Afryka, lewica, miłość i szaleństwo w „Złotym notesie” Doris Lessing – zapis dyskusji*

_g205444.jpgKatarzyna Nadana: Co jest Waszym zdaniem głównym tematem tej tak bardzo obszernej, wielowątkowej i niejednorodnej pod względem formy książki?

Katarzyna Szumlewicz: W moim odczuciu jest to książka o kryzysach. Mamy tu zmierzch kolonializmu, koniec wojny, kryzys brytyjskiego komunizmu jako przeżycia pokoleniowego, a także kryzys kobiecości i męskości, tradycyjnych wzorców erotycznych, które w książce zostają bardzo skrupulatnie przebadane. Kryzysy są klamrą, wszyscy w tej książce je przeżywają, w związku z czym wszyscy piszą książki i chodzą na psychoanalizę.

Beata Kozak: Mnie się wydaje, że ze wszystkich tych tematów – komunizm, lewica, kwestia afrykańska, kobiety i mężczyźni, psychoanaliza i jeszcze kilka innych – największy nacisk położony jest na kryzys komunikacji między kobietami a mężczyznami, przy czym chodzi tu o małżeństwo, związki miłosne, stosunki, również seksualne. W „Złotym notesie”, tak jak moim zdaniem we wszystkich książkach Doris Lessing, autorka próbuje skonstruować utopię takiej komunikacji. Próbuje wypracować jej inny model, taki który byłby lepszy dla kobiet.

Katarzyna Szumlewicz: Ten temat jest na pierwszym miejscu dla nas, dzisiaj.

Beata Kozak: Ale w tej książce też. Na pewno w latach pięćdziesiątych to wszystko było dużo bardziej ciekawe i współczesne, niż kiedy my to teraz czytamy, wiedząc nie tylko o tym, co się wydarzyło na Węgrzech w 1956 i o śmierci Stalina w 1953, ale także o wszystkim tym, co było później.

Katarzyna Szumlewicz: A ja broniłabym rozważań o komunizmie. Nas one już nie bulwersują, bo w międzyczasie takich demaskacji było bardzo wiele. Jednak Lessing z wielką przenikliwością i humorem przytacza sny Anny i innych brytyjskich komunistów o spotkaniu z dobrotliwym Stalinem, który ich chwali, kapitalnie też opisuje ich dyskusję na temat dzieła Stalina, o którym wiedzą, że nie jest wybitne, ale nie mogą tego powiedzieć, by nie okazać się „reakcyjni”. Owo nieprzyznawanie się do tego, że się już nie wierzy, jest w książce określone jako poprzestawanie przy komunizmie na rachunek osobistych mitów. Myślę, że dla ludzi lewicy, a nikt przyzwoity nie mógł nie być wówczas lewicowcem, „Złoty notes” musiał być bardzo odświeżający.

Beata Kozak: To nawet dość egzotyczne dla nas – rozważania angielskiej komunistki i jej szarpanina jako komunistki w latach pięćdziesiątych.

Katarzyna Szumlewicz: Ale i wtedy dla wielu osób było to egzotyczne. Kapitalny jest scena, gdy do Anny przyjeżdża elegancka wysłanniczka z Ameryki, gdzie szaleje MacCartyzm, która mówi, że ich telewizja pragnęłaby przerobić dzieło Anny na film. Ale w tym filmie ma nie być problemów rasowych, pozamałżeńskiego seksu i innych rzeczy, nieakceptowanych przez szalejących konserwatystów. Na to Anna odpowiada, że jest komunistką, na co Amerykanka po prostu reaguje strachem o własną przyszłość po tym spotkaniu. W tym miejscu widać w pełni przekorę Anny, jej nonkonformizm. Dla mnie ta książka jest poza wszystkim czymś w rodzaju traktatu o nonkonformizmie.

Katarzyna Nadana: Te wszystkie kryzysy owocują kryzysem tożsamości, a także poszukiwaniem dróg wyjścia z tego kryzysu, źródła siły, która podtrzymywałaby ten nonkonformizm po upadku wielkich narracji. To nie będzie łatwe, bo narratorka właściwie całkowicie się załamuje psychicznie po klęsce we wszystkich wymiarach swojego życia – politycznej, artystycznej i osobistej.

Beata Kozak: Ale mężczyźni są tu najważniejsi, bo kryzys zaczyna się dokładnie w momencie, gdy pojawia się Saul Green i jego pojawienie się jest przedstawione w taki sposób, jakby  bohaterka zaraziła się od niego kryzysem i szaleństwem.

Katarzyna Nadana: Moim zdaniem ten kryzys zaczyna się dużo wcześniej. Ale żeby dobrać się do tego kłącza wątków, chciałabym zacząć naszą rozmowę od czarnego notesu, poświęconego „afrykańskiemu bestsellerowi” Anny i Afryce. W „Złotym notesie” wydaje się brakować trochę tego, co kojarzymy z Afryką Lessing, tzn. opisu świata po pierwszej wojnie światowej, opisu owego pokoleniowego doświadczenia „dzieci przemocy”, jak je Lessing określiła w innych autobiograficznych książkach. Nawet kwestie rasowe nie wysuwają się tu na pierwsze miejsce. Jak ma się ten czarny notes do  innych notesów i całej twórczości Lessing?

