Czy Bóg nienawidzi kobiet? O kobietach, religii i władzy

W czwartek 6 grudnia 2012 roku odbyło się ostatnie w tym roku Feminarium. Było one poświęcone kwestii miejsca kobiet w różnych religiach świata. Przyczynkiem do spotkania była książka „Dlaczego Bóg nienawidzi kobiet?” autorstwa Ophelii Benson i Jeremy’ego Stangrooma. W dyskusji panelowej wzięli udział: dr Monika Bobako (Pracownia Pytań Granicznych UAM), dr Sebastian Duda (wykładowca Gender Studies IBL PAN), dr Katarzyna Nadana (Instytut Badań Literackich PAN). Feminarium moderował Piotr Szumlewicz, redaktor kwartalnika „Bez Dogmatu”.

Podczas spotkania paneliści i publiczność rozmawiali o splocie pomiędzy religią a przemocą i władzą względem kobiet oraz kształtowaniem się stosunków międzyludzkich w obrębie religii. Kościoły wielokrotnie przeciwstawiały się emancypacji kobiet, w swoich świętych księgach znajdując uzasadnienie dla niższej pozycji kobiet. To sprawia, że religia często stanowi alibi dla wypowiedzi i działań jawnie dyskryminujących kobiety. Na Feminarium szukano odpowiedzi na pytania o to, czy dyskryminacja kobiet stanowi istotny element wszystkich największych religii, zastanawiano się nad tym, co sprawia, że kościoły tak często występują przeciwko prawom kobiet, a także rozważano możliwość istnienia form religijności sprzyjających wyzwoleniu kobiet.

Na wstępie Piotr Szumlewicz zaznaczył, że w trakcie spotkania chciałby przyjrzeć się religii jako zjawisku społecznemu, kulturowemu i politycznemu. Punkt wyjścia interpretowania religii moderator osadził pomiędzy dwoma tezami –  Ludwiga Feuerbacha i Karola Marksa. Według Feuerbacha religia znajduje się w naturze człowieka, ale jest przez niego konstruowana, tworzona. Marks natomiast religię uspołecznił i uhistorycznił – pokazał, że rodzi się ona w konkretnych warunkach społecznych, kulturowych, politycznych i ekonomicznych. W związku z tym uznał, że można ją znieść, a emancypacja społeczeństwa będzie emancypacją od religii. Następnie prowadzący dyskusję przywołał pokrótce treść książki „Dlaczego Bóg nienawidzi kobiet”, czyniąc zawarte w niej tezy punktem wyjścia do dyskusji.

Jako pierwsza głos zabrała Katarzyna Nadana. W swojej wypowiedzi zauważyła, że niezwykle trudno o generalizację dotyczącą tego, czy patriarchat i religie współistnieją ze sobą. Trudność ta wynika z wielości religii i nieznajomości dogmatów wielu z nich.

