Feminizm i władza. W stronę filozofii społecznej – relacja

feminizm-i-wladza8 października, w ramach cyklu społeczno-kulturalnych dyskusji Feminaria, odbyło się spotkanie pt. „Feminizm i władza. W stronę filozofii społecznej”. W toczącej się wokół najnowszej książki Ewy Majewskiej („Feminizm jako filozofia społeczna. Szkice z teorii rodziny”) debacie udział wzięła autorka publikacji, Jarosław Kuisz (WPiA UW) oraz Agnieszka Mrozik (IBL PAN). Zaprezentowany w książce przegląd teorii dotyczących wizji rodziny oraz ról przypisywanych ze względu na płeć, pokazuje, jak rodzina uwikłana jest w teorie władzy oraz jak hierarchia w rodzinie przekłada się na hierarchię w społeczeństwie – mówiła prowadząca spotkanie Agnieszka Mrozik. Książka pokazuje również, jak feministyczny aparat krytyczny działa w debacie i jak dekonstruuje teorie filozoficzne. Jak krytyka feministyczna może, lub nawet powinna się do nich odnieść.

11.JPGTo co wydaje mi się szczególnie cenne i istotne w publikacji Ewy Majewskiej, na co zwróciła uwagę także Agnieszka Mrozik, to unaocznianie we wspomnianych teoriach pewnych luk i pęknięć. Np. pęknięcia w teorii marksistów, którzy nie zauważyli zupełnie problemu nieodpłatnej pracy domowej kobiet.

Jarosław Kuisz docenił natomiast szczerość autorki, podjęty przez nią wysiłek „strzepania kurzu” z czasem nieco już zapomnianych teorii oraz wybranie formy eseju, który nie jest zbyt popularną formą pisania o historii filozofii a jest próbą zbliżenia się do czytelników. Jak powiedziała na spotkania Ewa Majewska – esej zachęca do myślenia, do samodzielnej pracy z tekstem.

3.JPGPo debacie panelistów przyszła kolei na pytania z publiczności. Uwagę przykuła okładka książki: matka z dwójką karmionych piersią dzieci. Patrząc na wykonane przez Livingstone zdjęcie, z jednej strony widzimy piękny obraz macierzyństwa, który budzić może przyjemne skojarzenia związane z troską, ciepłem, miłością, opieką, czy bezpieczeństwem. Patrząc na zdjęcie pod innym, bardziej krytycznym kątem, dostrzegamy, iż jedno z dzieci jest już dość duże, a mimo to wciąż uczepione jest swej matki. Czy tak już zostanie? Czy ta dwójka „pożerających” kobietę dzieci będzie na niej pasożytować już zawsze? Reasumując, okładka książki pokazuje ambiwalentny charakter relacji matka-dziecko. Do tego utożsamiane w Polsce z agresją słowo „feminizm” na tle łagodnej karmiącej kobiety – rodzaj performance’u, jak to określiła sama autorka. Myślę, że to świetny wstęp do świetnej feministycznej dekonstrukcji.

Relacja: Grażyna Latos
Zdjęcia: Ewa Dąbrowska-Szulc