Solistki – rewizja. Wokół antologii poezji kobiet 1989-2009 – relacja

solistki1.jpg10 grudnia w Instytucie Badań Literackich w Warszawie odbyło się spotkanie: Solistki – rewizja. Wokół antologii poezji kobiet 1989-2009. W debacie wokół nowowydanego tomiku udział wzięły redaktorki książki: Maria Cyranowicz, Joanna Mueller i Justyna Radczyńska oraz, pisząca o Warszawie w prozie kobiet przełomu XIX i XX wieku, doktorantka w IBL PAN: Małgorzata Buthner-Zawadzka. Dyskusję moderowała Agnieszka Mrozik.

„Solistki” są książką bardzo ważną, nie tylko jako wydarzenie artystyczne, czy literackie, ale także jako gest polityczny, i nie tylko dlatego, że jest to książka jubileuszowa – mówiła Agnieszka Mrozik. Mam wrażenie, że tym gestem politycznym jest użycie określenia „antologia poezji kobiet”.

Mniej więcej piętnaście lat temu przez media przetoczyła się dość burzliwa dyskusja o literaturze kobiet, czy literaturze kobiecej, poezji kobiet, poezji feministycznej itd., a jednak wciąż musimy się tłumaczyć z tego, czym jest ta poezja kobiet. Wciąż pojawiają się żądania zdefiniowania. Z jednej strony, skoro ta dyskusja już się odbyła można by pomyśleć, że nie ma sensu do niej wracać. Z drugiej strony, skoro wciąż  pojawiają się te same pytania myślę, że ten sens jednak jest. Dlatego zanim pójdziemy dalej i zanim postawię nowe pytania wrócę do tego, dlaczego „antologia poezji kobiet?” i dlaczego ciągle musimy się tłumaczyć z tej kategorii? A jeśli musimy się tłumaczyć, to może trzeba z niej zrezygnować? – pytała prowadząca spotkanie.

W ramach wprowadzenia do dyskusji nad antologią poezji kobiet Małgorzata Buthner-Zawadzka przybliżyła kategorię literatury kobiecej opowiadając o tym, w jaki sposób myślano o niej wcześniej.

solistki3.jpgW XIX wieku, gdy takie kobiety jak Orzeszkowa pisały i były akceptowane także w gronie męskich krytyków, bardzo często pojawiały się stwierdzenia, że mają męski umysł, czy męską głowę. Były dowartościowane, ale trzeba było coś zrobić z ich kobiecością, więc bardzo często przypisywano im atrybuty „męskie”: rozumu, logiki, umiejętności pisania o problemach społecznych, czy politycznych. Gdy pojawiły się takie pisarki, jak Zapolska, krytycy zaczęli mówić o babach wywlekających swoje okropności. Pojawiła się m.in. metafora puszki Pandory, z której mogą wysypywać się różne wstrętne rzeczy. Dlaczego? Dlatego, że Zapolska jeszcze bardzo nieśmiało, jakbyśmy dziś powiedzieli, ale jak na jej czasy bardzo odważnie zaczęła pisać o kobiecym ciele, o takich problemach jak prostytucja, o zarażaniu żon przez mężów chorobami wenerycznymi. Dyskusja o literaturze kobiecej, tak naprawdę na poważnie, zaczęła się w dwudziestoleciu międzywojennym, zwłaszcza w drugim dziesięcioleciu, kiedy wiele pisarek pisało świetne powieści, wiersze, zdobywało nagrody. Zaczęto zauważać je same i to, że są czytane. Nie zastanawiano się jeszcze nad tym czy pojęcia literatury kobiet i literatury kobiecej oznaczają coś innego. Te pojęcia były wówczas tożsame. W dyskusji głos zabierało wielu krytyków i niektórzy byli bardzo przychylni, pisząc m.in. o zalewie pisania kobiecego. Ciekawy był głos Ireny Krzywickiej, która dziś uznawana jest za feministkę, a która niekoniecznie solidaryzowała się z własną płcią, nie zawsze będąc lojalną w stosunku do swoich koleżanek po piórze. Krzywicka napisała tekst „Jazgot niewieści, czyli przyrost stylu”, w którym atakowała swoje koleżanki (wyłączając Marię Pawlikowską-Jasnorzewską, którą bardzo ceniła) za to, że nadużywają metafor, że piszą emocjonalnie. W sobie właściwym stylu pisała, że siorbią, ciumkają itd. Gdy nastąpiła cezura wojenna o tej sprawie właściwie przestano mówić a pojęcie literatura kobieca było zarezerwowane dla produkcji spod znaku harlequina. Kiedy zaczęła się myśl feministyczna zaczęto rozdzielać pojęcia literatura kobieca i literatura kobiet. Badaczki doszły do wniosku, że nie każda literatura kobiet, czyli nie każda literatura autorstwa kobiet, jest literaturą kobiecą. Bardzo ważny był głos Grażyny Borkowskiej, która w „Tekstach drugich” w artykule „Literatura kobieca, czyli metafora drożdży” pisała, że literatura kobieca to ta, w której podmiot ujawnia swoją płciowość (niekoniecznie musiała być to literatura pisana przez kobiety). Inne zdanie miała Ewa Kraskowska, która pisała o literaturze kobiecej, jako o konwencji, czyli takiej literaturze, która odwołuje się do somatyzmu, do spraw ciała, do kwestii socjalizacji kobiety, która jest zupełnie inna niż socjalizacja mężczyzny, do sfery codzienności, np. kuchni, czy szycia, a więc tematów tradycyjnie wiązanych z kobiecością. Kolejny ważny głos należał do Anety Górnickiej-Boratyńskiej, która na przykładzie prozy międzywojennej, pokazywała, że literatura kobieca, to taka, w której narrator/ka utożsamia się z kobietami, reprezentuje kobiecy punkt widzenia. I tak, do czasu, gdy część badaczek uznała, że nie chce się w nie dalej wikłać, kategorie te funkcjonowały rozdzielnie. Później Grażyna Borkowska odeszła od kategorii literatury kobiecej, natomiast Ewa Kraskowska zajęła się nie tyle pisarką jako kobietą, co czytelnikiem, jako kobietą – zakończyła Małgorzata Buthner-Zawadzka.