Warto mówić o religii monoteistycznej, którą znamy najlepiej. Możemy postarać się o tezy na temat patriarchatu i religii, ale fenomenów religijnych jest dużo, wielkich religii jest kilka, więc trudno o taką generalizację. Wydaje mi się, że animizm i patriarchat mają ze sobą niewiele wspólnego, szamanizm może być w pewien sposób związany z patriarchatem. Inaczej przedstawia się sytuacja w chrześcijaństwie czy judaizmie, a inaczej w hinduizmie i buddyzmie. Dlatego chciałabym się skupić na naszym kręgu kulturowym. Oczywiście trzeba powiedzieć, że Bóg w tradycji judeochrześcijańskiej jest tak przedstawiony, że nie ulega wątpliwości, iż mężczyzna jest wyżej w hierarchii niż kobieta. Wynika to z faktu, że jest to Bóg jedyny i jest rodzaju męskiego. W religiach politeistycznych jest natomiast tak, że nawet jeśli panteony bóstw są ukształtowane w ten sposób, że bóstwo męskie ma przewagę nad bóstwami kobiecymi, to jednak te bóstwa kobiece są reprezentacjami sacrum kobiecego, a po drugie te relacje między bóstwami nie pokazują, że kobiety są gorsze. Czasem okazują się potężniejsze niż bóstwa męskie. Religia chrześcijańska i judeochrześcijańska, jak pokazuje wielu badaczy, ukształtowała się w społeczeństwie silnie patriarchalnym, gdzie była potrzeba deprecjacji kobiety, wykorzenienia z wierzeń antycznych, ludowych bóstw kobiecych i faktu, że są one znaczące i silne. Już na początku w Piśmie Świętym występuje intencja polemiczna. Zwraca się tu uwagę na mit powstania świata, gdzie ma miejsce sytuacja absolutnie paradoksalna. Oto mamy mit, który dowodzi, że władza stwarzania należy do mężczyzny a nie do kobiety. Można powiedzieć, analizując ten mit, że jest on pisany przeciwko kobietom. Bo to nie kobieta rodzi, tylko mężczyzna stwarza, nie potrzebna jest do tego materia i ciało, a sam Bóg i rozum; to nie kobieta rodzi mężczyznę, lecz powstaje z żebra Adama, bo jest on samotny. My zapewne nie jesteśmy wrażliwi na tę warstwę owego mitu, bo przyzwyczailiśmy się, że Bóg jest wielki, nieskończony, wszechobecny, potężny, wszechwiedzący, a przez to nie widzimy absurdu tkwiącego u źródeł tego myślenia. Można się zastanawiać, czy ten mit nie powstał w intencji odebrania kobiecie godności i przyrodzonej mocy rodzenia, tworzenia. Były to rzeczy widoczne dla człowieka antycznego, wiązał się z nimi szacunek wobec natury. W judaizmie dokonuje się zaś radykalne odsakralizowanie natury i razem z nim występuje upodrzędnienie kobiety, bo jest ona częścią natury, sprowadza się do niej. Stąd w chrześcijaństwie pytania, czy kobieta ma duszę, rozum. I odpowiedź na nie brzmi zazwyczaj: nie. Kobieta jest więc bytem upośledzonym wobec mężczyzny. Teologia hebrajska i chrześcijańska na przestrzeni wieków zużywały wiele energii, aby udowodniać tę gorszość kobiety. To nie przeczy temu, że ta religia jest też w jakiś sposób cenna, bo stara się być uniwersalistyczna i mówić o człowieku, a nie o kobiecie i mężczyźnie, mówić o Bogu, który jest tak naprawdę duchem, a nie mężczyzną albo kobietą. Zawsze teologowie i ludzie religijni będą się bronić przed zarzutami, jakie im stawiamy, że oto zupełnie nie rozumiemy, czym jest religia i że Bóg to metafora. Ale mówimy o religii jako o konstrukcie społecznym, a na poziomie świadomości i wyobraźni Bóg jest mężczyzną. I to jest niezwykle ważne dla odbioru rzeczywistości i nie da się tak łatwo powiedzieć, jak robią to niektórzy teologowie, że to, co mówią feministki, to wszystko bzdury. Metafora, że Bóg jest mężczyzną, jest niezwykle ważna: ona znaczy wszystko, jest fundamentem pewnego ładu społecznego, w którym dla kobiety zarezerwowano miejsce w społeczeństwie podporządkowane mężczyźnie i jego interesom. Moim zdaniem religia nie jest przed patriarchatem, jest jego tworem, a relacja między nimi jest dialektyczna. Najpierw społeczeństwo, w którym już dominują mężczyźni, narzuca całości wierzenia, które władzę uzasadniają. To uzasadnienie jest bardzo ważne i oddziałuje na społeczeństwo, ponieważ raz uzasadniona władza mężczyzn, z nadaną jej sankcją boską, zaczyna mieć charakter czegoś obiektywnego, niepodważalnego, jest praktycznie niereformowalna. Bo jak dyskutować z pierwiastkiem boskim? Dlatego obawiam się, że w obrębie religii ciężko emancypować kobiety. Zawsze, jeśli będzie norma, dogmat, prawo ponad jednostką, zawsze jeśli rozum, norma będą ważniejsze od empatii, to będzie to przeciwko kobiecie jako tej podporządkowanej, bo nie ma właściwie na czym się wesprzeć, aby domagać się wolności i szacunku dla siebie – tłumaczyła Katarzyna Nadana.

Piotr Szumlewicz zwrócił uwagę, że w omawianej książce znajdują się liczne i niezwykle okrutne przykłady przemocy islamu wobec kobiet, jak na przykład historia zgwałconej kobiety, którą pobito na śmierć za to, że została zgwałcona. Moderator zauważył jednocześnie, że obecnie powtarzana jest teza, mówiąca, że tradycyjne formy religijne są reakcją na szeroko rozumianą nowoczesność, a także odpowiedzią na ekspansję krajów zachodnich, politykę amerykańską. W związku z tym nasuwa się pytanie, czy islam jest szczególnie patriarchalną religią, czy też współczesne zjawiska obserwowane w islamie są wynikiem pewnej polityki ekonomiczno-kulturowej. Głos zabrała Monika Bobako.

