Krwiopijca z M3. Powikłania poprzetoczeniowe.

Serba Cytat

Krwiopijca z M3. Powikłania poprzetoczeniowe. 

Karolina zapomniała w tym roku o moich urodzinach. Znowu. Próbuję ją usprawiedliwiać – sierpniowa fala upałów (której z termometrem szukać), kumulacja imienin Alberta, Dobiemira, Doryda i Licyniusza, tylko 146 dni do Sylwestra, efektowna nadpobudliwość roju Perseidów o aktywności od 400 do 1000 meteorów na godzinę. Ot i można się w takich okolicznościach niepostrzeżenie rozregulować i nawet nie zauważyć misternej naiwności swojej wymówki wystosowanej z dwutygodniowym poślizgiem. Ale ale, nie bądźmy małostkowi. Przecież każdemu może się zdarzyć po osiemnastu razach pamiętania. Próbuję zrozumieć. No tak, jest jeszcze ta dysfunkcja – nieumiejętność cieszenia się cudzym szczęściem, nienaturalnie zwarte w trącącym fałszem uśmiechu karolinowe zęby i niezgrabnie kanciasta zmiana tematu, kiedy rozmowa schodzi na tor czegokolwiek, co ostatnio mogło mi się udać. Zrzucam to jednak bezwiednym ruchem nadgarstka na karb złych genów i kiepskiego biometru. 

CIASNE M3: MIŁOŚĆ, MAŁŻEŃSTWO I MACIERZYŃSTWO POD JEDNYM DACHEM
Poza tymi nic nieznaczącymi incydentami wciąż dobrze się dogadujemy, o tak. Celebrujemy każde nasze spotkanie, każdy mój powrót w rodzinne strony. Każde co-dwa-miesiące. Zawsze w rozentuzjazmowanym towarzystwie jej męża, czteroletniej córki, teściowej, piętnastoletniej siostry jej męża, obrażonego kota, dwóch ponadprzeciętnie aktywnych seksualnie żółwi, sterty różowych zabawek, którymi Pola uwielbia ubezwłasnowolniać ciocię i szczura, który jakoś wymknął się różowości.
Zawsze, od pięciu lat, tłok, gwar, herbata zwykła czy owocowa?, rozmowy o wszystkim i o niczym. To pasek rozrządu trzeba wymienić, olej silnikowy też, to kasetony spadają z nieba jak plaga jakaś, to Pola zaprezentuje cioci półszeptem nowe słówko po angielsku po kilkunastu rozedrganych prośbach Swojej Matki – o wszystkim i o niczym, głównie na kształt i konsekwencję tego drugiego.
Jak mogłabym domagać się od Matki Swojego Dziecka, Żony Swojego Męża i Królowej Domowego Zoo spotkania sam na sam poza murami Świątyni. Prawdziwa Multizadaniowa Westalka nie zna wytchnienia w pielgrzymowaniu na kolanach ku wiecznemu zbawieniu, czasem tylko nieśmiało podeprze się na miotle, kiedy nikt nie patrzy. No i kto miałby zająć się Dzieckiem podczas jej nieobecności? Ojciec nie ma zainstalowanego takiego oprogramowania, powrót do ustawień fabrycznych też na nic się zda. Babcia…? Nieee. Przecież nikt nie zrobi tego tak dobrze jak ona sama. Ja tymczasem znowu nic nie rozumiem, zobaczę jak będę miała własne dziecko, o!

MOJA CÓRKA MUSI DOBRZE WYGLĄDAĆ
Co takiego można zobaczyć, kiedy już ma się własne dziecko? Ja jeszcze nie wiem. Może coś ten tego, tak jakby, w tym kierunku, ale raczej chyba kiedyś. Tymczasem Karolina już co nieco widziała. Najpierw przyuważyła znamienny spadek zainteresowania jej osobą ze strony Męża Swojej Żony, następnie usłyszała huk – zainteresowanie rozbiło się z impetem o podłogę w kuchni, tę świeżo wypastowaną. Z tego hałasu pomieszały jej się zmysły i wyimaginowała sobie nową bluzkę o odcieniu soczystej czerwoności odjętej wczorajszemu spaghetti. Takiej bluzki nie odpuści nawet Mąż ze Znamiennie Spadającym Zainteresowaniem, pomyślała.
Chwila, chwila. Przecież nie ma pieniędzy, ten pasek rozrządu, poza tym nie ma pieniędzy, klej do kasetonów trzeba kupić, tysiące kłód pod nogi, mów mi szukam-problemów-a-nie-rozwiązań, nie ma pieniędzy!, zamknięte koło. Życie jest smutne a potem się umiera. Tak, teraz już wie na pewno, to sytuacja bez wyjścia.
Następnego dnia znajduję na poczcie link do dziewczęcej sukienki. Róż wylewa się z ekranu, a wraz z nim wyeksponowana drobnym maczkiem trzycyfrowa cena. Ładna? Tak, bardzo ładna. Szkoda tylko, że na czteroletniej dziewczynce trzycyfrowość nie robi wrażenia, tym bardziej, że w ciągu roku z niej wyrośnie. Ale Matka Swojego Dziecka zobaczyła w tych trzech cyfrach uznanie żyjących sprawami innych sąsiadów, tych od poduszki zamontowanej na stałe na parapecie okna, poskręcane z zazdrości szepty matek w przedszkolu i Prawdziwe Szczęście rozlewające się miodem po jej skołatanych pastowaniem podłogi przedsionkach. Ja zobaczę dopiero wtedy, kiedy zdecyduję się na własne dziecko (No właśnie, kiedy? Tik-tak, tik-tak. Taka niedojrzała, nieodpowiedzialna egoistka ze mnie! Tik-tak. Wszyscy już czekają na pierwsze zdjęcia potomstwa na naszej-klasie. Tik, tik, tak, tak. Normalna kobieta ma męża, dzieci i świdrujące jej kobiecość poczucie winy, jeśli nie jest matką. Tak, tak.).
Z pokorą i żalem znowu nie rozumiem, że Córka Swojej Matki musi dobrze wyglądać, przy koszcie alternatywnym dążącym do nieskończoności.