Beata Kozak: Czytałam tę książkę zdecydowanie przez pryzmat tematyki kobiet i mężczyzn. Ta tematyka jest też obecna w klimatach afrykańskich. W dynamice grupy osób, które są tam pokazane, ważną rolę odgrywają w niej podziały genderowe, według mnie wprowadzane przez Lessing świadomie. Bohaterka jest tam przedstawiona jako „dziewczyna lidera”. Prawie wszyscy mają po dwadzieścia parę lat, lider jest przyszłym NRD-owskim aparatczykiem. Sypie komunistycznymi sloganami, z których inni szyderczo się śmieją, ale nie odmawiają mu roli przywódcy. Jest też druga dziewczyna, piękna Maryrose, która w całym czarnym notesie wypowiada może 5 linijek tekstu. Jest wyłącznie obiektem seksualnym, o tyle mocno useksualnionym, że jest niedostępna, pogrążona w żałobie po bracie, z którym łączył ją związek kazirodczy. Ważne dyskusje, wszystko co dotyczy marksizmu, II wojny światowej i polityki, rozgrywa się między mężczyznami. Postaci męskie też są piękne, ci mężczyźni mają swoje historie miłosne i seksualne, ktoś kogoś pożąda, ktoś kogoś odrzuca, ale są zdecydowanie bardziej wielowymiarowi i pełnokrwiści.

_g205377.jpgKatarzyna Szumlewicz: Warto czytać „Złoty notes” mając w pamięci „Kulturę i imperializm” Edwarda Saida. Zauważył on, że wiele klasycznych dzieł Zachodu opisuje doświadczenia białych ludzi w koloniach w ten sposób, że tubylcy są właściwie tylko tłem – dla doznań erotycznych, dla przewrotów intelektualnych, rewolucji wewnętrznych itp. Zdaniem Saida, literatura europejska bardzo długo bazowała na tym wzorcu białego podmiotu, któremu kolonialny obszar jest potrzebny, by dojrzeć wewnętrznie. I tu też widzimy tę strukturę, ponieważ obserwujemy grupę białych, jej wewnętrzną dynamikę. Czarni są drugoplanowi. W tym sensie jest to narracja imperialna. Z drugiej strony, mamy bardzo mocne podważenie takiej narracji: wraz z autorką patrzymy krytycznym okiem na rozpolitykowanych białych mężczyzn, którzy filozofują sobie na temat przyszłości Afryki, nie pytając Afrykanów, co na ten temat sądzą. Willi, Paul i inni są komunistami, antyrasistami i właśnie z tego powodu Anna przystaje do nich, bo − jak mówi − do kogo miałaby przystać w Afryce, gdzie pozostali biali byli rasistami? Oni sobie rozprawiają zupełnie abstrakcyjnie o rewolucji antyrasistowskiej i w międzyczasie łamią życie czarnego kucharza Jacksona, który jest ich ulubieńcem. W swej arogancji klasy wyższej, bo są to mężczyźni z samego szczytu społeczeństw zachodnich, wchodzą w konflikt z właścicielami hotelu Maszopi i niechcący doprowadzają do tego, że kucharz zostaje zwolniony. W dodatku jeden z nich, George, ma dziecko z żoną Jacksona. Annę i Maryrose ta sprawa ogromnie fascynuje, ale czarna kobieta pozostaje dla nich wyłącznie wyobrażeniem seksualnym, nie wchodzą z nią w żadną relację. Takie podejście zostaje potem przez Annę bezlitośnie skrytykowane. Późniejsza Anna z jednej strony jest zafascynowana tym, co się działo w Afryce, a z drugiej strony odczuwa obrzydzenie, ponieważ rozumie, że jej grupa pomimo swoich poglądów funkcjonowała tam na zasadach imperialnych.

Beata Kozak: W historii  z Georgem, który ma dziecko z żoną kucharza, jest jeszcze Willi, który cynicznie odradza George’owi angażowanie się i łożenie na swoje dziecko. I głównie za to Anna go później nienawidzi. A kiedy widzą rasizm białych właścicieli hotelu, mówią tylko „Mein Gott”. Są wysepką teoretycznych antyrasistów pośród białych rasistów i pośród ludzi czarnych, którzy uważają ich za białych panów. Między nimi a czarnymi jest pustka, brak rzeczywistego kontaktu.

Katarzyna Szumlewicz: To jest bardzo ciekawe literacko, bo z jednej strony mamy do czynienia z typową narracją kolonialną (w rozumieniu Saida), czyli na tle pięknych afrykańskich krajobrazów i mniej pięknych stosunków między białymi a czarnymi rozgrywają się historie miłości i zdrady, a z drugiej strony mamy mocną, świadomą demaskację, co wynika między innymi z tego, że Anna jest komunistką i po wyjeździe z Afryki zaczyna postrzegać to, co się wokół niej dzieje, bardzo społecznie.

Beata Kozak: Dla mnie uderzające jest jeszcze to, że jak powiedziałaś, bohaterka widzi to wszystko, opisuje nawet najdrobniejsze drgnienia głosów i spojrzenia, demaskuje to, co ukryte – ale jej własnego głosu nie słyszymy. Może tylko wtedy, kiedy wraca do swojego nieoficjalnego partnera po nocy spędzonej z innym mężczyzną i mówi mu, co właśnie robiła. Po czym następuje coś w rodzaju gwałtu i bohaterka mówi, że w jego trakcie czuła nienawiść.

Katarzyna Szumlewicz: Tym, co łączy przeżycia afrykańskie i późniejsze doświadczenia z mężczyznami, jest wieloznaczne uczucie, jakie Anna żywi do do Georga’a, który ma kochanki i białe, i czarne. Z jednej strony czuje do niego dystans, a z drugiej strony fascynuje ją jego agresywne, poligamiczne libido, typowe dla wizerunku macho z lat 40-tych czy 50-tych. Ona później szuka podobnych mężczyzn, takich, którzy chcą ją sobie podporządkować.

