie. Dlatego, pytając o stopień realizmu tego kontekstu, musimy zauważyć, że pytamy z zewnątrz. Jesteśmy poza tak skonstruowanym dyskursem równościowym i możemy analizować go jedynie w kategoriach literackiej fikcji. Po trzecie – mówi do nas z perspektywy radykalnego feminizmu. Jego diagnoza choroby społecznej toczącej Szwecję jest bardzo prosta, a jednocześnie niezwykle radykalna – problemem jest brak idealizmu i zaangażowania społecznego przeciwko wypaczeniom systemu i siłom zła, które za wypaczeniami stoją. A to zło utożsamiają mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. W takiej diagnozie również nie byłoby niczego szczególnego, w końcu to jedna z podstawowych tez feminizmu, gdyby nie fakt, że Larsson te siły zła, tradycyjnie skonstruowaną męskość, umieszcza poza normą. Okazuje się, że dla Larssona przemoc wobec kobiet jest papierkiem lakmusowym dobrze funkcjonującego demokratycznego państwa prawa. Przemoc wobec kobiet, seksistowskie traktowanie kobiet, niezrozumienie niestosowności takiego zachowania i czerpanie z niego korzyści, czyli parafrazując Adrienne Rich, całe „kontinuum nienawiści wobec kobiet”, przedstawione jest w powieści jako niebezpieczna aberracja, a nie norma. Mężczyzna posiadający atrybuty tradycyjnej władzy realizowanej przez dominację przestaje być właścicielem dyskursu. Nie ma też wsparcia w instytucjach, które obracają się przeciwko niemu. Już nie ustala praw, ale jest przez prawo ścigany. A tam, gdzie instytucje państwa okazują się niewydolne, wkraczają nowi bohaterowie. I dzieje się to wszystko nie w niszowym kryminale feministycznym, projektującym utopie, ale w mainstreamowej publikacji. Choć, jeszcze raz należy zaznaczyć, napisanej w Szwecji. I dlatego całkiem nie na miejscu jest pytanie, jak na tle bohaterów Larssona prezentowaliby się bohaterowie polskich kryminałów.

Tekst zostal opublikowany w „Pograniczach” (2009/6)