solistki2.jpgPo wprowadzeniu głos został przekazany redaktorkom publikacji, które kontynuowały wątek definiowania pojęć literatura/poezja kobiet, zastanawiając się także nad tym, dlaczego należy, czy dlaczego niektórzy domagają się tego, by, je definiować.

Jak pytasz, dlaczego my wciąż musimy się z tego tłumaczyć?, to nie mam pojęcia. Podejrzewałam, że będziemy musiały się z czegoś tam tłumaczyć, ale spodziewałam się zupełnie innych pytań – mówiła Joanna Mueller. Mam zresztą wrażenie, że nic nowego nie powiedziałyśmy recenzentowi, bo właściwie każda nowa recenzja, którą przeglądamy jest podobna – pojawiają się te same, sztandarowe nazwiska. Mam nadzieję, że czytelnikowi powiedziałyśmy więcej. Ja dzięki pracy nad tą antologią przeczytałam mnóstwo świetnych tomików poetek, o których nie słyszałam, lub których słyszałam nazwiska, ale nigdy nie sięgnęłam do tomików.

W podobny sposób o pracy nad antologią jako o swoistym badaniu i odkrywaniu mówiła Maria Cyranowicz, którą w momencie przystępowania do projektu, ciekawiło to, czy we współczesnej poezji zobaczy takie głosy kobiece, które opisują rzeczywistość z perspektywy stricte kobiecej, gdzie płeć i ciało są bardzo ważne, i gdzie doświadczenia uwarunkowane biologicznie, a przede wszystkim kulturowo, są eksponowane.

Po tej antologii a także po rozmowach wokół niej mam takie wrażenie, że poezja kobiet jest w tyle poza innymi dziedzinami sztuki, tak jak poezja w ogóle jest w tyle, jeśli chodzi o poruszanie jakiś problemów i motywów współczesnych. Na tę antologię patrzę więc trochę, jak na swego rodzaju odrobienie czasu – mówiła Maria Cyranowicz.