_g205376.jpgKatarzyna Nadana: Dla mnie w czarnym notesie ciekawa jest relacja pomiędzy nim a afrykańską powieścią bohaterki, o której mówi z pogardą, choć przyniosła jej sławę. O tej powieści wiemy tylko tyle, ile się dowiemy z zamieszczonej tu parodii, ale choćby dzięki takiemu streszczeniu widzimy, że czarny notes jednocześnie rozwija pewne jej wątki i opowiada, jak było „naprawdę”. Relacja między czarnym notesem a parodią jest bardzo ciekawa, bo widać, jak wiele wątków z tego doświadczenia ona wycięła, by napisać powieść, która jest powieścią antykolonialną i antyrasistowską, a jednocześnie potwornie uproszczoną w stosunku do rzeczywistości. Bardzo ciekawe są te przesunięcia, zwłaszcza zakończenie, schematyczne i melodramatyczne w porównaniu z tym, co się działo naprawdę. Książka to dzieje romansu pomiędzy białym a czarną kucharką, a w czarnym notesie czarny kucharz zostaje zwolniony z powodu mylnego posądzenia o homoseksualizm. Zainteresowanie nim ze strony angielskiego lotnika z wyższych sfer to coś wtedy niereprezentowanego, groteskowego, nienadającego się na to, by osnuć wokół tego fabułę powieści…

Katarzyna Szumlewicz: W książce dużo jest wzmianek o homoseksualizmie, który jest traktowany jako coś, czego bohaterka bardzo się obawia. Po pierwsze, Molly i Anna są samotnymi, wolnymi kobietami, ale pada zdanie, które Adrienne Rich później bardzo skrytykowała: że nie były one na tyle zgorzkniałe, żeby zostać lesbijkami. Później Anna ma sublokatora, który jest jednym z bardzo niewielu mężczyzn, chcących zajmować się córką, córka go bardzo lubi, ale widzimy go w negatywnym świetle, jak wraz z kochankiem snują mizoginiczne gawędy. Molly się boi, że jej syn wyrośnie na homoseksualistę, gdy będzie zbyt opiekuńcza. Są jeszcze biali lotnicy, których wspólnota też ma przeszłość homoseksualną i można dojść do wniosku, że ich pogardliwe podejście do kobiet bierze się właśnie stąd. Na pewno nie jest to świadome, może klimat epoki wymagał straszenia homoseksualizmem na każdym kroku.

Beata Kozak: To jest książka homofobiczna. Można ją podawać za przykład homofobii w literaturze, są tam jej klasyczne przykłady. Na ostatnich stronach jest mowa o tym, że pewna kobieta otworzyła sklep z sukienkami i natychmiast obsiadła ją „banda sprytnych pedziów”. Poza tym Anna i Molly są uważane za lesbijki, a Anna bardzo przeżywa to, że jeden z jej kochanków jest o tym przekonany. Dziwne, że Lessing nie widzi, że używa homoseksualizmu jako straszaka, mimo że straszenie komunizmem dostrzega jak najbardziej.

Katarzyna Szumlewicz: Anna boi się wspólnoty z innymi kobietami, co pociągałoby posądzenie o bycie lesbijką. Stąd jej utopia stosunków między płciami jest nieprzekonująca, niepełna. Ona wprost mówi, że mężczyźni są dla niej ważniejsi niż kobiety i w związku z tym ma do zaproponowania jedynie coś w rodzaju poradnictwa psychologicznego, którym na końcu się zajmie: łatanie związków, przekonywanie mężczyzn, że powinni nauczyć się kochać i być mniej okrutni. Nie jest to projekt społeczny. Dla niej projektem społecznym jest komunizm a nie feminizm.

Katarzyna Nadana: Anny, która jest bohaterką powieści „Wolne kobiety”, nie możemy jednak tak po prostu utożsamiać z Anną prowadzącą notesy. Mamy tu do czynienia ze  skomplikowaną strukturą, która na dodatek pełna jest pastiszów i parodii. Ona jest świadoma tego, że kryzys społeczeństwa to także kryzys pewnych form i narracji, który objawia się – tak moglibyśmy to określić − girardowskim „kryzysem odróżnicowania” w literaturze, czyli niemożnością odróżnienia rzeczy pisanej serio i jej parodii. Ten temat wraca w „Złotym notesie” kilkakrotnie, więc owo końcowe harmonijne, „deux ex machna” wtopienie się bohaterek na powrót w angielskie społeczeństwo można odczytać jako parodię typowego zakończenia powieści, demaskację ideologii skrywającej się za takim rozwiązaniem opisywanych w „Złotym notesie” konfliktów.

Katarzyna Szumlewicz: Tak, ale zastanówmy się, co innego Anna czy Lessing w tej książce proponuje kobietom?

Beata Kozak: Jeżeli bohaterka naprawdę zajęłaby się poradami psychologicznymi, o czym jest mowa w zakończeniu, to współczułabym kobietom, którym by doradzała. Anna jest najwyraźniej przekonana, że kobiety, które pozwalają mężczyznom wykorzystywać się, z jednej strony na tym tracą, ale jednocześnie zachowują mądrość i kobiecość.

Katarzyna Szumlewicz: W książce pada określenie, że Annę i Molly cały czas spotykają od mężczyzn emocjonalne afronty. Ale niczego ich one nie uczą.

_g205378.jpgBeata Kozak: Tak, niczego ich nie uczą aż do samego końca. Poza tym jest tam też odrzucenie krytykowania mężczyzn, nazywanego krytykanctwem. Anna obawia się, że spoiwem jej przyjaźni z przyjaciółką będzie „krytykanctwo” wobec mężczyzn, a tak przecież nie może być, bo powinny być wobec tych mężczyzn otwarte. Jest takie zdanie: „Prawda jest taka, że kobiety odczuwają głęboką instynktowną potrzebę wzmacniania męskości w mężczyźnie”, w którym jest uderzająca bezsilność, przekonanie o instynkcie, który odzywa się w poniewieranej i oszukanej kobiecie i który każe jej wbrew sobie wzmacniać męskość w mężczyźnie. Mężczyźni i kobiety rozmawiają ze sobą w zimny, pełen niechęci sposób, szczególnie mężczyźni zwracają się tak do Anny. Jest taka scena: Anna jest zmęczona, jej kochanek Saul Green skądś wraca i chce się z nią przespać, a ona odpowiada mu ze złością „chce mi się spać” – i natychmiast się z tych słów wycofuje. Boi się, że mogło go to urazić, a tymczasem sama akceptuje takie słowa pod swoim adresem, że włosy stają dęba.

