Płeć w wielkim mieście – relacja ze spotkania wokół Krakowskiego Szlaku Kobiet

6 lutego Warszawie, w ramach cyklu około literackich spotkań Feminaria, odbyła się dyskusja pt. „Płeć w wielkim mieście. Wokół Krakowskiego Szlaku Kobiet”. W zorganizowanej przez Podyplomowe Gender Studies im. Marii Konopnickiej i Marii Dulębianki oraz Podyplomowe Studia Judaistyczne IH UW debacie udział wzięły: dr Jolanta Żyndul (UW), Natalia Sarata (Fundacja Przestrzeń Kobiet) oraz Katarzyna Czerwonogóra (Żydowskie Stowarzyszenie Czulent). Spotkanie poprowadziła Małgorzata Büthner-Zawadzka (doktorantka IBL PAN). Punktem wyjścia dla dyskusji była wydana pod redakcją Ewy Furgał publikacja „Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie emancypantek”.

Po krótkiej prezentacji książki Małgorzata Büthner-Zawadzka oddała głos gościniom, które pytała o to, czy poszukiwanie śladów kobiet w mieście przypomina żmudną pracą archeolożki, czy może wystarczy jedynie uwaga w wypatrywaniu tego, co choć zwykle jest ignorowane, to znajduje się na każdym kroku.

przewodniczka4.jpgTo na pewno zależy od tego, których kobiet się szuka. Bardzo łatwo jest znaleźć w Krakowie świętą Annę, trudniej Zofię Ameisenową. To też zależy kto szuka i jakim okiem patrzy, co chce znaleźć, o czym pamięta a o czym zapomina. Jeśli się spojrzy na nazwy ulic w Krakowie, ale też w innych miastach, to imion kobiet jest bardzo niewiele. Podobnie jeśli chodzi o tablice pamiątkowe. Jeszcze mniej śladów kobiet znaleźć można w przypadku budynków, w których kobiety działały, były aktywne i w których się spotykały – mówiła Natalia Sarata.

Czy te ścieżki kobiece, które panie odkryły w Krakowie, pokrywają się ze znanymi szlakami turystycznymi? – pytała prowadząca spotkanie.

Ścieżek tych nie ma w przewodnikach, choć często pokrywają się ze szlakami, to jednak nieświadomie. Bardzo często są to miejsca w ścisłym centrum – okolice rynku, Szewska, Karmelicka, Poselska. Są to miejsca, na które można patrzeć, jako na przykłady wybitnej architektury XV, XVI czy XVI wiecznej (w zależności od konkretnego budynku) i nie mieć pojęcia o żyjących w nich kobietach. Miasto nie stara się zachowywać tych śladów, nie pokazuje ich. Mamy masę nazw ulic i pomników, które przywołują pamięć o mężczyznach, a o kobietach nikt nie pamięta – odpowiadała Natalia Sarata.

przewodniczka.jpgKiedy się idzie na cmentarz żydowski w Warszawie, warto zwrócić uwagę na umieszczoną przy wejściu tablicę. Jest tam około 100 nazwisk osób, które warto odwiedzić. Poza Estelą Kamińską nie ma tam żadnej kobiety. W badaniach historycznych w Niemczech i w Stanach Zjednoczonych, temat kobiet jest bardzo silnie obecny. W polskich badaniach jeszcze tego nie widać. Inną kwestią jest także sposób, w jaki główna narracja historyczna przyjmuje te cząstkowe ustalenia. Kiedyś nikogo nie dziwiło to, że w monografii miasteczka, w którym mieszkało 60% Żydów, nikt o Żydach nie wspomniał. Teraz, coś takiego jest nie do pomyślenia. W niektórych dziedzinach podobnie jest również w przypadku kobiet. Jeśli ktoś pisze np. o bundzie, to nie może nie napisać o kobietach. Już zupełnie inaczej wygląda to w przypadku syjonistów, czy ortodoksów, gdzie kobiety pominąć można dużo łatwiej – mówiła Jolanta Żyndul.

W przypadku Żydów bardzo ważna jest kwestia metodologii. Jeśli chodzi o historię kobiet, to musimy zmienić podejście. Opieranie się na oficjalnych źródłach już nie wystarcza, ponieważ one o kobietach wspominają bardzo niewiele. Bardzo często musimy się odwoływać do pamiętników, dzienników, wspomnień rodzinnych, czy fotografii. Ważna jest tu także kwestia języka. Językiem kobiet żydowskich był jidysz, który dziś jest językiem praktycznie martwym. W  związku z tym, że badacze się nim nie posługują dotarcie do źródeł na temat kobiet jest utrudnione – mówiła Katarzyna Czerwonogóra.

Czy możemy mówić o wspólnym doświadczeniu kobiet w wielkich miastach, czy też takie czynniki jak narodowość, pochodzenie społeczne, pochodzenie etniczne, klasa, czy orientacja seksualna zupełnie to doświadczenie różnicują? – pytała Małgorzata Büthner-Zawadzka.

przewodniczka1.jpgPatrząc z perspektywy żydowskiej na pewno różnicują. Getto, sztetl, to jak była ustawiona przestrzeń miejska ze względu na pochodzenie etniczne, bardzo mocno wpływało na doświadczenie tej przestrzeni. Drogi kobiety żydowskiej, czy kobiety polskiej mogły się w ogóle nie spotkać. Myślę, że także doświadczenia Żydówek w mieście były bardzo zróżnicowane – mówiła Katarzyna Czerwonogóra.

Kiedy się patrzy na społeczność żydowską przed wojną w Polsce, można wymienić trzy rodzaje obcowania z przestrzenią: Żydzi mieszkający na wsi, Żydzi mieszkający w sztetlu i Żydzi w dużym mieście. Podział ten dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Jeśli chodzi o Żydów mieszkających na wsi, to wiadomo, że pozostawali oni w bardzo dobrych, mocnych i wielopłaszczyznowych stosunkach z miejscową ludnością. Drugi rodzaj, to oczywiście duża separacja a trzeci, to sytuacja, w której separacja jest przełamywana. Oczywiście każdy z tych ogólnych obrazów można kwestionować pojedynczym przykładem. W marcu 1936 roku doszło do krwawych zajść w Sztetlu pod Kielcami. Zginęli Polacy i Żydzi, po obu stronach byli ranni, był proces sądowy i bardzo duże napięcie pomiędzy społecznościami, jednak po miesiącu, czy dwóch okazało się, że wszystko zaczyna wracać do stanu sprzed tych zajść. Było to zasługą kobiet, które, z jednej strony, potrzebowały kupić jajka od chłopek przyjeżdżających na targ, a z drugiej, różne inne produkty, którymi handlowali Żydzi. Bili się mężczyźni, ale ten konflikt musiały przełamać kobiety – mówiła Jolanta Żyndul.

O przełamywaniu konfliktów i stereotypów, o języku jidysz, a także m.in. o drugiej części przewodniczki po Krakowie i projekcie przewodniczki warszawskiej rozmawiano w drugiej części spotkania, które zakończyły pytania, uwagi i refleksje ze strony licznie przybyłej publiczności.

Tekst: Grażyna Latos
Zdjęcia: Łukasz Tyborowski