Czarne Polki. Marginesy polskiego feminizmu – relacja

„Czarne Polki. Marginesy polskiego feminizmu” to tytuł lutowego feminarium, zorganizowanego przez Fundację Gender Center, Instytut Badań Literackich PAN oraz Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Punktem wyjścia do moderowanej przez dr Macieja Dudę dyskusji była książka bell hooks „Teoria feministyczna. Od marginesu do centrum”. W spotkaniu udział wzięły: dr Joanna Bednarek (Pracownia Pytań Granicznych UAM), dr Karolina Krasuska (Ośrodek Studiów Amerykańskich UW) i dr Katarzyna Szumlewicz (Instytut Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji UW).

W ramach wprowadzenia do spotkania Maciej Duda przybliżył postać bell hooks, przedstawił jej książkę oraz zarysował kontekst, w jakim książka powstała.

bell hooks, czyli Gloria Jean Watkins, urodziła się w 1952 roku. Jest Amerykanką, feministką, pisarką, poetką i autorką doktoratu o Toni Morrison. (…) W Polsce bell hooks znamy głównie z kilku artykułów, m.in. z „Postmodernistycznej czerni”, która ukazała się w wydanym przez Universitas zbiorze „Kultura, tekst, ideologia. Dyskursy współczesnej amerykanistyki”, oraz z tekstu „Margines jako miejsce radykalnego otwarcia”, który został przetłumaczony i opublikowany w miesięczniku „Literatura na Świecie”. W 2013 roku ukazała się „Teoria feministyczna”, czyli zbiór 12 esejów, o których będziemy dziś rozmawiać. Cała książka jest bardzo polemiczna, ale główną oś polemiki stanowi wydana 20 lat wcześniej „Mistyka kobiecości” Betty Friedan. W 1963 roku Betty Friedan przeprowadziła ankietę wśród swoich koleżanek z college’u. Wynikło z niej, że mimo tego, iż ankietowane panie są wykształcone, zamężne, mają dzieci i mieszkają w domach na przedmieściach, to jednak czegoś im brakuje. Ankieta odsłoniła pewien nienazwany problem. Lekarstwem na ten problem Friedan chciała uczynić wyjście z domu i pójście do pracy, czyli zrobienie tego, co robią mężczyźni. Jest to lekarstwo związane z wykładnią feminizmu liberalnego i oznacza, że żeby się wyzwolić, upodmiotowić i zyskać władzę, trzeba podążać w kierunku takim, który dotychczas w tym systemie dominuje, czyli w stronę mężczyzny. W swojej odpowiedzi z 1984 roku bell hooks pisze o tym, że to nie tylko pleć stratyfikuje nas społecznie. Mamy także rasę, klasę, seksualność. To wszystko u Betty Friedan zostało przegapione. (…) bell hooks pokazuje, że to, co dla białych kobiet z klasy średniej jest wyjściem z opresji, wcale nie jest wyjściem z opresji dla kobiet czarnych. Czarne kobiety pracują całe życie, więc one będą myślały raczej w odwrotnym kierunku. Wolałyby spełniać swoje marzenia, siedząc w spokojnym domu, nie mając problemów ekonomicznych, mogąc utrzymać rodzinę i będąc z dziećmi, a nie z tego domu uciekając.

Po wstępie Macieja Dudy tytuł spotkania rozszyfrowała Karolina Krasuska

Czy jest wśród nas czarna Polska? Nie widać, a jeśli mówimy o czarnej myśli feministycznej i o czarnym feminizmie, to w ten sposób czerń tam najczęściej występuje – rozpoczęła Krasuska. Istnieją różne formy dyskryminacji krzyżowej, nie tylko ze względu na płeć, ale także z uwagi na inne kategorie. Ewa Majewska zaznacza w swoim wstępie, że dyskryminacja klasowa może być podobna do rasowej. Można np. mówić o urasowieniu klasowości robotników. Jednak analogie te mają w sobie tyle potencjału wyzwoleńczego, co potencjału do zakrywania. Dobrym przykładem może być John Lennon, który w 1972 roku śpiewał o kobiecie jako o „czarnuchu świata”, zamazując tym samym obecność czarnych kobiet jako przedmiotów opresji. Tytuł „Czarne Polki. Marginesy polskiego feminizmu” z jednej strony ma więc skłaniać do refleksji nad tym, jakie podziały mogą występować we współczesnej Polsce, ale także nad tym, jak funkcjonują czarnoskóre Polki. Czy są obecne jakkolwiek inaczej niż ozdóbki, np. telewizyjne? Zasadnicze pytanie brzmi więc, co zrobić i jakie strategie przyjąć, by doświadczenie czarnych kobiet w Stanach Zjednoczonych miało możliwość wybrzmienia.