Katarzyna Szumlewicz: Jest to tym ciekawsze, że Anna ma jak na kobietę z lat 50. wyjątkowo pozytywną sytuację. W tym czasie kobiety były bardzo mocno ekonomicznie zależne od mężczyzn. Ona jest ekonomicznie niezależna. Natomiast emocjonalnie jest zależna. Ta struktura emocjonalna trzyma się u niej znacznie dłużej niż wskazywałaby struktura ekonomiczna. Jest w swoich reakcjach staroświecka. Pożądanie definiuje w ten sposób, że mężczyzna pożąda, a kobieta jest głęboko świadoma tego pożądania. W książce pada zdanie, że żadna kobieta na świecie nie chce żyć bez miłości. To mogłoby być motto późniejszych porad psychologicznych Anny. Ona widzi wyzysk emocjonalny, mężczyzn obsługiwanych pod każdym względem przez żony, a także kochanki, sekretarki, itp. Zaczyna się zastanawiać nad nieszczęśliwymi żonami swoich partnerów. Przede wszystkim jednak poświęca uwagę tym biednym mężczyznom, którzy tak źle się czują ze swoimi towarzyszkami, ponieważ są one według mężów zbyt głupie, kastrujące, znudziły się itp. Nie czyni po tym rozpoznaniu dalszego, feministycznego kroku, ponieważ wspólnota z innymi kobietami byłaby dla niej groźna. Zresztą uważa ją za niemożliwą.

Katarzyna Nadana: Ja bym nie przesadzała z tym brakiem solidarności wobec kobiet i rozczulaniem się nad biednymi mężczyznami. Ważny wątek książki, pojawiający się dosłownie na pierwszej stronie i kończący ją, to przecież „kłopoty małżeńskie” pierwszego męża Molly, którego notorycznie zdradzana żona się rozpija. On szuka wsparcia w Molly i Annie, ale one biorą konsekwentnie stronę jego żony i bez znieczulenia wyjaśniają mu wielokrotnie jego udział w całej sprawie, zresztą dobrze się razem bawiąc tą sytuacją stawiania oporu jego oczekiwaniom wobec nich. Marion w końcu odchodzi od Richarda i zamieszkuje właśnie w domu Molly, zgodnie z tradycyjnym rozumieniem – jej największej rywalki. Molly i Anna wspierają ją w tych trudnych wyborach, choć sytuację mógłby skomplikować fakt, że rozhisteryzowana Marion dla odmiany brnie na ich oczach w dość dziwny związek z synem Molly. Czy to nie jest solidarność z kobietą, z „głupimi żonami”, jak twoim zdaniem, myśli o nich Anna? A obsesja Elli na tle samopoczucia psychicznego żony Michaela, od której bierze się tytuł drugiej powieści w „Złotym notesie”, czyli „Cienia tej trzeciej” (nieznośnie melodramatycznego zresztą, bo to w przeciwieństwie do „Wolnych kobiet” taka bardziej tradycyjnie melodramatyczna powieść o porzuconej kobiecie). Ona się z nią w jakiś sposób utożsamia i popada na tym tle w pewne szaleństwo. Ella zdaje sobie sprawę, że nie są od siebie aż tak bardzo różne, tylko w jakiś sposób wymienne właśnie. Fantazjuje o wizycie w jej domu i poznaniu jej. Możemy więc oczywiście ciągle mówić o tym, że ona jest w zbyt małym stopniu feministką, bo nie deklaruje więzi z kobietami i nie ma świadomości, że to jest sprawa polityczna, a także brnie w związki z niewłaściwymi mężczyznami, ale ja sądzę, że tam jednak jest szukanie jakiejś droga wyjścia i siły, którą ona próbuje odzyskać w tych relacjach. Można patrzeć na tę powieść jako wpadanie w coraz gorsze związki, o coraz wyraźniejszej sado-masochistycznej dynamice, ale tak naprawdę tam jest opisanych może 3-4 takie przelotne  związki Anny, nie licząc „udanego”, wieloletniego związku z Michaelem, który ją właśnie rzucił, a inne „miłosne historie” to ich podwojenia w dwóch wewnętrznych powieściach i około dwudziestu planach powieściowych, które snuje Anna głównie na tle doświadczeń z Saulem, stąd może przy pierwszej lekturze wrażenie ciągłego powtarzania się jakiegoś fatalnego wzorca, podczas kiedy ona właśnie próbuje ten wzorzec dzięki rozpisywaniu go na powieści analizować i przepracowywać. Kluczowy jest w tym wszystkim wewnętrzny złoty notes, poświęcony przede wszystkim relacji z Saulem Greenem. Anna nie tylko jest świadoma wyjątkowo już ją niszczącej dynamiki tego związku, ale zaczyna uświadamiać i jego, zmuszając go do uzyskania dystansu do tych beznadziejnych, stereotypowych ról, które obydwoje odgrywają. Ona zmusza go w końcu do tego, żeby rozeszli się za „obopólnym porozumieniem stron”. Anna punktując wszystkie schematyzmy w jego zachowaniu, które szybko dostrzega, funduje mu coś w rodzaju terapii, ale i sobie także. To jego odejście to jej psychoanalityczne zwycięstwo nad nim.

Katarzyna Szumlewicz: Ale ona cierpi po jego odejściu, a czy on cierpi nie wiadomo.

