Kto się boi Lisbeth Salander? Wokół trylogii „Millennium” Stiega Larssona – relacja

Feminaria_07_01_10aW czwartek 7 stycznia w Instytucie Badań Literackich PAN w Warszawie odbyło się kolejne feminarium (pierwsze poświęcone literaturze popularnej) zatytułowane: „Kto się boi Lisbeth Salander? Wokół trylogii Millennium Stiega Larssona”. W dyskusji udział wzięły/li: prof. Ewa Kraskowska (UAM), dr Elżbieta Korolczuk (Södertörns högskola, Sztokholm) oraz Bartosz Machalica (Tygodnik „Przegląd”). Spotkanie poprowadziła Agnieszka Mrozik (IBL PAN).

Otwierająca spotkanie Agnieszka Mrozik rozpoczęła od refleksji nad popularnością autora „Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet”, „Dziewczyny, która igrała z ogniem” oraz „Zamku z piasku, który runął”. Zastanawiając się nad przyczynami poczytności trylogii, moderatorka pytała o to, czy powieści Larssona czytamy z czystej ciekawości poznawczej, chcąc dowiedzieć się czegoś o „szwedzkim raju”, czy może czytamy je ze złośliwym uśmieszkiem, odkrywając, że ten „raj” nie jest wcale takim ideałem (Larsson pokazuje kryzys państwa opiekuńczego), a może czytamy je apolitycznie, bez uwzględnienia kontekstu społeczno-politycznego, koncentrując się wyłącznie na sensacyjnej fabule?

Feminaria_07_01_10dWydaje mi się, że nie ma czegoś takiego jak recepcja Larssona w Polsce. Jest recepcja światowa. Cały świat czyta Larssona. To świadczy o bardzo dużej uniwersalności tej książki, która ma rozmaite źródła, także źródła typowo literackie: gatunek, konwencję, fabułę, konstrukcję postaci itd. Nie sądzę, byśmy czytali te książki w celach poznawczych, by dowiedzieć się tego, jak funkcjonuje państwo szwedzkie, dlatego że gdy spotykamy się z państwem szwedzkim empirycznie, to na zewnątrz jest ono całkowicie odmienne od tego, co przedstawia narrator Larssona – mówiła Ewa Kraskowska.

Myślę, że książki Larssona czytane są głównie dla wątku sensacyjnego i dwóch głównych postaci: męskiej i kobiecej. To, że te postaci są równorzędne, sprawia, że każdy może odnaleźć w lekturze coś dla siebie, coś, co nas bardzo interesuje. Obawiam się natomiast, że ta warstwa społeczno-polityczna jest gdzieś na marginesie popularnego czytania. O tym świadczą wypowiedzi na forach internetowych, np. na  amerykańskiej czy szwedzkiej stronie poświęconej Larssonowi, gdzie jest mnóstwo zachwytów, natomiast prawie w ogóle nie pojawiają się problemy społeczne, które pisarz porusza. Dlatego wątpię, by książka ta posłużyła do głębszego spojrzenia na kulturę szwedzką, a także na naszą kulturę, bo wiele elementów tam przedstawionych, np. problem przemocy wobec kobiet, dotyczy również innych krajów – mówiła Elżbieta Korolczuk.

Dlaczego ludzie czytają „Millennium”? Moim zdaniem czytają dlatego, że w Polsce od kilku lat trwa reaktywowana moda na czytanie kryminałów. W tym spora jest zasługa tygodnika „Polityka”, który tę modę rozkręcił, promując również skandynawskich autorów, przede wszystkich Henninga Mankella, co spowodowało, że kryminały skandynawskie zyskały dużą popularność i wielu fanów. Jeśli chodzi o to, czy ich odbiorcy czytają politycznie, czy apolitycznie, to na pierwszy rzut oka, w takim podstawowym odbiorze, na pewno apolitycznie – mówił Bartosz Machalica.

Wielu publicystów i publicystek feministycznych, ale nie tylko, przytacza Szwecję, czy w ogóle Skandynawię, jako model państwa, które jest m.in. bardzo przyjazne kobietom, podczas gdy u Larssona nie wygląda to tak różowo. Jak w takim razie mamy to odbierać? – pytała Agnieszka Mrozik.

Feminaria_07_01_10cPaństwo szwedzkie, nawet w stanie jakiegoś kryzysu, wciąż jest zdecydowanie lepiej zorganizowane, na pewno bardziej równościowe niż państwo polskie. Trzeba zachować pewien punkt odniesienia. To, że Larsson pisze o przemocy, oznacza, że jest to ogromny problem i być może jest on wciąż marginalizowany także w Szwecji, tyle tylko, że to marginalizowanie w szwedzkim kontekście wygląda zupełnie inaczej niż w polskim. W polskim kontekście nie mówi się po prostu o przemocy seksualnej czy domowej, dlatego że instytucje takie jak państwo czy kościół nie chcą się tym zajmować, uważają, że jak się coś zamiecie pod dywan i uda, że tego nie ma, to stworzy się wrażenie, że to rzeczywiście nie istnieje i nie będzie trzeba z tym nic robić. W kontekście szwedzkim jest inaczej, ponieważ tam istnieją pewne mechanizmy instytucjonalne i organizacje zajmujące się tego typu problemami, a mimo to ten problem wciąż istnieje. W związku z tym dochodzi do sytuacji, kiedy duża część społeczeństwa jest w stanie uznać, że skoro ten problem nadal istnieje, to znaczy, że nie my jako społeczeństwo musimy coś z nim zrobić, ale że jest to kwestia indywidualna. A więc to egalitarne społeczeństwo i to istnienie mechanizmów, które miały pomagać potencjalnym ofiarom, prowadzą do spychania problemów w sferę prywatną. Larsson mówi w związku z tym: nie, my jeszcze nie odrobiliśmy tej lekcji, żyjemy w świecie głęboko patriarchalnym i musimy to wszystko jeszcze raz przemyśleć, głębiej przerobić, ale nie odrzucić – odpowiadała Elżbieta Korolczuk.