W dalszej części swojej wypowiedzi Krasuska mówiła o bell hooks jako jednej z reprezentantek czarnego feminizmu, polemizującej z Betty Friedan, ale też podkreślającej fakt niezauważania czarnych feministek przez feministki białe. hooks twierdziła m.in., że współczesna myśl feministyczna jako niewychodząca od doświadczenia czarnych kobiet nie jest jej myślą i dla tego nie będzie szukać w niej miejsca dla siebie. Jako kobietystka za punkt wyjścia uznała nie płeć, ale tożsamość rasową/etniczną.

Dla mnie kontekstem dla bell hooks jest nie tylko Betty Friedman – zaczęła Katarzyna Szumlewicz. bell hooks polemizuje z mnóstwem innych koncepcji w obrębie feminizmu, np. z siostrzeństwem. bell hooks mówi o tym, że dla czarnych kobiet wizja wyjścia z izolowanych przestrzeni domu i budowania świadomości jest absurdalna. Tak samo jak wyzwolenie widziane poprzez wejście na rynek pracy. Czarne kobiety od dawna są na rynku pracy. (…) hooks wypowiada się także przeciwko feminizmom antyrodzinnym i separatystycznym, zgodnie z którymi kobiety mają razem budować społeczność. hooks jest mocno przeciwna takiemu utopijnemu myśleniu, zgodnie z którym to, co stworzą kobiety, będzie lepsze.

A ja w ogóle nie uważam by hooks była przeciwniczką siostrzeństwa – nie zgodziła się z Szumlewicz Joanna Bednarek. Ja nie czytam tej książki jako konfrontacyjnej, a raczej jako głos na rzecz złożoności. Ta książka jest z 1984 roku, a zawiera bardzo wyrafinowane stanowisko mówiące o tym, że nie tylko rasa czy klasa są ważne, i nie tylko praca kobiet jest ważna, ale że to wszystko razem jest ważne. hooks świetnie też opisuje sposób, w jaki wszystkie te kategorie są ze sobą powiązane.

Ja bym się nie do końca zgodziła – stwierdziła Szumlewicz. Jak twierdzi hooks, siostrzeństwo opiera się na wspólnej wiktymizacji, w dodatku wiktymizacji osób najbardziej uprzywilejowanych i to jest mocno konfrontacyjne, ale też niesprawiedliwe, ponieważ trudno odmówić krzywdy białym kobietom – nawet tym z klasy średniej. W ówczesnym społeczeństwie, co dobrze zauważyła Friedan, były one traktowane jak dzieci lub jakieś bardzo ładne laleczki. Oczywiście bell hooks chodzi o coś innego – o paternalizm i oświeceniowe mówienie w czyimś imieniu, na co się nie zgadza, pokazując, że ta pozycja jest inna.

Może jestem naiwny, ale mi się to wszystko zgadza – powiedział włączając się do dyskusji Duda. Ta konfrontacyjność, wylanie z siebie tego problemu, czyli też rozbrojenie pewnej bomby, jest po to, żeby jednak wprowadzić różnorodność siostrzeństwa. Ponieważ jeśli chcemy doprowadzić do zmiany, to ta różnorodność będzie ważna w naszej komunikacji siostrzanej.

Wyłuskane podczas pierwszej części spotkania problemy prowadzący skierował na kontekst polski. Jak kontekst rasy, o którym mówi bell hooks, możemy badawczo wykorzystać w Polsce? Czy w ogóle możemy? – pytał.

Nie wiem, czy możemy wykorzystać problem rasy, ale z pewnością możemy wykorzystać wschodniość – naszą i naszych wschodnich sąsiadów – odpowiedziała Szumlewicz. Bo czym jest ta wschodniość w kontekście transformacji? Tym, co trzeba wyrugować, ponieważ mamy być feministkami zachodnimi. Ta wschodniość, kojarzona z osobami, którym transformacja się nie przysłużyła, w tym osobami płci żeńskiej, przestaje być widzialna. Do tego dochodzi fakt, że pracę, którą wykonywały w Stanach Zjednoczonych i nadal wykonują kobiety czarne, u nas wykonują kobiety ze wschodu. To jest oczywiście jeden z tropów, ale bardzo nośny. Bo czy kobieta w Polsce jest słabym pięknym przedmiotem wygrzewającym się na otomanie? Nie. W Polsce kobieta jest silna tak, jak w tej czarnej społeczności. W Polsce kobieta w ogóle nie jest w pozycji kogoś na piedestale, kto jest traktowany jako osoba niezwykle krucha, delikatna, którą trzeba zamknąć w domu i obronić. bell hooks postuluje dostrzeżenia tego, że kobiety nie są w sytuacji ofiary i pasywnego doświadczania jakiejś krzywdy. I to jest w Polsce bardzo aktualne.