Katarzyna Nadana: Gdzie to zostało powiedziane? Przecież ich przyjacielska wymiana zdań do swoich przyszłych książek to w porządku chronologicznym zakończenie książki. Potem już tylko widzimy tą samą historię przepisaną – tzn. jednocześnie udramatyzowaną i oczyszczoną z najdrastyczniejszych elementów – w ostatnim odcinku powieści „Wolne kobiety”. Ja mam wrażenie, że ona się od czegoś w tym związku wyzwala. Wychodzi z roli pasywnej kobiety, która odpowiada biernie na pożądanie, a wykorzystywana emocjonalnie cierpi i czuje się ofiarą. Kiedy zaczyna głośno przy nim analizować tę całą grę władzy, w którą on ją próbuje uwikłać, doprowadza do tego, że on ją zostawia w spokoju.

Beata Kozak: Mam wrażenie, że Saul to taki demon, który swoim pojawieniem się przelał czarę goryczy i bohaterka zaraziła się od niego obłędem. W pewnym sensie było to dla niej korzystne, bo doszło do oczyszczenia. Ona poddaje się tym okropnym wizjom, ale wymieniają się pierwszymi zdaniami swoich książek, przy czym na końcu jest napisane, że złoty notes wewnętrzny kończy się jego powieścią, do której ona podyktowała mu pierwsze zdanie, i że ta powieść odniosła sukces. Z kolei jej powieść „Złoty notes” zaczyna się zdaniem, które podyktował jej Saul, i ta powieść też odniosła sukces. Ciekawa jest dla mnie w wątku związku Anny z Saulem kwestia przestrzeni, szczególnie w wewnętrznym złotym notesie, czyli w czasie załamania nerwowego Anny. Anna ciągle przebywa w domu, nie pracuje, bo żyje z pieniędzy ze swojej pierwszej książki. Jej dziecko jest w internacie. Saul zajmuje pokój nad nią i kiedy chodzi nerwowo z kąta w kąt w swoim pokoju, Anna słyszy jego kroki nad sobą. Po seksie lub po ich kłótniach Saul mówi często, że idzie do siebie popracować, ale nigdy nie pracuje, chodzi po swoim pokoju, a Anna słyszy nad głową każdy jego krok. Saul jest u góry, Anna jest na dole. Jest jeszcze przestrzeń pomiędzy, kiedy mężczyzna idzie po schodach, ona to zawsze słyszy. Stoi, czai się pod jej drzwiami, kobieta jest jak gdyby  osaczona. Saul wychodzi z domu na zewnątrz, na spacery i do innych kobiet, o czym Anna później czyta w jego dziennikach. Ona sama w tym okresie nigdy nie wychodzi. W tym sensie jest przyszpiloną do swojego miejsca, patriarchalną kobietą.

Katarzyna Szumlewicz: W tym związku dochodzi do paroksyzmu nierówności, panowania, agresji. Kojarzy mi się to z „Miejscem dla kobiet” Marilyn French, będącym swoistą czarną księgą facetów – wyrządzają oni kobietom wszelkie zło, jakiego w ogóle można doświadczyć. Tylko u French jest inna perspektywa, perspektywa solidarności kobiecej. W obu książkach demaskowany jest stan kompletnej nierówności emocjonalnej, wspieranej przez naukę, sztukę, pop kulturę. Tu pokazana jest taka dominacja, że ona nie może już dłużej trwać, bo jest zbyt straszna. Anna sobie uświadamia,  że ciągle myśli o jakiejś kobiecie, która szaleje sama w domu i popada w obłęd. Lessing czyni mniej więcej to samo odkrycie, co Betty Friedan w „Mistyce kobiecości”.

Katarzyna Nadana: Tak, ale pamiętajmy też, że szaleństwo Anny, gdy ona zaczyna bać się wychodzić z domu i jej osobowość ulega jakiemuś rozpadowi, nie jest wynikiem tylko związku z Saulem, czy nawet poprzednich związków z mężczyznami, to także wynik wyjścia z partii, świadomej decyzji o rezygnacji z psychoanalizy, zerwania z Michaelem. Anna jest także intelektualistką i artystką i to jest także powieść o współczesnym artyście/artystce – pisanie dla niej to większy problem niż Saul, który zresztą pomaga jej zacząć znowu tworzyć. Zauważmy też, że Lessing jest tu także wyraźnie jungistką. Sam tytuł, „Złoty notes”, nie może być bardziej jungowski. Saul materializuje się Annie jako jungowski cień – to ta prześladująca ją sadystyczna postać ze snu, którą rozpoznaje już w poprzednich mężczyznach. Ale Saul jest jednocześnie animusem, który towarzyszy jej w procesie reintegracji. To przenikanie się snu i jawy i wpływanie jednego na drugie jest tu bardzo istotne, bo w końcu ona uświadamia sobie, że ta przerażająca, odczuwająca „radość destrukcji” postać ze snu to jakaś wyparta część jej samej. Anna po tym doświadczeniu szaleństwa otwiera się na coś nowego, musi sobie na nowo przemyśleć i poprzeglądać, poprzepisywać te swoje notesy i w ten sposób wracamy do początku i możemy też je przejrzeć z nią jeszcze raz…

_g205393.jpgKatarzyna Szumlewicz: Na początku pytałaś o to, co jest główną osią książki, a ja wskazałam między innymi na kryzys komunizmu. Anna odnosi go do swoich psychicznych problemów. Mówi, że to było coś w rodzaju objawienia ludzkiej solidarności, a z drugiej strony religia, baśń, która dawała bezpieczeństwo. Komunizm pozwolił podważyć upiorną angielskość, mity klasowego społeczeństwa i w tym sensie był dla Anny pozytywnym objawieniem: pozwala jej na ważne demaskacje, na mądre, całościowe podejście do społeczeństwa (choć do kobiet komunizm nie miał takiego podejścia, a Anna nie podejmuje krytyki tej ślepoty genderowej, ponieważ sama ją podziela). Jednak mocno krytykuje religijny wymiar komunizmu. Sama ma problemy analogiczne do osoby religijnej, która przestaje wierzyć. Świat jej się rozpada, przestaje tworzyć całość – nie ma w co wierzyć.