Justyna Radczyńska mówiła z kolei nie tyle o odrobieniu czasu, co o zapełnieniu pewnej pustki. W Bibliotece Narodowej zasoby poetyckie są w 40% autorstwa kobiet, w związku z czym nieobecność kobiet na polskiej scenie poetyckiej (a form istnienia na tej scenie jest bardzo wiele) wydaje się absolutnie skandaliczna – mówiła poetka. Myślę, że osoby, które zajmują się literaturą, badaniami genderowymi, czy feministycznymi, nie mają pojęcia do jak skandalicznych pominięć w środowisku poetyckim dochodziło i dochodzi. Podam przykład. W zeszłym roku we Wrocławiu odbył się młodoliteracki festiwal, podczas którego wystąpiło 22 mężczyzn i ani jedna kobieta. Takich przykładów mogłabym podać sto. Jeśli chodzi o polską scenę poetycką jesteśmy w XIX wieku. Dlatego ten nasz gest, jest gestem podstawowym. Możemy się zastanawiać, czym ta literatura jest, ale przede wszystkim trzeba skierować na nią światło – zakończyła Radczyńska, której przytaknęły także pozostałe panelistki.

O ile badaczki, o których wcześniej mówiłam, mogły się spierać, czy należy mówić o literaturze kobiet, czy kobiecej, o tyle żadna z nich nie miała wątpliwości, że taka literatura powinna być pisana, wydawana i doceniana. Przeciwnicy tworzenia antologii, czy też wystaw twórczości kobiecej często posługują się takim argumentem, że przecież nasze pisanie nie zależy od naszej płci biologicznej. Oczywiście, ale ze względu na płeć, klasę, orientację seksualną, narodowość, czy religię mamy różne doświadczenia. Myślę, że zebranie w tomie „Solistki. Antologia poezji kobiet 1989-2009″ wierszy 41 kobiet odpowiada nam na pytanie jakie są doświadczenia kobiet żyjących w Polsce po 1989 roku. I to jest bardzo ważne pytanie i ważna odpowiedź – mówiła Małgorzata Buthner-Zawadzka.

Kwestia doświadczenia, przy której zatrzymała się na moment dyskusja, rzeczywiście wydaje się znacząca. Jak zwróciła uwagę Agnieszka Mrozik, wydawanie podobnych antologii np. w Stanach Zjednoczonych jest czymś powszechnym. Tomy poświęcone literaturze kobiet, literaturze Afroamerykanek, lesbijek, czy afroamerykańskich lesbijek są często bardzo obszerne i popularne a ich obecność nikogo nie dziwi.

Odchodząc od pytania o to, dlaczego „antologia poezji kobiet” dyskusja podążała w stronę pytania kolejnego. Dlaczego „solistki”?

W rozmowie, która zamieszczona jest na końcu książki, mówicie, że solistki stoją w opozycji do chóru. Rozumiem, że poetki biorące udział w tym przedsięwzięciu chcą przestać być chórem dla męskich solistów? – pytała Agnieszka Mrozik.

Ten tytuł jest raczej diagnozą a nie postulatem – odpowiadała Maria Cyranowicz przytaczając fragment tekstu Ingi Iwasiów: „co oznacza bycie solistką? Skazę, wadę, przekleństwo, przeznaczenie? Siłę, wybór, decyzję, autonomię?”. Ten tytuł jest dwuznaczny. Z jednej strony one mają zaistnieć, z drugiej strony to istnienie widzimy w taki sposób, że są spychane i ignorowane – mówiła Cyranowicz. Czy dobrym rozwiązaniem tej sytuacji nie byłoby w takim razie stworzenie kobiecego chóru? – zastanawiała się prowadząca. Ten chór to jest właśnie to – odpowiedziała jedna z redaktorek wskazując na antologię.

Kwestie chóru i solistek, indywidualizmu i zaangażowania pobudziły wiele zgromadzonych na sali osób, wśród których znalazły się m.in.: Agnieszka Wolny Hamkało, Bernadetta Darska, Ewa Dąbrowska-Szulc, Barbara Limanowska i Katarzyna Szumlewicz. Nieco przed godziną 20:00 burzliwa dyskusja przeplatana odczytami fragmentów recenzji zakończyła oficjalną część spotkania. Dalsze rozmowy przeniosły się do kuluarów.

Tekst: Grażyna Latos
Zdjęcia: Ewa Dąbrowska-Szulc