Na początku swojej wypowiedzi chciałam powiedzieć coś, co mnie niezwykle zasmuciło. Po przeczytaniu tej książki odkryłam na końcu matronat Feminoteki. Byłam zażenowana, że ten typ produkcji pisarskiej dostaje taki właśnie matronat. Książka ta jest według mnie paszkwilem na religię, w pełni islamofobicznym, można by też dyskutować, czy nie rasistowskim. Autorzy zdradzają kompletny brak znajomości antropologii religii, jakichkolwiek teorii religii, nie mają żadnego pojęcia na temat badań dotyczących przemocy wobec kobiet w islamie. Moje zdziwienie tym matronatem na okładce wynika z tego, że sposób, w jaki ta książka jest napisana, jest absolutnie antyfeministyczny, ponieważ wymija źródła przemocy wobec kobiet. Mam wrażenie, ze głównym celem tej książki jest atak na religię jakąkolwiek, głównie na islam.

Badaczka zwróciła uwagę, że główny problem książki „Dlaczego Bóg nienawidzi kobiet” polega na braku definicji religii. Jest ona rozumiana albo jako święte prawo, albo zwyczaj, albo określone odczytania tekstów Biblii czy Koranu. Religia jest więc rozumiana niejednoznacznie, a przez to w tekście wszystko się z jednej strony zamazuje, a  z drugiej wiąże ze sobą. Bobako podkreśliła również, że w książce prezentowany jest modernizacyjny sposób myślenia, gdzie nowoczesność, rozumiana w kategoriach postępu, emancypacji, jest przeciwstawiona tradycji wiążącej się z obskurantyzmem, przemocą. Wyrażając te zastrzeżenia, panelistka stwierdziła, że takie rozumienie religii i patrzenie na nią przez ów pryzmat modernizacji są bezsensowne, gdyż nie pozwalają zrozumieć mającego miejsce na świecie odrodzenia religijnego, odbywającego się głównie poza światem Zachodu. Bobako skrytykowała również brak analizy źródeł przemocy.

To jest opowiastka o religii, która w jakiś sposób robi z ludzi bestie. W ogóle nie ma tu socjologii. Nie ma tu mechanizmów socjologicznych, jest tylko religia i bestialskie zachowania. Nie ma informacji na temat sytuacji ekonomicznej, struktur nierówności, konfliktów politycznych, wzorów męskości, geopolityki jako struktury, gdzie interesy wielkich potęg politycznych używają sytuacji kobiet jako karty przetargowej; faktu, że najbardziej zsekularyzowane i postępowe społeczeństwa często wspierają ze względu na swoje interesy potwornie mizoginiczne i opresyjne reżimy poza światem Zachodu. Na tym polega moim zdaniem antyfeministyczny charakter tej książki. Szkodliwość tego typu podejścia przyczynia się do zamykania manewru dla kobiet w społeczeństwach muzułmańskich. Jeśli znajdujemy tu jakieś rozumienie religii, to tylko w sensie dosłownego czytania tekstów religijnych. Cały problem polega na tym, że to nie jedyny sposób rozumienia religii i tekstów; jest to sposób prezentowany przez fundamentalistów muzułmańskich. Upierając się przy takim odczytaniu religii, autorzy legitymizują fundamentalistyczne myślenie o religii. To jest absolutna porażka. Jest to też szkodliwe z wielu powodów. Jeśli łączymy mizoginię z religią, to może się okazać, że osoby które będą bronić religii z jakiegoś powodu, będą czuły się całkowicie zwolnione z walki z własną mizoginią. Bo jeżeli religia jest patriarchalna, mizoginiczna, a my chcemy tę religię zostawić, bo jest dla nas ważna, to trzeba się pogodzić, że będziemy patriarchalni i mizoginiczni. To jest porażka, także ze względów strategicznych. Całkowicie zamyka to drogę rozmaitym organizacjom kobiecym, feministycznym, inwestującym swoje siły w oddzielenie normatywnego przesłania islamu od islamu historycznego, struktur patriarchalnych w społeczeństwach muzułmańskich. Te rozróżnienia są niezwykle istotne, bo właśnie polityka prokobieca, profeministyczna często opierana jest na zasadach islamu w specyficzny sposób interpretowanych. Oczywiście ruchy feministyczne muzułmańskie dostrzegają opresyjność islamu, ale uważają, że normatywny sens islamu należy odzyskać i oddzielić od mizoginistycznych odczytań Koranu.