Katarzyna Nadana: Właśnie, to jest ważny powód, dla którego ona nie pisze kolejnej książki. Przypomnijmy sobie wątek Tommy’ego, syna Molly, który w „Wolnych kobietach” popełnia samobójstwo po lekturze jej notesów. Ona ma ogromne poczucie odpowiedzialności za świat, a wie, że ten świat rozpada jej się na kawałki i nie ma do powiedzenia ludziom nic, co mogłoby ich scalić, i boi się tej prawdy o kryzysie, bo boi się, że ona zniszczy ludzi, że jej ujawnienie jest niemoralne.

Katarzyna Szumlewicz: Ale dlaczego Tommy zajrzał do czyichś dzienników? Tommy robi to, co robią mężczyźni w tej książce, czyli robi wszystko bez pytania. W ogóle bardzo ciekawy jest w książce wątek porażki wychowawczej. Córka przekornej, samodzielnej Anny jest jak na złość małą konformistką, chce chodzić w brzydkim uniformie i być w szkole z internatem, tak jak wszystkie inne dziewczynki. Tommy tylko czeka, żeby móc tyranizować matkę, do czego okazją staje się jego ślepota… Tutaj nie ma pozytywnego wzorca na wychowanie. Nie wiadomo co zrobić, by przekazać dzieciom to, w co się wierzy, między innymi ze względu na kryzys wiary.

Katarzyna Nadana: A jak rozumiecie rolę psychoanalityczki w życiu Anny? Mnie się wydaje ciekawe to, że psychoanaliza nie dotyczy tu relacji damsko-męskich, tylko jej niemocy twórczej. Właściwie Lessing daje nam tu marksistowską krytykę psychoanalizy jako dyskursu absolutnie apolitycznego i aspołecznego, który nie jest w stanie dostrzec tego, że ludzie mają problemy obiektywnie, że ich jaźń to pole ścierania się konfliktów społeczno-ekonomicznych. Anna zrywa te spotkania, bo coraz lepiej wie, że ona nie ma problemu sama ze sobą, tylko ze światem – że nie jest w stanie ogarnąć chaosu, zła, tych rozpadających się dyskursów i rozpadających się świetlanych utopii (w niebieskim notesie w którymś momencie zaczyna już tylko gromadzić wycinki z gazet relacjonujące wszystkie możliwe okropieństwa i zbrodnie lat 50-tych: Afrykę, Kambodżę, Amerykę, Rosję, zagrożenie atomowe…). Ona nie wie, jak w takim świecie prowadzić uczciwie własne życie i jak uczciwie pisać. Dla mnie ta walka z psychoanalityczką jest tu bardzo ciekawa, bo pani Marks podziwiając w niej artystkę, która odniosła sukces, ma jej do zaproponowania jedynie eskapizm kultury wyższej i jednocześnie współpracę z systemem przerabiającym sztukę na komercyjny kicz.

A widzicie tu może jakieś analogie ze „Szklanym kloszem” Sylwii Plath, powieścią, która ukazała się rok po „Złotym notesie”?

Katarzyna Szumlewicz: Dość dawno czytałam „Szklany klosz”, jednak oczywista wydaje mi się analogia polegająca na tym, że  Anna, tak jak bohaterka Sylvii Plath, jest urabiana przez wtłaczanie w kobiecość, co prowadzi do szaleństwa.

Beata Kozak: Mnie się to kojarzy z książką austriackiej pisarki Marlen Haushofer „Ściana”. Jej główną postacią też jest kobieta. Żyje w czasach powszechnego strachu przed bombą atomową, wyjeżdża w Alpy do czyjegoś górskiego domku i któregoś ranka okazuje się, że ten dom i przestrzeń wokół niego zostały otoczone niewidzialną ścianą, jak ze szkła. Kobieta chce dokądś iść, ale odbija się od stwardniałego, skrystalizowanego  powietrza. Żyje kilka lat pod tym kloszem i prowadzi tam życie takie, jakie prowadziła dotychczas. Ma kota, psa, krowę, rodzi się byczek, kobieta trochę poluje, opiekuje się zwierzętami. Potem pojawia się mężczyzna, który w bezsensownym akcie agresji zabija byka, a kobieta natychmiast zabija mężczyznę, być może ostatniego oprócz niej żywego człowieka na ziemi. I dalej prowadzi swoje dotychczasowe życie za szklaną ścianą. Inne skojarzenie „Złotego notesu” z literaturą niemiecką to „Malina” Ingeborg Bachmann. W tej powieści kobieta znika w szczelinie w ścianie.

_g205407.jpgKatarzyna Szumlewicz: To bardzo ciekawe, bo dla mnie Lessing pisze o pokoleniowym doświadczeniu kobiet, przeżywanym jednocześnie w wielu krajach – doświadczeniu ograniczenia. I nie chodzi o to, że tego ograniczenia wcześniej nie było. Ono było, ale teraz staje się mocniej odczuwalne, jako wręcz fizyczny nacisk, zawężanie przestrzeni, ograniczanie, i dlatego metafora szklanego klosza była taka dobra i taka nośna. W książce Lessing mamy do czynienia z tym samym.

Katarzyna Nadana: „Złoty notes” powstał w latach 60-tych i odniósł ogromny sukces, nazywano go nawet „ewangelią feministek” i „Małą czerwoną książeczką ruchu wyzwolenia kobiet”. Była to z pewnością książka pokoleniowa, której lektura wywarła bardzo duży wpływ na wiele późniejszych feministek i krytyczek feministycznych, czyli na całą drugą falę feminizmu. Jak rozumiecie przyczyny tak żywego odbioru tej książki przez kobiety w tamtym czasie?