UNIKAJCIE WAMPIRÓW
Różowa sukienka okazała się kiepskim substytutem dla czerwoności bluzki. Mąż Swojej Żony ani drgnął. W międzyczasie Żona Swojego Męża drga symultanicznie z każdym kolejnym dniem spędzonym na czacie erotycznym, z każdą kolejną minutą odebranych anonimowych seks telefonów i z każdą przerwą obiadową w pracy, pod osłoną której uskutecznia umiejętność nawiązywania bezpośredniego kontaktu w najbliższej kawiarni. Ostentacyjnie hołduje teorii, że dopóki nie doświadczy się ekscytacji zdrady, to tak jak gdyby nie doświadczyć nigdy żadnej ekscytacji. No i w końcu czuje się wolna, bo zaczęła robić coś tylko dla siebie. Wygląda na to, że czerwona bluzka nie zaspokoiłaby jej apetytu.
Oto Karolina – Moja Najlepsza Przyjaciółka od 20 lat. Często się skarży, ja radzę – ot taki związek. Ona potakuje przecząco, sabotując potencjalne rozwiązania swoich problemów. Pielęgnuje w sobie ofiarę. Ot taka usterka. Jej małżeństwo nie jest udane. Kiedy opowiadam jej o scysjach w moim związku, mruży oczy, zniża głos, podnosi prawą brew, prawy kącik ust i złośliwie intonuje: może Tobie też nie jest pisany udany związek. Syndrom będzie-mi-się-lepiej-chodzić-jeśli-wszyscy-wokół-połamią-sobie-nogi. Nieuleczalne. Nie uznaje krytyki. Reakcja na moje słowa jest zawsze powierzchowna, bo jak ktoś, kto nic nie zrozumie dopóki nie znajdzie się w identycznej sytuacji, może mieć coś wartościowego do powiedzenia? Trafiam w próżnię.
Obarczając mnie ostatnio tajemnicą swoich seryjnych zdrad poprosiła o to, żebym przypadkiem nie próbowała jej oceniać. Bezczelne. Różnimy się na poziomie podstawowych wartości. Mamy inne pomysły i plany na Miłość, Małżeństwo i Macierzyństwo. Nic wspólnego. Ach tak. Zostały jeszcze wspomnienia wakacyjnego piasku w sandałach beztroskiej osiemnastolatki, tanecznych nocy na plaży i niekontrolowanych wybuchów hybrydy śmiechu i czkawki. Za mało.
Rola słuchacza zawsze mi odpowiadała – żyłam jej problemami i szukałam jej rozwiązań. Musiało upłynąć sporo Przyjaźni, zanim dostrzegłam, że z moich rad nic nie wynika, tymczasem ona nigdy nie zamierzała zrobić czegokolwiek, dla poprawy swojego losu.
Karolina jest wampirem emocjonalnym. Zaraża swoją bezradnością, destruktywnym myśleniem i pasywną agresją. Konsekwentnie pławi się w swoim rozgoryczeniu.
Uczucie, które było dla mnie najważniejsze nadeszło wczoraj lakonicznym smsem – poruszyło moim telefonem, zmieniło strukturę skrzynki odbiorczej, przyniosło dodatkową pozycję na billingu. „Kiedy będziesz? Może kawa? Zapraszam do mnie!”. Tak, tak tak! Jak najbardziej, odezwę się jak przyjadę. Na-tych-miast. Widzimy się ko-niecz-nie. Odpisałam. Nie mam już ochoty z Tobą przebywać. Poczułam.

Unikajcie wampirów. Łatwo ich rozpoznacie, żyją biernie w centrum waszego zainteresowania.