Feminaria_07_01_10fWedług Bartosza Machalicy przy porównaniu Polski i Szwecji okazuje się, że mamy do czynienia z zupełnie inną skalą problemu. W dodatku, o ile w Szwecji coś uznawane jest za problem (i jako problem pojawia się u Larssona, który na niego wskazuje), o tyle w Polsce funkcjonuje to jako wszechobecna kwestia, którą nie zawsze sobie uświadamiamy i nie zawsze nazwalibyśmy problemem.

Wychodząca od problemów społeczno-politycznych, dyskusja w dalszej części spotkania oscylowała wokół samego Larssona oraz gatunku, który przyniósł mu tak wielką popularność.

Larsson, tak jak cały gatunek thrillera politycznego, wyrasta z tradycji amerykańskiego kryminału czarnego. To właśnie w czarnym kryminale chandlerowskim, hard-boiled fiction, wątki społeczne po raz pierwszy zaczęły odgrywać istotną rolę. Ja namiętnie czytam kryminały, które jednak różnie na mnie działają. Jedne czytam po to, by się zrelaksować, inne, by prześledzić cykl dochodzenia prowadzącego do rozwiązania zagadki. Prawdziwą szansą kryminału jest natomiast w mojej ocenie powaga. W Polsce całe pisarstwo kryminalne dryfuje w stronę jakiejś maniery. Jest taka grupa kryminałów komicznych, których nie cierpię, a których królową jest Joanna Chmielewska. Także kryminały Świetlickiego są manieryczne, idące w stronę chandlerowską, intertekstualną, będące jakimś pastiszem, kolejną wariacją na temat obranej konwencji. Myślę, że póki polska proza popularna z tym nie skończy, ma nikłe szanse przebicia się do poważnego czytelnika, za jakiego siebie uważam – mówiła Ewa Kraskowska.

Należy pamiętać, że Larsson ma na swoim koncie nie tylko działalność antynazistowską, ale także feministyczną. Sam określał się jako feminista. W 2004 roku ukazała się pod jego redakcją książka napisana wspólnie z Cecilią Englund dotycząca mordów honorowych. W książce tej pisarz zajmował się zarówno sprawą Kurdyjki zamordowanej przez swojego ojca po tym, jak zdecydowała się wyjść za mąż za mężczyznę spoza swojej grupy etnicznej, jak i szwedzkiej modelki zabitej w 2001 roku. Larsson pokazuje, jak potworne rzeczy dzieją się w społeczeństwach, które nazywamy „cywilizowanymi”. Jego sposób widzenia problemów kobiet czy całej sfery związanej z przemocą, wynika z tego, że zna te problemy, że brał udział w konkretnych działaniach, które możemy nazwać działaniami feministycznymi. W Polsce nie widzę takich pisarzy, publicystów, działaczy. Poza tym działalność feministyczna wciąż postrzegana jest jako przede wszystkim działalność kobieca. A szkoda – zakończyła Elżbieta Korolczuk, po czym głos przekazany został licznie zgromadzonej publiczności.

Przed „Millennium” było przynajmniej dziesięć (jeżeli nie piętnaście) lat bardzo radykalnej, kryminalnej literatury feministycznej, która nie jest znana w Polsce, ale jest to ten typ pisarstwa, z jakiego „Millennium” czerpie w sposób bardzo oczywisty, posiłkując się wątkami i sposobem opisu rzeczywistości. Dlatego sądzę, że wątku genderowego „Millennium” nie można czytać poza teorią radykalnego feminizmu, który znajduje się zarówno u pisarza, jak i w rzeczywistości społeczno-politycznej, którą on opisuje. Fascynujące jest także to, że tak naprawdę literatura feministyczna w dużym stopniu odnosiła się albo do utopii, albo opisywała sytuacje opresji bez wyjścia, gdzie kobiety były właściwie poza prawem i nawet pozytywne rozwiązanie zagadki kryminalnej nie dawało możliwości satysfakcji ani sprawiedliwości. U Larssona jest już inaczej. On opisuje pewną sytuację kraju, w którym, przynajmniej w teorii, prawa te są już zapewnione. Mówi o wypaczeniach, ale także o tym, że istnieje już pewna struktura prawna – mówiła Barbara Limanowska.

Czytelnicze doświadczenia publiczności oraz refleksje nad emancypacyjnym potencjałem trylogii zakończyły pierwsze w nowym 2010 roku feminaryjne spotkanie. Kolejne już w lutym.

 

Tekst: Grażyna Latos
Zdjęcia: Łukasz Tyborowski