Beata Kozak: Książka ukazała się w 1962 roku. W literaturze niemieckiej w tym czasie niewiele się jeszcze działo wokół tematów feministycznych. W Niemczech zaczęło się to w późnej połowie lat 60., a nawet w pierwszej połowie lat 70. Jednym z wyznaczników tej literatury było to, że w końcu kobiety pojawiły się jako główne bohaterki – jako te, które piszą o sobie albo o innych kobietach. A w „Złotym notesie”, który ukazał się przecież kilka lat przed początkiem literatury feminizującej, to właśnie kobiety i ich trudna komunikacja z mężczyznami są głównym tematem.

Katarzyna Nadana: Ciągle to sprowadzasz do relacji damsko-męskich, a mi się wydaje, że jest to jakoś krzywdzące dla tej książki, bo jest to książka przenikliwa, jeśli chodzi o analizę dekonstrukcję ideologii jako takich i bardzo współgra ze współczesnym sposobem myślenia o demontażu mitów jako głównym narzędziu wyzwalania z opresji społecznej. Jest to też chyba pierwsza książka w historii literatury, której bohaterką i narratorką jest kobieta artystka, intelektualistka i nonkonformistka, zaangażowana politycznie itp. Mnie to przypomina twórczość Simone de Beauvoir, tyle że ona napisała o sobie autobiografię i to później. Anna po raz pierwszy w literaturze dostrzega wartość i siłę w tym sposobie bycia, którego jej psychoanalityczka nie akceptuje, właśnie tej „kobiety wolnej”. Ona w którymś momencie zdaje sobie sprawę z tego, co w sobie i w Molly ceni najbardziej: nie było jeszcze kobiet, które miałyby odwagę żyć tak jak one. Nie wiadomo, jak ten eksperyment się skończy, stąd wyjątkowe ryzyko i lęk. A jednak dla Anny to jest nowa forma życia, którą ona sobą afirmuje. Może to jest właśnie siła tej powieści, którą odczuły tak żywo kobiety w tamtych czasach: że warto na tą nowość postawić, że warto być nonkonformistką, awangardą przyszłego społeczeństwa może już bez tradycyjnie rozumianego małżeństwa itp.

Katarzyna Szumlewicz: Czytając tę książkę współcześnie, można powiedzieć, że  bohaterka, jako osoba, która chce mieć spójną ideologię i chce jednocześnie być artystką; krytykuje zniewolenie kobiet, ale nie czuje z nimi zbytniej solidarności. Podobnie jest w książce Lessing „Lato przed zmierzchem”, gdzie bohaterka przeżywa kryzys wieku średniego, ale boryka się z nim sama, kobiety są tu jedynie metaforami jej losu, jej możliwości – solidarność kobieca nie wchodzi w grę jako rozwiązanie. Ale Anna jest przekonująca właśnie w swoim nieradzeniu sobie, w niemożności stworzenia całościowej wizji. Jest to także siła powieści, która wręcz nie powinna takiej wizji tworzyć. Jest to też odpowiedź na pytanie o rolę artysty – artysta nie musi dawać odpowiedzi.

Katarzyna Nadana: Ona znajduje chyba jakiś sposób na wyjście z kryzysu, właśnie poprzez afirmowanie tej prawdy o przygodności egzystencji i otwarcie na nowe formy istnienia, tworzenie ich. Saul pod koniec złotego notesu wypowiada zdanie, które rozpoznajemy jako pierwsze zdanie powieści, ale jednak zauważmy, że ono ma tutaj zupełnie inny sens, i ten inny sens sprawia, że ono odsyła do początku, ale nie tylko, bo także do czegoś nowego, czego wcale nie znamy. Tylko na pozór jest to powtórzenie, bo istotna jest może właśnie różnica… Saul mówi o Annie: „Anno, w tobie są dwie kobiety, napisz tak: „dwie kobiety same w londyńskim mieszkaniu””. Ta podwójność jej jako kobiety to oczywiście owo rozdwojenie jaźni prezentowane przy Saulu: całkowita świadomość destrukcyjnych schematów i jednoczesne uleganie im – to, co was właśnie tak drażni -  ale ten konflikt wewnętrzny być może ma szansę ewoluować w jakąś nową formę tożsamości. Tymczasem Molly, jej przyjaciółka, do której zdanie to odnosi się na początku powieści, jest tylko lustrzanym odbiciem Anny i pełni w jej życiu rolę wspierającą: wybierając tak samo, utwierdza Annę w sensowności jej wyborów. Więc Molly nie jest tą drugą kobietą, którą ma na myśli Saul. Co wynika z tej różnicy? To pytanie, które czyni ze „Złotego notesu” formę otwartą.

Katarzyna Szumlewicz: Więc rozumiesz to jako modernistyczne doświadczenie bycia na skraju i przekroczenia?

Katarzyna Nadana: Chyba tak. Chciałabym się jeszcze zapytać, czy dla was była to ważna lektura czy tylko spełnienie zawodowego obowiązku zapoznania się z książką ważną dla kobiet pół wieku temu?