W odpowiedzi na pytanie moderatora dotyczące wpływów polityk państw Zachodu na sytuację w krajach muzułmańskich Bobako stwierdziła, że jest to niezwykle zawiłe i interesujące zjawisko. Pojawienie się bowiem feminizmu islamskiego wiąże się z odrodzeniem religijnym i pojawieniem się islamu politycznego. Badaczka podkreśliła, że ten splot jest fenomenem specyficznie nowoczesnym, a radykalizm mizoginii jest reakcją na geopolityczne uwarunkowania.

Sebastian Duda swoją wypowiedź skoncentrował na formach religijności sprzyjających emancypacji kobiet w ramach religii.

Na początku chciałbym zgodzić się z opinią Pani Bobako na temat tej książki. Wiele rzeczy, które są istotne dla religii, książka ta wycofuje poza nawias. Co ma z nią zrobić na przykład teolożka feministyczna, dla której religia i wiara religijna są czymś ważnym? Nie ma tu też takiego fenomenu, jak doświadczenie religijne, które może być ważne dla kobiet. Często tłumaczą one sobie to doświadczenie w obrębie wyznawanej wiary, kościołów, w jakich funkcjonują, i w jakiś sposób konceptualizowanej teologii. Teologia feministyczna zaczyna się w tym momencie, kiedy tezy przywołane przez Katarzynę Nadanę są kwestionowane. Tytułowe pytanie tej książki zostaje w teologii feministycznej zmienione z „dlaczego Bóg nienawidzi kobiet?” na „kiedy Bóg nienawidzi kobiet?”. Wszystko zaczęło się w teologii feministycznej, w chrześcijaństwie, od zauważenia gorszości kobiet. Najważniejsze w tej teologii jest wskazywanie w źródle, nazwijmy je źródłem objawienia religijnego, czegoś, co jest niezwykle istotne dla określania – czy to językowego, czy to konceptualnego – doświadczenia religijnego kobiet, które uważają, że coś takiego przeżywają. Pojawia się tu pytanie, jak mogą one odnieść się do tekstu biblijnego, który wydaje się skrajnie patriarchalny, antykobiecy, służący przez lata dowodzeniu tezy, że kobiety są gorsze? Jedyną możliwą strategią jest odkrywanie tego, że tekst ten nie jest tak jednoznaczny, jak sugerowałaby to pierwotna teza. Właściwie sama tradycja i biblijna, i postbiblijna mają w sobie elementy mizoginicznie, skrajnie antyfeministyczne, ale mają też w sobie coś innego, inny wymiar. To nie jest tylko wytrych – coś takiego, co ma być opozycją do patriarchalnego kościoła, by kobietom było lepiej. Nie, to ma służyć budowaniu czegoś takiego jak dość podstawowe doświadczenie religijne. Od samego początku analizujemy. Mamy historię upadku w raju, mamy Boga-stworzyciela, jest Adam, który nadaje imiona istotom żywym, jest Ewa, która zrywa owoc. W tym micie, przywołanym przez Katarzynę, rzeczywiście kobieta jest poddana mężczyźnie. Ale nie przypadkiem dla teolożek feministycznych ów opis stworzenia pojawia się jako drugi – po pierwszym opisie stworzenia, gdzie Bóg stwarza świat w sześć dni. Jest tu powiedziane, że Bóg stwarza człowieka na swój obraz i podobieństwo, i stwarza go jako mężczyznę i kobietę. W odniesieniu do Boga występują w Biblii też metafory kobiece, choćby jako karmiąca matka, szwaczka, miła niedźwiedzica karmiąca swoje dzieci (choć trzeba przyznać, że występują one statystycznie rzadziej niż metafory męskie). Można się zastanawiać, gdzie położyć nacisk. Jeśli kobiety chcą pozostać chrześcijankami, będą odkrywać ten wymiar kobiecości boskiej, płciowości kobiecej boskiej także na poziomie tekstu, który często jest im nieprzychylny i nieprzyjazny. Są jednak pytania, jakie stawiamy dalej. Ogólnie można powiedzieć, że są dwie drogi. Jedna, gdzie teolożki feministyczne pozostają w obrębie swoich kościołów i nawet nie chodzi tu o kościoły radykalne, protestanckie, ale także o chrześcijańskie. Druga, jak w przypadku Mary Daly, gdzie teolożka ta postawiła fundamentalne dla kobiet w chrześcijaństwie pytanie: skoro jest to religia zbawienia i soteriologia polega na tym, że Bóg wcielił się w człowieka, ale był on mężczyzną, to jak ten człowiek-Bóg może zbawić kobiety? Dając negatywną odpowiedź na to pytanie, Daly wycofała się poza obręb chrześcijaństwa. Ale inne teolożki i teolodzy mogą upierać się, że tak nie jest. Mamy odpowiednie fragmenty biblijne, gdzie podnoszona jest kwestia równości. Odzyskiwanie tych miejsc jest bardzo cenne, ponieważ kiedy odnoszą się do tego osoby wierzące, kobiety, to mimo utrudnień zmieniają one to, co się w kościele dzieje. Sytuacja kobiet 50 lat temu w katolicyzmie i teraz jest jednak trochę inna. To, że na uniwersytetach katolickiej teologii kobiety są profesorkami, to znaczna zmiana. Pięćdziesiąt lat temu nie było ani jednej profesorki. To zmienia trochę świat. Oczywiście abstrahując od teologii, dalej mamy problem władzy w kościele, przenikania nowej świadomości religijnej. Ale coś tu się jednak dzieje. Takie książki, jak omawiana, które nie doceniają, że kobiety mają doświadczenie religijne, także w islamie, są niezwykle szkodliwe i nie wykazują szacunku dla tych doświadczeń.

