Katarzyna Nadana, Emancypacja przez wychowanie

Książka Katarzyny Szumlewicz Emancypacja przez wychowanie, czyli edukacja do wolności, równości i szczęścia to zarazem hermeneutyczne i krytyczne spojrzenie na tradycję myśli emancypacyjnej. Jak wykazuje autorka, tradycja emancypacyjnej pedagogiki zaczyna się od Emila Rousseau i biegnie poprzez Helwecjusza i Concordeta, Owena i Fouriera, Wollstonecraft, Johna Stuarta i Harriet Millów, Marksa i Engelsa do Gramsciego, Deweya, a wreszcie Szkoły Frankfurckiej, Paulo Freirego, Stand Point Theory, teoretyków queer i ekologów. Choć jednak myśliciele ci oddziałują jedni na drugich, nie można tu mówić ani o linearnym postępie samej myśli, ani o postępie społecznym, który by pewne zagadnienia emancypacyjne rozwiązał, stwarzając w ten sposób przestrzeń do postawienia i rozwiązania następnych. O ile na przykład refleksja dotycząca emancypacji mniejszości seksualnych jest fenomenem stosunkowo nowym, to problem emancypacji kobiet – być może pierwszej grupy domagającej się autonomii po tym, kiedy wyemancypował się od feudalnych zależności europejski mężczyzna z klasy średniej – nie został w pełni rozwiązany do dziś – kobiety są nadal dyskryminowane zarówno na rynku pracy, jak w sferze prawnej i obyczajowej.

Katarzyna Szumlewicz nie domaga się od myślicieli Oświecenia wrażliwości na problemy grup wykluczonych, które dostrzeżono znacznie później, ale jednocześnie czyta wcześniejszą myśl poprzez pryzmat współczesności, zastanawiając się nad przyczynami ograniczeń poszczególnych teorii. Co ciekawe, często zestawia je z teoriami pochodzącymi z tego samego okresu i mniej znanymi, a trafnie ujmującymi owe zagadnienia, udowadniając tym samym, że ograniczenia płynące z przyjęcia charakterystycznych dla danej epoki uprzedzeń nie są wcale konieczne. I tak na przykład dekonstruuje mizoginiczne uwikłanie Rousseau, obawiającego się kobiecej swobody seksualnej i wręcz zalecającego wychowanie kobiet tak, aby osiągnięcie jakiejkolwiek samodzielności im uniemożliwić, z refleksją Mary Wollstonecraft, która w tym samym czasie nie tylko domaga się dla kobiet prawa do edukacji i pracy, ale także dokonuje analizy problemu, który dziś znamy pod nazwą terroru piękna. Kantowi, który traktował ludy kolorowe w sposób paternalistyczny, przeciwstawia zaś współczesnego mu Helwecjusza, który apelował o poszanowanie ich autonomii kulturowej i politycznej.

Według Katarzyny Szumlewicz istnieje konieczny związek pomiędzy myślą emancypacyjną a pedagogiczną – każdy filozof marzący o społeczeństwie składającym się z wolnych i samorealizujących się jednostek musi widzieć wroga w tradycyjnych modelach wychowawczych i myśleć o metodach nauczania, dzięki którym dzieci rozwiną w sobie zdolność samodzielnego myślenia oraz wrażliwość na krzywdę i poczucie odpowiedzialności za kształt społeczeństwa. O ile dla konserwatywnych doktryn wychowawczych charakterystyczne jest położenie nacisku na posłuszeństwo autorytetom, dyscyplinę i pamięciowe metody nauczania, o tyle wyznacznikiem edukacji emancypacyjnej wydaje się zachęta do kształtowania umysłu w oparciu o doświadczenie i dyskusję oraz przyzwolenie na swobodną ekspresję indywidualności. Paradoksalnie jednak te wyznaczniki emancypacyjnej pedagogiki często zawodzą – wielu myślicieli emancypacyjnych postrzegało autorytaryzm w wychowaniu jako konieczny etap kształcenia autonomicznego podmiotu. Problem ten pojawia się wyraziście w pedagogice kantowskiej, która uznaje przemoc wobec naturalnych skłonności jednostki za konieczny etap kształtowania autonomicznego, czyli działającego na mocy prawa moralnego, indywiduum. Prowadzi to w praktyce do całkowitego przyzwolenia na najbrutalniejsze metody wychowawcze, a także do przyzwolenia na nieludzko surowe prawa, obracające się przeciwko grupom społecznie upośledzonym.