_g205401.jpgBeata Kozak: Pierwszy raz czytałam ją w latach 90. i wtedy bardzo mnie zirytowała, ledwo dobrnęłam do końca i nie sądziłam, że jeszcze po nią sięgnę. Dwa lata temu pisałam tekst do „Zadry” o Doris Lessing i w związku z tym jeszcze raz się nią zajęłam. Na potrzeby tego feminarium przeczytałam ją jeszcze raz po polsku i zdziwiło mnie, że tym razem nie byłam tak zirytowana tą książką jak kiedyś. To co nadal drażni mnie w „Złotym notesie”, to natrętny heteroseksualizm, homofobia i dość rozwlekłe rozmowy z Saulem. Zdumiewało mnie też, po co autorka każe bohaterce chodzić do łóżka z mężczyznami, którzy nią gardzą i za którymi ona też nie przepada, opisując ich nawet w trakcie seksu jako brzydkich i mało sprawnych. Oczywiście, że ważna jest tu podmiotowość kobiety, to jest jak otwarcie drzwi do zamkniętego dotychczas, zaniedbanego pokoju, ale ważne jest też to, co znajdzie się w tych wszystkich kątach, na półkach, parapetach. Jeżeli upodmiotowiona kobieta jest nadal czołobitna wobec mężczyzn, wobec patriarchalnych wzorców, to mnie to nie zachwyca. 

Katarzyna Szumlewicz: Ja zastanawiam się jak można mieć taką fascynację, ocierającą się wręcz o szaleństwo, mężczyznami tak nieciekawymi i niepociągającymi. W sensie tym nie mogłam zrozumieć bohaterki ani jej dramatu.

Katarzyna Nadana: Ja bym broniła „Złotego notesu” i tego, że ona w tym ostatnim notesie wychodzi z tej relacji ofiary i że ona odzyskuje swoją podmiotowość i energię. Ten zły, sadystyczny karzeł to jej własna blake’owska energia, którą jako „złą” projektuje się na mężczyznę (przypomnijmy sobie sen Anny o Saulu jako pięknym tygrysie, którego ludzie chcą schwytać, a nawet zabić – to może być oczywiście taka wyświechtana metafora macho, zdradzająca jej beznadziejny pociąg do tej figury, ale z drugiej strony w kontekście literatury angielskiej to powinno być także czytane przez „Tygrysa” Blake’a) i w efekcie jest się zwrotnie uwikłanym w relację kata i ofiary. Energia witalna jako taka jest przecież według Blake’a czymś w naszej judeo-chrześcijańskiej kulturze potępionym, zdemonizowanym w ogóle, ale w przypadku kobiety zwłaszcza. Ona z Saulem przepracowuje ten schemat, odbiera mu tę własną wyprojektowaną na niego energię i nie czuje się wcale na koniec jego ofiarą, ale jakąś jego „mistyczną” siostrą. Odkrywa, że ta „radość zniszczenia”, która ją przeraża w mężczyznach i w ludzkości w ogóle (horror historii) tkwi także w niej jako jej potencjalność i zaczyna z tą energią grać, oswaja ją (w jej snach zaczyna na przykład odzyskiwać kontrolę nad sytuacją, śnić to, co sama chce, przerabiać jakoś tego złośliwego karła – to znów taki wątek z Junga, a nawet praktyk jogi…) i zacznie zaraz znowu pisać. Ten jungowski mistycyzm może nas oczywiście w ogóle nie przekonywać, ale sądzę, że w zamierzeniu to jest książka o wychodzeniu z tych paskudnych związków, o reintegracj

Katarzyna Szumlewicz: Forma powieści, czyli zestrzelenie bardzo wielu problemów, które wędrują między sobą, jest bardzo przekonująca zarówno artystycznie, jak i jako rozważania odnoszące mnóstwo kwestii do siebie nawzajem. Oczywiście wielu rzeczy tam brakuje, np. krytyki komunizmu za stosunek do kobiet. Natomiast książka jest świetna jako zapis stanu świadomości, zapis wręcz fizycznego odczuwania różnych ograniczeń przez kobiety. Nie sądzę jednak, by „Złoty notes” mógł być dla nas dziś drogowskazem.

Głos z Sali (Monika Grodzka): A czy nie uważacie, że ten problem ze złym mężczyzną ma związek z wypartym pożądaniem do czarnego mężczyzny, które się pojawia jako temat „Trawa śpiewa” –  jej pierwszej powieści? Że Afryka u Lessing to Murzyn, którego pożąda biała kobieta, i to jest dla niej nieprzedstawiane, wstrętne, a jednak od tego nie ma żadnej ucieczki?

Katarzyna Nadana: To bardzo ciekawe, co mówisz. Ja bym się upierała przy wychodzeniu z kryzysu, ale z drugiej strony to rzuca jakieś bardzo mocne światło na jej problem z „afrykańską powieścią”: nie rozumiałam dotąd, dlaczego ona ciągle mówi, że ta powieść to jakiś upadek moralny, dekadencja, libido mortis, że tak pisać nie wolno… Więc może tam na początku swojej drogi pisarskiej próbowała mówić o czymś, do czego później już nie chce się przyznać, a co jest ważnym nerwem jej odczuwania? To by tłumaczyło wyjątkową siłę tej pierwszej książki, dożo większą niż tak chwalone „Lato przed zmierzchem” na przykład. 

Spisała Grażyna Latos
Fotografował Łukasz Tyborowski

 

 

Beata Kozak – germanistka, redaktorka naczelna „Zadry”, pracuje w Fundacji Kobiecej eFKa

dr Katarzyna Nadana – historyczka literatury, wykładowczyni gender studies przy IBL PAN

dr Katarzyna Szumlewicz – publicystka, członkini redakcji kwartalnika „Bez Dogmatu” i portalu lewica.pl, wykładowczyni gender studies w ISNS UW oraz IBL PAN

*) Dyskusja odbyła się w ramach Feminariów – cyklu spotkań w Instytucie Badań Literackich PAN w Warszawie, poświęconych problematyce społeczno-kulturowej, ze szczególnym uwzględnieniem kwestii gender, queer, feminizmu. Organizatorem są Podyplomowe Gender Studies im. M. Konopnickiej i M. Dulębianki, Fundacja Gender Center i Instytut Badań Literackich PAN.