Po tej wypowiedzi Katarzyna Nadana spróbowała pewnej formy pośrednictwa, mediacji. Jakkolwiek badaczka zgodziła się z zarzutami przedstawionymi przez przedmówców, to na obronę książki stwierdziła, że przedstawia ona to, co dzieje się obecnie – jest więc reporterska. Jak zauważyła, współcześnie w obrębie islamu jest chyba najwięcej przemocy wobec kobiet, ale w „Dlaczego Bóg nienawidzi kobiet” są również rozdziały dotyczące aborcji w Polsce, mormonów w USA, ruchów neofundamentalnych w judaizmie. Odniosła się również do kwestii doświadczenia religijnego. Na początku zrobiła swoisty coming out, przyznając że doświadczenie religijne jest dla niej niezwykle istotne. Podkreśliła, że samo doświadczenie religijne jest to coś nieokreślonego i niewyrażalnego, nie musi być też pojedyncze. Dlatego gdy ktoś ma o nim mówić, to najłatwiej odnieść mu się do religii, którą zna, ma obok i upostaciować się w obrębie tej religii. Za najważniejszy argument, że emancypacja w obrębie religii jest niemożliwa i sprzeczna z samą ideą emancypacji, panelistka uznała fakt, że teologia feministyczna jest wtórna wobec feminizmu jako ruchu całkowicie laickiego w obrębie kategorii oświeceniowych.

Kobiety, które chcą zostać chrześcijankami, a jednocześnie starają się włożyć w religię emancypację, chcą z jednej strony wolności, a z drugiej religii, która tę wolność zawsze im odbierała. Próbują mediować między jednym a drugim, ale impuls przychodzi z zewnątrz. Pozazdrościły wyemancypowanym kobietom wolności i chcą ją mieć także w obrębie religii, więc zaczynają rozsadzać te zastane struktury. Sebastian Duda mówił o Mary Daly. Trzeba pamiętać, że ona zaczęła od reinterpretacji chrześcijaństwa, a skończyła na neopoganizmie. Chodzi o to, że następuje ten moment, gdy doświadczenie religijne musi się zmagać z instytucjami religijnymi, opresyjnymi względem kobiet, z wierzeniami i dogmatami, które legitymizują władzę mężczyzn nad kobietami.

W odpowiedzi na to Sebastian Duda zauważył, że to, co mówi panelistka, jest charakterystyczne dla feminizmu drugiej fali. Jak jednak podkreślił, obecnie sytuacja w kościele wygląda zupełnie inaczej. Jako przykład nowego typu struktury religijnej badacz podał fawele brazylijskie, gdzie kobiety tworzą struktury antyprzemocowe. Panelista stwierdził, że jeżeli szanuje się to, że ktoś może mieć doświadczenie religijne jakkolwiek rozumiane, to wówczas najlepszym sposobem na prowadzenie akcji np. antyprzemocowych jest wyjście z obrębu religii i używanie kategorii tekstów źródłowych itp.

Jeżeli argument biblijny może wstrzymać przemoc w obrębie kościoła, to należy go użyć. I będzie to pierwszorzędny argument, dużo lepszy niż wszelkie dyskursy emancypacyjne pozareligijne.

Feminarium zakończyły liczne pytania od publiczności i burzliwa dyskusja dotycząca struktur religii, przemocy w jej obrębie, a także strachu przed wpadnięciem w pułapkę islamofobii. Wspólnie szukano odpowiedzi, jak przeciwstawiać się przemocy względem kobiet w islamie, ale unikać dyskryminacji ze względów religijnych.

Feminarium zorganizowała Fundacja Gender Center. Projekt współfinansuje m.st. Warszawa – Dzielnica Sródmieście.

 

Tekst – Ewa Serafin