Śledząc tradycję myśli emancypacyjno-pedagogicznej od Rousseau do Deweya, Katarzyna Szumlewicz pokazuje jej liczne niekonsekwencje, wynikające jej zdaniem ze sposobu, w jaki kolejni myśliciele postrzegają sam podmiot emancypacji. Choć wszyscy z nich na ogół mówią o emancypacji jednostki czy człowieka, głębsza analiza wykazuje, że zwykle rozumieją człowieczeństwo w sposób, który wiele osób z niego wyklucza. Są to na przykład kobiety, niższe klasy społeczne, ludy nieeuropejskie, mniejszości seksualne czy osoby niepełnosprawne. Nawet tak światli myśliciele jak na przykład Schiller czy Habermas, przekraczając horyzonty myślowe swojej epoki, jednocześnie podzielali – jak dowodzi autorka – wiele typowych dla niej uprzedzeń. I tak Schiller był rzecznikiem burżuazji, obawiając się dążeń emancypacyjnych ludu, a Habermas przestrzegał przed zgubnymi skutkami wynalazku sztucznej antykoncepcji i pampersów, niszczącym w kobietach instynkt macierzyński, a więc zagrażającym dobru dzieci.

Jednym z najciekawszych wątków książki jest właśnie owo wydobywanie przez autorkę na światło dzienne żółtych plamek w systemach myślenia poszczególnych filozofów, które polegają na niedostrzeganiu, że autonomia jednej grupy emancypującej się, z którą się identyfikują, jest możliwa do utrzymania  w pewnym jej kształcie tylko dzięki przyzwoleniu na utrzymywanie w poddaństwie innej grupy, służącej jej interesom. I tak już pierwsze dzieło poświęcone emancypacyjnej pedagogice przewiduje wychowanie do wolności tylko jednej płci – męskiej. Autorka podkreśla, że dla zniesienia opresji kobiet niezbędny jest demontaż opozycji prywatne/publiczne, na której ufundowana została myśl liberalna. Zarodki feministycznej krytyki tej kategorii, która została w pełni wyartykułowana w latach 60-tych ubiegłego wieku, znajduje jednak już u Mary Wollstonecraft i Harriet Mill. Jej analizy są także wyczulone na problem interseksjonalności, czyli wzajemnego przenikania się kategorii wykluczeń – efektem tego jest często niedostrzeganie przez myślicieli żądających wolności dla jednej grupy tego, że tylko na pozór jest ona jednolita i posiada wspólne interesy. Pojęcie to zostało wprowadzone dzięki czarnym feministkom, które w latach 70-tych zaczęły krytykować biały feminizm w USA, wykazując, że w rzeczywistości reprezentuje on wyłącznie białe kobiety z burżuazji i nie dostrzega problemów kobiet z klasy robotniczej, zwłaszcza czarnych, eksploatowanych właśnie jako ich służące i opiekunki do dzieci. Żądając prawa pracy zawodowej dla kobiet w zawodach typowych dla burżuazji, nie dostrzegały, że istnieją kobiety, dla których praca w niskopłatnych zawodach stanowi konieczność, od której właśnie feminizm powinien chcieć je wyzwolić.
Lektura przenikliwej, a czasem i zabawnej (z powodu kuriozalnych szczegółów niektórych przedstawianych koncepcji) książki Katarzyny Szumlewicz pozostawia po sobie jedną przykrość, wynikającą z ograniczonych ram czasowych analizowanego materiału. Tym samym domaga się ciągu dalszego, czyli przedstawienia najnowszych dyskusji w obrębie pedagogiki emancypacyjnej. Takie ograniczenie analiz w czasie powoduje także, że refleksja pedagogiczna jest w książce ujmowana jako części refleksji filozoficzno-społecznej w ogóle, tymczasem dzisiaj moglibyśmy się z pewnością pokusić już o przeanalizowanie wzajemnych oddziaływań pomiędzy pedagogiką teoretyczną a pedagogiczną praktyką. Bohaterami książki Katarzyny Szumlewicz nie są praktykujący pedagodzy, ale myśliciele, których pedagogiczne postulaty były z konieczności dość ogólnikowe. Tymczasem w samej pedagogice jako odrębnej dyscyplinie naukowej bardzo ważna jest mediacja pomiędzy teorią i praktyką – pozwalająca choćby na wyciągnięcie korygujących wniosków z testowanych projektów. Oczywiście tak rozumiana pedagogika stawia przed teorią jeszcze jeden problem: dobra osób, na których testuje się teorie, które mogą się nie sprawdzić, a więc związanego z postulatem zmian w systemie pedagogiki ryzyka. Taka książka, świadoma także nieoczywistości powołującego się na empirię, a przecież z konieczności uwikłanego w rozmaite ideologie, dyskursu pedagogiki praktycznej, mogłaby na przykład pokusić się o odpowiedź na pytanie, czy przeżywające dziś swój renesans metody behawioralne, znane pod pojęciem „ustawiania granic”, są współczesną, „światłą” wersją tradycyjnego autorytaryzmu w wychowaniu, wdrażającą dzieci do konformizmu społecznego, czy też pozwalają im wykształcić stabilną i zarazem dynamiczną psychikę, która dzięki temu nie będzie się w przyszłości chowała pod ochronny parasol konserwatywnych ideologii.