bell hooks bardzo trafnie pokazuje, że rasa i klasa nigdy nie były kategoriami rozdzielnymi – mówiła Bednarek. To nie zawsze było widoczne. Czasem mówiło się o rasie jako o rasie, zapominając o wymiarze klasowym, o tym, że dyskryminacja rasowa i klasowa w dużej mierze się pokrywają w kontekście amerykańskim. Tak naprawdę nawet kiedy mówimy o populacjach białych czy europejskich, to w XIX wieku mieliśmy do czynienia z czymś takim jak urasawianie klas niebezpiecznych. Dyskurs biopolityczny właściwie cały czas uderza w te tony – biedni się za dużo rozmnażają, nie są w stanie wychowywać swoich dzieci, dochodzi do degeneracji rasy… Ta figura degeneracji rasy odegrała ważną rolę, a w konsekwencji doszło do rozwiązań, które nieraz były pozytywne, jak kontrola urodzin, popularyzowanie wiedzy o rozmnażaniu, ale z drugiej strony prowadziły do patologizowania kobiecej seksualności czy sterylizowania tych, którzy uznawani byli za najbardziej niepełnowartościowe jednostki. Tak więc dyskurs rasistowski i klasistowski splatają się ze sobą właściwie od początku. I kiedy się mówi współcześnie o wykluczonych czy o biednych, to ten dyskurs właściwie cały czas się pojawia. I można by powiedzieć taką hipotezę, że dopóki będzie trwał kapitalizm, który będzie produkował te klasy wykluczone, to rasizm cały czas będzie tego swoistym cieniem.

Klasa i rasa są w Stanach niesamowicie powiązane – włączyła się Krasuska. Bardzo ważny był moment, w którym przestano mówić tylko o tym, jakie są reprezentacje i jakie są obrazki pojawiające się w tym temacie, a zaczęto mówić o dyskryminacji strukturalnej. Moment, kiedy bycie białym zaczęło być obejmowane badaniami społecznymi, kiedy zaczęto badać to, jak prawo działa na rzecz białych, a nie tylko jak to było przedstawione w filmach w ciągu dziesięcioleci. I to łączy się z kwestią urasawiania, która ma często właśnie ten wymiar przedstawiania. I w ten sposób jest analogią, która działa tylko częściowo. Np. Irlandczycy, którzy w dużych ilościach pojawili się w Stanach, zaczęli być przedstawiani na obrazkach jako osoby z ciemniejszą skórą. I ta analogia w pewien sposób działa, ale pytanie jest, co nam pokazuje, a co zakrywa.

bell hooks mówi także explicite o tym, że nie można walczyć jedynie z postawami, czyli z tym, czy ktoś jest rasistą czy nie – mówiła Szumlewicz. W ogólnej hierarchii nie jest to bowiem tak ważne. Dlatego walczyć musimy z całym systemem, który ustawia to tak, a nie inaczej. hooks wprowadza rozróżnienie pomiędzy walką z dyskryminacją a walką z uciskiem. Ucisk jest obiektywny, dyskryminacja – jako nietolerancja i pewne stereotypowe obrazki – jest w głowie. Jeśli podważymy ogólną strukturę ucisku, to w głowach też się zmieni. Nie tak szybko, może będzie jakiś backlash, ale jednak te wizerunki z czegoś powstają – nie są złą wolą, np. kogoś, kto nie lubi czarnych.

Temat urasawiania pojawiał się w czasie spotkania jeszcze kilkukrotnie. Podobnie jak kwestia rynku pracy i zajmowania go przez kobiety w ramach emancypacji. Jednym z głównych tematów ostatniej części spotkania były jednak polskie feminizmy oraz kwestia tego, kto w Polsce po 1989 roku może być feministką i kto może polski feminizm reprezentować – czy też popierać, zgodnie z myślą bell hooks, że popieranie feminizmu jest bezpieczniejsze od utożsamiania się z nim, bo wtedy dochodzi do dyskusji tożsamościowych. Na krótko przed oddaniem głosu publiczności elektryzująca okazała się także kwestia godzenia przez kobiety obowiązków zawodowych z prywatnym, a także sytuacja mężczyzn. W kończących spotkanie pytaniach ze strony publiczności powrócono do tematu konstrukcji męskości i docenienia pracy kobiet przez społeczeństwo. Dopytywano także o charakter i status rodziny, o którą upomina się bell hooks, oraz o aktualność jej książki.

 

Tekst – Grażyna Latos